Poprzednie częściPajęczyce cz.I

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pajęczyce cz.II

Stała przed sztalugami malując ze zdjęcia, twarz młodego mężczyzny. Duże niebieskie oczy, włosy blond, rysy jeszcze chłopięce, kończyła usta delikatną czerwienią. Spojrzała na zegarek.

- Za pięć szósta, musze lecieć. Odłożyła pędzel i paletę, pobiegła do łazienki umyć ręce, złapała za torbę sportową i niemal wybiegła z mieszkania.

Teraz szybko na ulicę Dębową. Była przed salą sportową, pięć po szóstej. Szybko przebrała się w kimono i pomaszerowała na salę treningową. Rozgrzewka już się zaczęła. Trener spojrzał na nią z ukosa, potem powiedział: dołącz do grupy. Agnieszka kiwnęła głową i szybko wcisnęła się miedzy ćwiczących.

Brazylijskie jiu jitsu, uwielbiała te sztukę walki, trenowała ją od pięciu lat. Wcześniej, dwa lata karate, ale to, nie było to. Brazylijskie było dla niej trochę jak seks. Walka głównie w parterze, pozycje prawie jak w kamasutrze, tylko zamiast błogich doznań, mnóstwo bolesnych dźwigni i duszeń, które dostarczały jej, również niesamowitych emocji.

Po rozgrzewce zaczęła się technika, kilka prostych sprowadzeń do parteru i dźwignie łokciowe. Potem zadaniówki, czyli wychodzenie z nieciekawych sytuacji, wreszcie walki w parterze. Agnieszka dobrze radziła sobie w defensywie, trochę gorzej w ataku, ale ogólnie niebezpieczny był z niej zawodnik. Na trzeciej zmianie partnera, trafił jej się, jakiś niedoświadczony gość, któremu założyła gardę pajęczą. Widok miotającego się mężczyzny, który nie wie co robić, strasznie ją podniecił. Widać było, że nie ma dużego pojęcia. Trochę się z nim pobawiła, zakładając w końcu duszenie trójkątne, nogami. Młody mężczyzna, próbował z tego wyjść, wstał z kolan, ale było jeszcze gorzej, czuł coraz mocniejszy uścisk i w końcu odklepał. Agnieszka spojrzała na niego przez zamglone oczy, była strasznie podniecona. Podniosła się z maty, usiadła na ławeczce, czuła, że cała drzy, poprosiła trenera o chwilę przerwy. Potem walczyła ze zmiennym szczęściem, przeważnie z kobietami, raz ona odklepywała, raz jej rywalka. Na sam koniec trafił się jej facet, za silny i doświadczony, by móc z nim nawiązać równorzędną walkę. Nie mniej, udzielał jej cennych wskazówek, szczególnie w przejściach z obrony do kontrataku. Takie lekcje również lubiła, pod warunkiem, że udzielał ich, mężczyzna.

Po treningu nie czuła zmęczenia, była wręcz pobudzona. Wróciła do domu, szybko się przebrała i zadzwoniła do znajomego.

- Cześć Wojtusiu, co robisz?

- Kończę zakuwać fizjologię, w piątek egzamin – odezwał się głos, młodego mężczyzny.

- A, tak, zapomniałam, ale dzisiaj mamy wtorek, mogę wpaść? Przyda ci się chwila relaksu.

- No dobra, ale tylko chwila – odpowiedział żartobliwym tonem.

 

Kilka minut samochodem i już była na miejscu, potem winda, dziesiąte piętro, dzwonek do drzwi…

- Widzę, że masz dzisiaj wyjątkowo dobry humor – stwierdził, student trzeciego roku medycyny.

- A, bo dzisiaj taka pełna wigoru jestem. Kończę twój portret, byłam na treningu. Oj! Działo się, po jednym sparingu, odleciałam, ach te żółtodzioby, gdyby wiedzieli ile dostarczają mi atrakcji…

Spojrzał na nią, uśmiechnął się, kręcąc głową. – Ty wszędzie odnajdujesz seks, nawet na treningu doznajesz orgazmu, niesamowite…

- No… powiem ci, że to nie takie proste, ale bywa bosko…

Znowu pokręcił głową.

- Wiem, wiem, seks to nie wszystko, z malarstwem różnie bywa. Kiedy maluję twój portret, wyzwalają się we mnie, bardziej szlachetne uczucia.

- O!? Nie rozumiem, ale przyjemnie, o czymś takim usłyszeć – stwierdził z lekka nutką ironii, Wojtek. – Nie mniej, nie wiem co ty widzisz takiego w mojej twarzy. Cóż jesteś artystką, a oni mają w sobie wiele dziwactw, potrzebnych im, do normalnego funkcjonowania, ale ten portret, to idiotyzm, szkoda twojego czasu i talentu.

-E tam, idiotyzm, podobasz mi się i już, a te oczy… - spojrzała na niego z lekka namiętnością.

- Co ty w nich widzisz, niebieskie i tyle. Ty też masz niebieskie.

- Ja mam granatowe, są niebezpieczne, jak morska głębia, a ty masz błękitne, szczere i takie…

- O matko… Wiem, że zaraz powiesz…

- Niewinne, hahaha…

Nie wiedział co powiedzieć, kiedy mówiła mu takie rzeczy, czuł się strasznie nieswojo, a ją to strasznie bawiło.

- No, to może teraz porozmawiajmy o Caravaggiu. – Zmienił temat, bo czuł się nieco przytłoczony, jej fascynacją. - Zdecydowanie, bardzo mi się podobają twoje kopie, najbardziej „Dawid z głową Goliata”, masz duży talent, szkoda czasu na malowanie, moich niebieskich oczu.

- Nic nie poradzę, ze mnie fascynujesz – zbliżyła się do niego i pocałowała w usta.

Zaczęła go rozbierać. Wojtek na początku trochę się opierał, niespecjalnie mając ochotę na coś namiętnego, ale po chwili jej dotyk zrobił swoje. Pragnął teraz tego, co ona. Położyli się na sofie, a on zaczął czule głaskać jej piersi. Co jakiś czas ściągając z niej, jakąś część jej garderoby. Wreszcie wszedł delikatnie, swym członkiem w jej najintymniejszą część ciała. Agnieszka czuła wszechogarniającą błogość, miała zamknięte oczy, a pod powiekami był tylko wszechogarniający błękit. Tylko z nim mogła chociaż na chwile wyzwolić się ze swej demonicznej osobowości, która coraz mocniej pożerała w niej wszystko co ludzkie.

- Nie masz pojęcia jak dobrze przy tobie się czuję, jestem czystym doznaniem, nic oprócz mnie i ciebie nie istnieje.

- Agnieszko? – Zawsze robiło mu się nieswojo, jak słyszał takie wyznania. - Ja mam zawsze jakieś mieszane uczucia, nie wiem czy to normalne, jesteś ode mnie dziesięć lat starsza, ten nasz związek…

-Hahaha… uwielbiam, jak tak mówisz – weszła mu w słowo, głaszcząc po włosach. – Wiesz… każdy ma tam jakieś halo… no przecież podobam ci się, mamy wiele wspólnych tematów, to nie tylko seks.

- No tak, ale zawsze po stosunku, mam jakieś dziwne obawy, wyrzuty… sam nie wiem – pokręcił głową, lekko sfrustrowany.

- Nie przejmuj się tak, nie jesteś moim utrzymankiem, po prostu się rozumiemy.

- Ale jak długo, to może trwać?

- Ile się da – uśmiechnęła się i pocałowała w policzek.

Wstał z łóżka, zapalił papierosa, podszedł do okna. Niespecjalnie przekonywały go jej słowa.

Agnieszka sięgnęła po telefon i zrobiła mu zdjęcie.

- Zapewne wyglądam z tym papierosem, jak upadły anioł? – Spojrzał na nią z lekkim uśmiechem.

- Nie, jak naga melancholia – odpowiedziała z nutką ironii.

- Hahaha… mam nadzieję, że nie opublikujesz tego na you tubie, mogliby mnie wywalić ze studiów.

- No co ty, czasem se tylko zajrzę, na mojego aniołka.

Nic nie odpowiedział tylko pokręcił głową, zaciągając się papierosem.

Wstała z łóżka, poszła do łazienki, odkręciła prysznic, po kilku minutach wyszła, mówiąc:

- Czas na mnie.

Spojrzał na zegarek, była dwudziesta pierwsza, musiał się jeszcze trochę pouczyć, jego profesorka z fizjologii jest dla studentów bezlitosna, a on miał do zakucia jeszcze cały układ limfatyczny.

- To do znowu – powiedział pochłonięty już zbliżającym się egzaminem.

- Do znowu, odpowiedziała, Agnieszka, zamykając drzwi.

 

Spojrzał na mały, zielony neon z napisem „Albatros”. Potem rozejrzał się dookoła. Było dość ciemno, kilku przechodniów, cicha okolica. Wszedł do środka, zrobiło się zdecydowanie jaśniej, ściany w kolorze kremowym, stoły z białymi obrusami. – Jak na Lola to chyba trochę za elegancko – pomyślał Witek, przyglądając się lokalowi. - Minął go kelner, mówiąc : Dobry wieczór. Szedł do stolika niosąc na tacy wiaderko z Wyborową. Witek podążył za nim wzrokiem, potem powiedział do siebie: Nie teraz, jeszcze nie teraz. Powiesił kurtkę na wieszaku i usiadł przy stoliku, dla dwojga osób.

- Proszę – odezwał się kelner podając menu.

Witek wyrwał się z lekkiego zamyślenia, zaczął przeglądać menu, po chwili odezwał się do kelnera:

- Prosiłbym rosół.

- Rosół? – odezwał się mężczyzna z lekkim zdziwieniem, ale szybo się opanował, mówiąc:

- Czy coś jeszcze?

Witka trochę to zdenerwowało i odezwał się nerwowym tonem:

- Coś nie tak?

- Nie, wszystko w porządku, pytam tylko czy coś jeszcze do tego?

- Na razie wszystko – odpowiedział już spokojnym głosem, trochę zły na siebie, za tą nerwowość na początku.

Była dziewiętnasta trzydzieści, pora obiadowa już dawno minęła, Witek sam zaczął się zastanawiać, dlaczego zamówił rosół. Zapewne nie chciał od razu zamawiać alkoholu, a rosół to jego częste danie, zwłaszcza po spożyciu dużej dawki napojów wyskokowych. Dawno nie był w eleganckiej restauracji i gdyby nie śledztwo, nigdy by tu nie przyszedł. Spojrzał na sąsiednie stoliki, było kilka zajętych, przy których siedzieli panowie w garniturach, zapewne jacyś biznesmeni, albo ludzie kultury. Koło okna dwie pary w średnim wieku. Poza tym pustka, no ale był wtorek, może powinien przyjść tu w piątek, albo sobotę? Niemniej zastanawiał go fakt, czemu Lolo tutaj przychodził i to sam. Czyżby nie czuł w tym miejscu, żadnego zagrożenia? Fakt, lokal w którym był przed swym zgonem, należał do niego. A tutaj po cichu, realizował jakieś swoje ekscentryczne pomysły, zapewne z kobietami z wyższych sfer. Chociaż i w takich lokalach trafiają się kobiety lekkich obyczajów, które zaspakajają pragnienia zmęczonych panów intelektualistów, codziennymi wykładami o wyższych sferach bytu. Witek coraz bardziej zaczynał interesować facet, którego ścigał od jakichś pięciu lat. Przed jego śmiercią był zwykłym gangsterem i wiedział o nim tyle, że należał do tych niebezpiecznych, który mógł go sprzątnąć w jakiś niekonwencjonalny sposób i uniknąć kary. Teraz odkrywa nowa tajemnicę, trochę nie pasującą do zwykłego przestępcy i coraz bardziej ciekawi go osobowość Lola.

Kelner przyniósł zupę, a Witek odruchowo sięgnął po magii i dość dużą ilość wkroplił do talerza. Potem zauważył, ze mężczyzna jeszcze stoi obok niego i delikatnie się uśmiecha.

- Coś nie tak? – zapytał, trochę poirytowany jego spojrzeniem.

- Nie, wszystko w porządku, czy pan sobie czegoś jeszcze życzy?

- Na razie dziękuję – odpowiedział trzymając nerwy na wodzy, chętnie odpowiedziałby mu, spadaj głąbie, ale tutaj nie wypadało, zwłaszcza, że facet może mu udzielić cennych informacji.

Kiedy skończył, kelner już był przed jego stolikiem, znowu uśmiechając się z lekkim szyderstwem.

- Czy cos jeszcze pan sobie życzy?

- Tak… wygląda pan na takiego co czyta w moich myślach, wiec jak pan sądzi, na co mam ochotę.

Kelner dalej się uśmiechając, powiedział:

- Sądzę, że ma pan ochotę na małego kielicha, czystej.

- No, prawie dobrze, z tą czystą, ale to będzie duży kielich.

- Oczywiście, już lecę – odpowiedział i chciał ruszyć w stronę baru.

- Chwileczkę, widzę, ze dużo wiesz – stwierdził Witek i wyciągnął z kieszeni koszuli zdjęcie.

Kelner przyjrzał mu się, po czym twierdząco kiwnął głową, mówiąc:

- Tak, czasem tutaj przychodzi.

- Nie pytasz, czemu pytam?

- Bo jest pan z policji – odpowiedział z lekka ironią, kelner.

- A no tak, zapomniałem, że dużo wiesz.

- Nie znam pana, ale tak celowałem.

- No to przynieś wódeczkę i chwilę pogadamy.

- No nie wiem? – Trochę się zmieszał. - Jestem w pracy, nie mogę tak sobie z panem porozmawiać – odpowiedział. Na jego twarzy, dało się wyczuć lekkie podenerwowanie.

- Wolisz na komisariacie? Pogadaj z szefem, potem jego też przepytam.

- Jest pan na służbie? – zapytał już nieźle przestraszony, całą tą sytuacją.

- Leć po tą wódkę i nie pierdol mi tutaj – odpowiedział podniesionym głosem, Witek, mając już dość takiej gadki.

Tamten skinął głową i poszedł w stronę baru.

Szybko wrócił z zamówieniem i stanął przed policjantem. Tamten wychylił kielona, trochę się skrzywił, potem zapytał:

- Mówisz, że ten gość bywał tutaj?

- Tak – odpowiedział kelner, potem spojrzał na Witka nieco zdziwiony, mówiąc:

- Powiedział pan, przychodził, w tym tygodniu w ogóle go nie było, czy coś się stało?

- Nie żyje i dlatego tu jestem – spojrzał na kelnera przenikliwym wzrokiem. Tamten, przez chwilę nie wiedział, co powiedzieć, wreszcie wydobył z siebie:

- Zapewne morderstwo?

- Tak, może widziałeś go, w zeszła sobotę z jakąś panią?

- Nie, on tu przychodził w tygodniu, przeważnie w poniedziałki.

- Z kim tu przychodził?

- Z pewną kobietą, ale nie było ich tutaj, chyba… jakieś dwa miesiące.

- Hm… a nie wiesz kim była ta kobieta?

- Nie, nie wiem kim był ten facet. Ona zawsze zamawiała Metaxę , a on różnie, whisky, albo jakiegoś drinka. Siedzieli przeważnie około dwóch godzin i tyle co mogę powiedzieć.

- Cóż, niewiele tego, ale dzięki.

- To już wszystko? – zapytał nieśmiało, kelner.

- Tak – odpowiedział lekko zamyślony, Witek.

Mężczyzna odetchnął z ulgą i ruszył w stronę baru.

-Tymczasem proszę o rachunek – oznajmił stanowczo, Witek .

- A tak, zaraz przyniosę.

- Gdzie znajdę szefa?

- Wyjechał na dwa tygodnie na urlop do Meksyku.

- A to ciekawe, ale co tam ,niech się byczy, zdążę z nim jeszcze pogadać.

Kelner poszedł po rachunek.

Witek wstał, ściągnął kurtkę z wieszaka, podszedł do baru, zamówił jeszcze kieliszek Wyborowej, zapłacił i wyszedł. Nie był zadowolony z tej rozmowy. Myślał, że to tutaj Lolo dał się poderwać jakiejś fame fatal i ktoś ją zauważył, a tu jakiś romans z tajemniczą nieznajomą, chociaż, kto wie, może to właśnie ona go załatwiła? Tylko początek akcji był w zupełnie innym miejscu. Nie mniej trzeba tu jeszcze trochę powęszyć. Teraz miał ogromną ochotę się napić. Wsiadł do samochodu i ruszył w kierunku swego codziennego pubu. Był już po dwóch kielichach, ale swoi swoim nie robią krzywdy, zatrzymali go pod wpływem ze dwa razy, pokazał legitymację i jechał dalej.

 

Ostatnie pociągnięcie pędzlem, odeszła dwa kroki w tył, spojrzała, potem znowu się zbliżyła do obrazu, pokiwała głową, mówiąc:

- Gotowe! – podeszła do stolika, włożyła pędzel do słoika z wodą i sięgnęła po kieliszek z winem.

„Meduza” jej ostatnie dzieło, takie bardzo demoniczne, w dużej części jej autoportret, tylko węże zamiast blond włosów i zielone oczy, które, jak uważała, bardziej by do niej pasowały. Chociaż w tych ciemnoniebieskich, również jest ta iskra, która może pochłonąć swą ofiarę samym spojrzeniem.

Była strasznie podniecona, zawsze tak jest, kiedy kończy obraz, jakiegoś demona, lub inną negatywną postać. Ma wtedy wrażenie, że wypełnia się ich złem i musi się jakoś wyładować.

Postanowiła wyjść do jakiegoś klubu i poszukać kogoś, kto pomorze zrealizować jej gorące pragnienia. Ruszyła do łazienki, szybki prysznic, potem do pokoju, wyciągnęła z szafy seksy bieliznę, kabaretki, kusą sukienkę, no i koniecznie do tego długi , ciepły płaszcz, bo na dworze było strasznie wilgotno i zimno. Koniecznie peruka, ciemny makijaż i czarna szminka.

Zadzwoniła po taksówkę i wyszła z mieszkania, nakręcona wizją nocnej przygody. Dzisiaj, oczywiście bez ofiar, taki tylko lekki dreszczyk emocji. Ruchanko w kiblu albo w jakimś mroczniejszym miejscu. Najważniejsze, by facet był, cholernie napalony.

 

Szedł, lekko chwiejnym krokiem, mając ochotę na coś jeszcze, chciał się po prostu dopić i w pewnym momencie zobaczył, czerwony neon „ Iguana”. Długo się nie zastanawiał, nie pamięta, kiedy ostatnio była w takim klubie i chyba dlatego postanowił tam wejść. Na wstępie musiał zapłacić stówkę, co go trochę poirytowało, ale co tam, dzisiaj nie miał ochoty dobijać się w jakiejś spelunie.

Bramkarz spojrzał na niego podejrzanym wzrokiem, ale go wpuścił. W środku panował lekki półmrok, grała jakaś transowa muzyka, której po trzeźwemu nie cierpiał, ale teraz nawet mu się podobała. Ludzi było w sam raz, na parkiecie tłumów nie było, ale stoliki były wszystkie zajęte.

Usiadł przy barze i poprosił o setkę wyborowej.

 

Agnieszka tańczyła z jakimś ledwie poznanym, młodym blondynem, który był bardzo napalony i co jakiś czas, obłapiał ją za tyłek. Świetnie się bawiła i niebawem miała mu zaproponować pójście w jakieś „ustronne” miejsce. Kiedy jednak zobaczyła faceta w średnim wieku idącego w stronę baru, od razu się napaliła. Łysy, z delikatną bródką – Zapewne ma jakiś problemy, chce się dopić, a jutro wszystko ogarnąć - pomyślała. Miała ochotę go rozweselić, a potem rozniecić w nim płomień i patrzeć jak płonie, kopulując z nią w męskim kiblu.

Szybko pozbyła się małolata i ruszyła w stronę swojej nowej atrakcji.

Usiadła obok, zamówiła drinka i uśmiechnęła się do Witka.

Domyślił się o co chodzi, spojrzał na nią z ukosa i stwierdził:

- Nic z tego lolu, nie mam ochoty nawiązywać nowych znajomości. Trochę jeszcze wypiję i będę się zbierał, a ty weź się za jakiegoś młodzieniaszka, pokażesz mu jakieś cuda na kiju i oboje odlecicie – powiedział drwiącym tonem, nawet na nią nie spoglądając.

W Agnieszce zawrzało, jakby ktoś chlusnął w nią pomyjami. – Poczekaj! – pomyślała. Wzruszyła ramionami i z udawanym uśmiechem, jak gdyby nigdy nic, udała się w stronę wyjścia. A on zamówił jeszcze jedną setkę, najwyraźniej zadowolony z całego zajścia.

- Widzę, że humor dopisuje – odezwał się barman.

Witek spojrzał na niego i kiwając głową, stwierdził.

- Widzisz małolacie, jak dojdziesz do moich lat, to być może też będzie ci wszystko zwisać.

- No, nie wiem czy bym tak chciał.

- Tak, wiem, wiem, do tego trzeba naprawdę dużo alkoholu, ale opłaca się, jesteś wtedy taki niewzruszony jak Budda, hahaha…

- Ciekawa koncepcja – odpowiedział z lekkim uśmiechem, barman.

- Dobra, niech każdy żyje jak chce, tymczasem polej jeszcze jednego kielona.

Kiedy ją wychylił, stwierdził, że ma dość, poszedł do toalety załatwić potrzebę. Myjąc ręce, spojrzał w lustro, obraz mu się lekko rozmywał, miał już nieźle w czubie, pomyślał, ze najlepiej będzie jak zadzwoni po taksówkę.

Na dworze było dość chłodno, ale on miał rozpiętą kurtkę i koszulę, alkohol go rozgrzewał, lubił ten stan obojętności na wszystko, w tej chwili nic na niego nie działało. Spojrzał na zegarek, była pierwsza w nocy, czyli norma jak ma wolne i nie musi wstawać do pracy. Chociaż nie zawsze czół się tak dobrze jak dzisiaj.

W pewnym momencie poczuł jakiś dziwny ból na lewym policzku i osunął się na ziemię. Dostał pięścią w twarz. Zobaczył jak stoi nad nim jakaś kobieta, po chwili dostał jeszcze kopa w głowę, jeszcze bardziej go to zamroczyło. Poczuł, ze złapała go za końcówki nogawek i zaczęła ciągnąć za budynek. Wywróciła go na brzuch, potem zacisnęła na jego szyi przedramię, zakładając duszenie. Do Witka wreszcie dotarło, że to nie jest jeden z jego mrocznych koszmarów, tylko śmiertelnie realna rzeczywistość. Odruchowo wsadził miedzy zaciskające się przedramię, a jego krtań, podbródek, lewą dłonią złapał jej rękaw i zaczął szarpać. W tym momencie, dało się słyszeć nadjeżdżający samochód, zapewne taksówka, którą zamówił. Witkowi udało się nieco oswobodzić uścisk i krzyknąć. W tym momencie, kobieta szybko podniosła się z pleców Witka, walnęła go pięścią w tył głowy i bezszelestnie zniknęła, gdzieś w mroku.

Następne częściPajęczyce czIII

Średnia ocena: 2.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • mamycię 3 tygodnie temu
    Błędy te same co w części pierwszej plus błędy w zapisie dialogów.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania