Pamięć [fragment]
- Co innego mogłem im powiedzieć?! Miałbym kłamać? Wymyślać coś? Oszukiwać? Mógłbym ale czy byłoby to tym rzeczywiście? Co się stało z naszą klasą?!
Pamiętam tylko złe rzeczy. Na chwilę obecną pamiętam tylko złe. Czym to jest spowodowane – nie wiem. Co takiego jest w mojej głowie – nie wiem. Pamiętam tylko złe rzeczy…
Kiedyś przed laty trzydziestu lub więcej ojciec wysłał mnie do piwnicy. Pewnie brakowało mu czegoś do picia wódki. Może ogórków kiszonych, które moja matka umiała zrobić najpyszniejsze na świecie. Może zachciał do zapijania soku pomidorowego, w tamtych czasach nie dało się ich kupić. Mieliśmy w rodzinie jakąś swoją własną recepturę, przywiezioną na pewno z Bułgarii gdzie spędzaliśmy letnie wakacje. Dawno, ach dawno temu to było. Pamiętam te butelki brązowe, półlitrowe, po piwie, kupowane gdzieś pokątnie kapsle, takie nieużywane, takie specjalne po to, by te butelki zamknąć i przechować. Sok był z naszych własnych pomidorów, nie bardzo wtedy można było kupić gdzieś jakieś inne. Nie było to coś co piłem, wtedy wolałem oranżadę, czerwoną, słodką taką jak wtedy tylko była. Może jeszcze na równi z nią serwowit. Napój sprzedawany w butelkach po śmietanie, może to było 250ml, nie więcej, zamkniętych kapslem ze sztywnego sreberka, serwatka jakaś taka być może doprawiona. Najpyszniejsza na świecie. Ale skoro ojciec chciał a do piwnicy były tylko dwa piętra to się szło. Dzieckiem przecież wtedy jeszcze byłem, małolatem zapchlonym. Los jednak chciał, że spotkałem na schodach koleżankę wieku mojego, do tej samej klasy uczęszczającą. I tak samo los chciał, że niosła w dłoni – idąc z piwnicy – z kierunku przeciwnego – neonówkę – ten taki dobrze nam znany śrubokręt do sprawdzania napięcia w gniazdku, taki drobny, długi przedmiot, dodatkowo oznaczony odblaskową farbą. A lato schodziło się wtedy ku końcowi, wieczór też powoli się kończył. Oczy moje tyko zobaczyły to co chciały, krótki, podłużny przedmiot w dłoni z żarzącą się końcówką. Dzieckiem przecież wtedy byłem i uznałem w swojej prostocie i swojej bezmyślności, że to papieros. Że ta moja koleżanka przecież najbliższa schodziła na dół paląc papierosa. A czasy wtedy były zupełnie inne, nikt z naszego towarzystwa nie palił papierosów, jeśli nie wiedzieli tego wszyscy w koło. To był temat, o którym powinni byli się dowiedzieć rodzice. Każde z nas czuło się zobowiązane powiedzieć, że jest taki element, który nie do końca dobrze na nas wpływa. A może wtedy tylko ja byłem taki, byłem kapusiem, który o wszystkim musi opowiedzieć. I opowiedziałem, już na drugi dzień w klasie opowiadałem z chęcią o tym jak moja koleżanka szła sobie swobodnie klatką schodową z zapalonym papierosem w dłoniach, pewnie wyszło z mieszkania w jakiejś najprostszej sprawie i zaraz za drzwiami zapaliła. Tak sobie myślałem I tak o tym opowiedziałem w klasie. Cóż, można próbować opowiadać o koleżance, która niesie w dłoni śrubokręt, neonówkę, że w rzeczywistości ma tam zapalonego papierosa.
Jak mogło się to skończyć? Tylko źle. Po moim pomówieniu – jakże dzieciom nieznanym – mogło tylko dojść do szarpaniny. Byłem jednak chłopakiem większym i silniejszym. Nic do pamiętania, wszystko do zapomnienia. Teraz wydaje się to takie trudne.
Ale cóż, pamiętam tylko rzeczy złe. Nawet nie próbuję pamiętać rzeczy dobrych. Nikt z Was nawet nie próbuje pamiętać rzeczy najprostszych.
- Co innego mógłbym wam powiedzieć? Powiedziałem „bawcie się dobrze”. A przecież tego wam życzę.
Co z tego, że części was w chwili obecnej już bym nie rozpoznał? Jakie to może mieć znaczenie? Ilu z was się o to zapyta? Nikt z was nie spytał co się dzieje, z którymkolwiek innym z nas. Pojawiło się jedno nieśmiałe pytanie „co tam u ciebie” skierowane do jednego z nas. Odpowiedź była jakże zabijająca. Tak nie boję się użyć tego słowa. Odpowiedź po prostu zabijała: ‘porozmawiamy gdy się spotkamy’. Tak jakbyśmy wszyscy byli predystynowani do spotkania się najbliższej przyszłości co samo przez się przecież jest niemożliwe. Nawet najmniejsza ciekawość nie przebiła się przez tę naszą wspólną rozmowę. Nikt nie zadał prywatnego pytania „ co u ciebie?” Jest to dla mnie na wskroś dziwne i odurzające. Nie mogę żadnym zmysłem przyjąć tego za normę. Całym sobą myślę, że jest to jednak jakaś aberracja. Coś niezwykle mi obcego. Jakaś taka obcość serca bez żadnego sentymentu. A przecież jest to w rzeczywistości norma, coś co nas otacza, co kłębi się w koło i powoli nas połyka. Nie możemy się temu oprzeć. Żadne z nas nie jest zainteresowane człowiekiem obok. Po co? Jaki jest nasz numer? Co możemy o sobie wzajemnie powiedzieć?
„cześć, byłem kolegą z Twojej klasy, pamiętasz mnie?” „mam na imię Bartek, czy nie uczyliśmy się razem?” „jestem dziwakiem pamięci na Twojej drodze, miło mi”
- Co innego mogłem wam powiedzieć? Że być może dużej części z was już nie poznam?
- Że mogę mieć mdłości i zawroty głowy, które zakłócą waszą zabawę?
Powiedziałem „bawcie się dobrze”; w o czach miałem drobne łezki, tak bardzo drobne prawie niewidoczne, takie oszukańcze, prawie nieistniejące, mające znaczenie tylko dla mnie, jeszcze pamiętane, jeszcze odczuwane. Będące częścią mnie.
Jeszcze trzy miesiące temu miałem pewność, że będę z wami, że waszymi sprawami zajmę się tak jak wam się wydaje, że moimi zajmiecie się wkrótce. Że wasze historie staną się częścią mojego życia, że moja najprostsza historia stanie się ciekawością waszego życia. Nie stanie się. Nie dam wam! Nie będziecie przy mnie tak jak przez ostatnie dwadzieścia lat nie byliście!
I możecie się usprawiedliwiać, że ja przy was nie byłem. A jednak byłem!. Były dziesiątki wieczorów gdy wasze imiona wrzucałem w trzewia przeglądarek. Lata temu jeszcze próbowałem raz po raz was odnaleźć, wyszukać wasze imiona, usłyszeć historie o waszym życiu. Czasem, sporadycznie się to udawało. Znalazłem Tomka, który zapragnął służyć naszemu Bogu. Chyba nie jest dziwne, że nie znalazłem żadnej was, moich koleżanek. Szukałem po panieńskich nazwiskach. Głupi ja, a przecież nieświadomy. Skąd mógłbym wiedzieć?
- Co innego miałbym wam powiedzieć? – Że jest mnie coraz mniej na sposób, którego nie potraficie pojąć? Że mojej myśli nie starcza, że ucieka mi wszystko co do tej pory było moją świadomością?
Chciałem pisać jeszcze dalej ale nie pamiętam! Po prostu nie mogę wam powiedzieć, że nie będę bo połowy z was już nie poznam! Że będziecie tam wspominać bliską nam osobę, którą pożegnaliśmy kilka tygodni temu i nie będziecie wiedzieć, że powoli już czas żegnać się ze mną. Że najpóźniej za dwa lata będziecie mieli kolejnego na liście. Na razie wspomnicie tylko tego jednego i jego jest chwała, którą oddaję. Ale może za pół roku za dwanaście miesięcy już mnie nie będzie. Pozostanie jeszcze niepamiętające ciało. Pozostanie skorupa, której nigdy nie spotkacie, uciekniecie tak jak teraz uciekacie od poznania siebie wzajemnie. Nie istnieją dla was pytania, tylko nieodległa przyszłość, która musi się spełnić a w której poznacie wszelkie odpowiedzi. A co jeśli przyszłość zawiedzie?
Mnie zawiodła. Jeszcze kilka tygodni temu przyszłość szeptała mi: „ powiedz im, że spotkasz się z nimi, że będziesz tam na pewno” – tak mi łgała do ucha. Dzisiaj starucha mówi mi, że mam się trzymać na uboczu, że nie wiem, kto pozostaje w mej pamięci a kto tylko stara się być zapamiętanym.
Próbowałem, żeby nie było, do końca próbowałem, pytałem, do końca budziłem w sobie człowieka. Do końca będę to robił. Do końca będę pamiętał. Będę się starał, przecież już teraz wiem, że nie pamiętam.
Wiem, że ja o nich nie myślę, że oni o mnie nie myślą, że cała nasza pamięć mieści się tylko w jednej sekundzie, w najmniejszej chwili, że nie oddaje tego co jest rzeczywistością. Chwile szczęścia opływają nas jak rzeka, jak niestrudzony strumień otaczają nas.
- Co innego miałbym im powiedzieć? – powiedziałem „bawcie się dobrze” i bawcie się dobrze, o mnie nie pamiętajcie, mnie jest mniej niż jestem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania