Pamiętnik Kierana - rozdział 1

Każde stworzenie jest inne ale człowiek na ogół jest wyjątkowy nie koniecznie pod względem budowy genetycznej lecz pod węglem samo świadomości, z pośród goblinów, troli, orków czy nawet elfów to człowiek jest jednak najliczniejszy, zdominował świat, mimo że jest tak kruchą i wadliwą istotą a jednak mamy wspaniałych wojowników, wybitnych uczonych którzy z czasem stali się magami. I właśnie ta historia będzie o jednym z takich magów który przełamał barierę pomiędzy życiem a śmiercią stał się kimś w rodzaju bogiem ale jednocześnie stało się to jego przekleństwem, jak większość z nas uważa nieśmiertelność za coś nieosiągalnego i niesamowitego dla niego stało się przekleństwem którego będzie żałował na wieczność.

ROZDZIAŁ 1 – Młodość

Najpierw była ciemność, długi czas, ciemność, aż tu nagle ścisk, ból, otwór, światło, krew, pełno krwi. Tak, chyba to był mój początek, przynajmniej tyle z tego pamiętam jak i my wszyscy, jeśli cokolwiek z tego pamiętamy. Urodziłem się w małej wiosce o nazwie Gunret która należała do królestwa Bengów. Wychowałem się w rodzinie farmerskiej gdzie dobrze mi się żyło, wychowywała mnie moja matka Yengew i ojciec Grymwald oraz miałem jeszcze trzech braci i jedną siostrę. Niestety nie pamiętam ich twarzy, tylko ledwo, przez mgłę. -ech takie to życie wieczne, ale wracając- przez wojnę w której nasze królestwo brało udział moja wioska została przejęta przez Fretrynh, naszych wrogów jak na tamten czas. Zabierali młodych chłopców i mężczyzn, wtedy nie wiedziałem dla czego, ale jak później się okazało na handel niewolników czy do wojska, niestety mój ojciec nie chciał nas oddać po dobroci i bronił nas do ostatniej chwili, po tym widziałem jak biorą go do lasu, ciągnęli go za włosy i targali po ziemi, zanim jednak po raz ostatni ujrzałem swojego ojca zdążył wykrzyczeć z ostatnich sił żebyśmy się nie poddawali i przeżyli. Potem zaczęli rozdzielać nas po wieku ci którzy ukończyli siedemnaście lat trafiali do wojska a młodsi niż siedemnaście lat trafiali na targi niewolników na których zamożni kupcy, szlachcice czy mieszkańcy kupowali nas do prac domowych lub do zaspokojenia żądz seksualnych różnie to bywało ale żadna z opcji nie była dobra do przeżycia. kilka dni później gdy w końcu wystawili mnie jako towar, miałem jakoś niespełna piętnaście lat pamiętam że stałem nagi na lekkim podwyższeniu z drewna, strasznie drzazgi w stopy się wbijały, obok mnie stało jeszcze kilku chłopaków i chłopców w różnym wieku starszych czy młodszych, ale było to bez znaczenia, w tamtej chwili rozumiałem to że już nigdy nie spotkam swojej rodziny. Po kilku godzinach wyczerpującego stania skuty łańcuchami, podeszła kobieta, piękna w czarno-fioletowych włosach oraz sukni w kolorze włosów z widocznym dekoltem i odsłaniające połowę prawego uda, lewe było w większości zakryte cienką warstwą tkaniny, pachniała wanilią i ziołami które pierwszy raz czułem, popatrzyła się na mnie, miała pięknie duże oczy w jaskrawo żółtym kolorze jak kot, oraz usta pomalowane czerwoną szminką, chwilę jak się we mnie wpatrywała poczułem jak przeszywa mnie coś, jakaś dziwna aura, jeśli mogę to tak nazwać. Jakby coś mnie prześwietliło, uczucie nie do zapomnienia. Handlarz tylko krzyknął coś, chyba cenę, nie rozumiałem wtedy tego języka. Wtedy kobieta wyprostowała się, spojrzała w stronę Handlarza i przytaknęła, wzięła mnie przykutego w łańcuchy i prowadzała jak psa, jeszcze chwilę z nią pochodziłem po rynku ówczesnego miasta które nosiło nazwę Kunwart, dość spore miasto jak na tamte czasy, kupiła jeszcze jakieś zioła i przyprawy, dała mi zakupy bym je nosił, po kilku krokach przewróciłem się, spojrzała na mnie trochę takim obojętnym zimnym wzrokiem, pokazałem jej moją krwawiącą i obolałą stopę, ona bez słowa przykucnęła spojrzała się i przyłożyła ręce, nagle zaczęły emitować energią coś co pierwszy raz widziałem, użyła na mnie magii uzdrawiania, bardzo lekkiej magii bo były to tylko rany powierzchniowe ale było to coś niesamowitego, uczucie ulgi od bólu, można to opisać jak zjedzenie czegoś słodkiego, od razu robi się lepiej. Zajęło to około trzy minuty. Po wyleczeniu, wstała, popatrzyła się, uśmiechnęła się szeroko i pokazała gestem że trzeba ruszać dalej, wstałem i poszedłem dalej, chwile później u najbliższego szewca kupiła mi skurzane buty, pierwszy raz miałem okazję w takich chodzić, u mnie na rodzinnej wsi chodziło się raczej w takich walonkach. Po wyjściu z miasta i udanie się polną ścieżką na zachód doszliśmy do wierzy, była zbudowana z kamienia, obrośnięta dokoła pnączami. Widać że stoi tu już z parę set lat, ale jest dość zadbanym stanie jak na tak starą konstrukcje. Po wejściu do środka od razu przykuwał uwagę zapach, pachniało nią, wanilią oraz ziołami, coś pięknego, jeszcze warto wspomnieć o wielkim stole, z mapą a obok stołu kominek w którym był podwieszony garnek. Były też półki zawalone przyprawami, miksturami i księgami. Zauważyłem też ogromne kręte schody na kolejne piętro wieży. Chwile po rozglądaniu się po pomieszczeniu mój wzrok kieruję się na żółto-oką damę, gdy się na mnie popatrzyła, podniosła rękę i pstryknęła palcami, i nagle moje łańcuchy się rozluźniły na tyle bym mógł je zdjąć -pierwszy raz miałem styczność z magią, znałem ją tylko z legend, nagle ona mówi do mnie po języku którego nie rozumiem, potem mówi znowu ale po jeszcze innym i po raz kolnejny mówi:

-Jak masz na imię?

;odpowiadam lekkim drążącym głosem;

-J-j-ja nie pamiętam...

;nie wiem czemu nie pamiętałem, może to ze strachu, a może dlatego że tak powinno być? Już nigdy sobie go nie przypomniałem. Kobieta wzdychając odpowiada;

-Rozumiem, ja za to nazywam się Yenna, może przynajmniej pamiętasz skąd jesteś?

;troszkę przekonywując się mówię;

-Tak, to pamiętam jestem z Gunret królestwa Ben... ;przerywa mi;

-Teraz już królestwa Fretrynh, twojego królestwa już nie ma chłopcze.

;w pierwszej chwili nie chciałem jej wierzyć, ale jak później się okazało nie kłamała, przemilczałem chwilowo tą kwestię; ;mówi dalej;

-Wiesz czemu cię kupiłam?

;milczę w zaciekawieniu;

-Daltego że wykazujesz duże skłonności magiczne, chyba nie muszę ci tłumaczyć co to oznacza?

;kręce głową, na znak nie;

-Dobrze, w takim razie zacznijmy od nadania ci imienia.

;chwilkę tak myślała;

-Nazwę cię Kieran, podoba ci się?

;pyta z lekkim uśmieszkiem;

-I tak jest to bez znaczenia. ;odpowiadam chłodno;

-Rozumiem, chcesz coś jeszcze wiedzieć Kieran?

;po lekkim zastanowieniu się pytam;

-Po co potrzebny ci jest uczeń?

;spogląda na mnie i odpowiada;

-Każdy mag w naszym królestwie co pięćdziesiąt lat musi wyszkolić jednego kadeta lecz jak się tego nie zrobi to trzeba płacić duże kary i ogólnie wtedy są problemy. ;co później się okazało to było to ustanowione w trakcie wojny z moim starym królestwem, zauważono że dużo magów ginie podczas wojny, dlatego żeby uzupełnić braki stworzono taki przepis dla magów którzy nie walczą;

-Rozumiem ;odpowiadam kończąc rozmowę;

Wieczorem po zjedzeniu ostatniego posiłku ;swoją drogą świetnie gotuję; i naszykowaniu dla mnie łóżka, w pomieszczeniu ze stołem a sama udając się na górę schodami powiedziała że od jutra zaczniemy moją naukę. Chwilę porozmyślałem, nad tym jak się potoczy moje życie i myślałem, myślałem aż zasnąłem.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania