Pamiętnik krwi
Czytam Twoje imię
zapisane atramentem,
który pachnie rdzą i solą.
Strony szeleszczą jak skóra,
którą ktoś odrywał
od kości domu.
Hiacynta —
nie kwiat, lecz ostrze w aksamicie,
rozrywa ciszę
śmiechem ostrzejszym niż nóż.
On — kręgosłup,
ciało wydarte z matczynych rąk.
W labiryncie liter
dotykają się palce —
tajemnica była tkanka,
wspólnym szeptem nad ranem.
Każde słowo owite pocałunkiem,
który pali bardziej
niż szkocka wieczorami.
Ich dusze spotykają się
na styku przeklętych fundamentów,
gdzie miłość
nie jest wyborem,
lecz kradzieżą —
złamaną pieczęcią,
którą nosi się pod skórą
jak ukryty skarb.
Komentarze (12)
nigdy z nami nie gadasz, co jest ? Pamiętam z dawnych czasów, było podobnie. Grzecznie dziękowałaś, wydawało-się-to-szczere.
Jesteś moią, ulubioną Kochanką, miłośniczką i obiektem porządania, naprawdę. Jesteś, tak nieśmiała ... ?
Lubię twoje wiersze, zawsze lubiłem. Nawet wtedy, kiedy dopiero raczkowałaś, miło patrzeć, że stoisz. Trochę niepewnie, ale jednak, twardo.
Pozdrawiam Panią,
Wyraz
I tak Cię lubię 👋 papa i lubię z Tobą gadać, od razu wiedziałem, że jesteś fajna.
Znikamy. Dobranoc 👋
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania