Poprzednie częściPamiętnik Mutanta
Pokaż listęUkryj listę

Pamiętnik Mutanta - rozdział 2

Kiedy jechałam na spotkanie w siedzibie firmy podniecenie wynikające z ciekawości zmieniło się w niepokój. Niepokój, który zacisnął mi żołądek w supeł. Chciałam dowiedzieć się wszystkiego o tym zleceniu teraz już natychmiast. Moim minusem jest moja niecierpliwość. Czasem to utrudnia mi pracę, ale staram się samodoskonalić jak tylko mogę.

Zaparkowałam pod biurem i z gracją wysiadłam z mojego ogromnego auta w piętnastocentymetrowych szpilkach. W zasadzie moje wejście do biura wygląda jak typowy poranek w pracy korposzczura. Krótka wymiana zdań z portierem w podeszłym wieku. Jazda windą w moim przypadku dosłownie i w przenośni na szczyt. Biuro wynajmuje całe piętro w jednym z najwyższych budynków w mieście. Oczywiście znajduje się tam też agencja architektów. Tak dla przykrywki.

Dotarłam wreszcie do biurka Agnes, na jej twarzy malował się zawsze ten sam szeroki i o dziwo prawdziwy uśmiech.

-Witaj kochana! Szef już czeka na Ciebie – powiedziała kiwając głową w stronę drzwi do gabinetu.

-Nie mogę się doczekać

-To widać.

Nie komentując weszłam do paszczy lwa.

-Dzień dobry panie Anderson

-Dzień dobry, Lilian – przywitał mnie jak zwykle bardzo serdecznie mój szef – Mam dla ciebie coś ciekawego. Nie jest to łatwe zadanie. Cenie cię za wiele rzeczy. Za Twoją sumienność, perfekcję w wykonywaniu zleceń. Ale przede wszystkim za dociekliwość.

-Dziękuję panu. To dla mnie wiele znaczy, w końcu zaczynałam od zera – pan Anderson jedynie skinął głową.

-Nie ukrywam, że to zlecenie dostajesz ze względu na dociekliwość. Mam obawy co do tego. Instrukcje i motyw od zleceniodawcy nie jest jasny. Wiesz, że takich zadań nie biorę, ale coś dziwnie mnie skusiło żeby je przyjąć.

-Ale wie pan, że jeśli ten człowiek nie zrobił nic skurwysyńskiego to ja go nie zlikwiduje?

-Wiem. Ale musisz to udowodnić – ten człowiek jest nad wyraz tajemniczy. Nigdy taki nie jest.

-Cały czas mówi pan zagadkami. Powie mi pan wprost na czym polega ta wyjątkowość tego zadania?

Pan Anderson oparł się rękoma o biurko i spojrzał mi głęboko w oczy. Gdyby był jakieś 20 lat młodszy to bym mogła czuć się podrywana. Ale on mógłby być moim ojcem. W tym wzroku jednak było coś innego. Niedowierzanie, ból rozdartych ran, które już dawno powinny się zagoić i zabliźnić.

-Ojciec zlecił zlikwidowanie własnego syna – To zdanie wyjaśniło mi ten ból i moje „śledztwo”.

Już wszystko Wam wyjaśniam. Syn szefa został zabity cztery lata temu w zasadzie przez przypadek. Był w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Agent konkurencji wziął go za kogoś innego. Wiem to tak dokładnie, bo brałam udział w zemście. Miałam tylko dowiedzieć się wszystkiego o tym człowieku. Wyroku miał dokonać szef, ale nie dał rady poniosły go emocje i ten skurczybyk prawie by uciekł. A tego nie mogłabym przeżyć, bo to właśnie Tom mnie zwerbował.

-Poświęcę się tej sprawie. Obiecuję, że zrobię to co będzie słuszne.

-Dlatego ty dostałaś tą sprawę. Jesteś w tym najlepsza – powiedział to twardo, bez zbędnych wzruszeń. Wręczył mi czarną teczkę. A wraz z nią wręczył mi coś co zmieni moje życie.

 

Wyszłam z biura bardzo szybko. Chciałam szybko dotrzeć do swojego apartamentu i zawszyć się w łóżku w celu przeanalizowania informacji. Nie chciałam ich pobieżnie oglądać w aucie. Chciałam od razu wyciągnąć jakieś wnioski, wszystko mieć dopięte na ostatni guzik. Cały czas zastanawiało mnie jak można wydać wyrok śmierci na własne dziecko… Zawsze dostawałam zlecenia na gwałcicieli, zabójców, wrogów i tak dalej. Zawsze dało się znaleźć coś co uspakajało moje i tak już na wpół wymarte sumienie. A to że zgwałcił, a to że oszukał i wykorzystał kogoś kto i tak został obarczony jakimś problemem. Często też moimi ofiarami były osoby, których działania można było opisać dwoma słowami – czyste skurwysyństwo. Kiedy weszłam do mieszkania rzuciłam dokumenty na stół. Przygotowałam sobie kąpiel z dużą ilością piany, do kieliszka wlałam swoje ulubione białe wino. Tego trzeba mi było. Ciepełko, ulubione wino i muzyka. Potrzebuję takiego wyciszenia się przed pracą. Muszę mieć świeży umysł. Niezmącony problemami i troskami. Dlatego nikogo nie mam. Wiadomo czasem brakuje mi bliskości i czułości. Ale zaraz staram się wyprzeć to uczucie pustki i samotności. Nie wiążę przyszłości z Firmą. Kiedyś kiedy będę czuła, że to TEN czas zrezygnuje z pracy, otworzę własną firmę (oczywiście nie związaną z zabójstwami na zlecenie). Znajdę sobie męża, który nie będzie wiedział o tym jakim potworem byłam. Zrobimy sobie dzidziusia i wszystko będzie jak w bajce.

Czasem myślę, że dobrze że za marzenia się nie płaci. Ale czas wziąć się do pracy, bo miliony same się nie zarobią. Otwierając teczkę z dokumentacją, poczułam jakby ktoś uderzył mnie w głowę, musiałam usiąść. Jedyna racjonalna myśl, która przeszła mi przez głowę to: MUSZE GO URATOWAĆ!

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania