Pamiętnik schizofreniczki
Wstęp
Szpitale psychiatryczne to najdziwniejsze miejsca na naszej planecie. W żadnym innym miejscu nie spotkacie tylu Jezusów, aniołów, archaniołów, diabłów, rozmaitych świętych, Napoleonów, mistrzów king-boxingu, boksu, karate, jasnowidzów i innych osobliwości pod jednym dachem. Może wydawać się to zabawne, jednak – wierzcie lub nie – wcale takie nie jest.
To tu splatają splatają się losy niedoszłych samobójców, kryminalistów, narkomanów, anorektyków i dziadków z demencją. I lekarzy, którzy każdego – nawet najbardziej zagorzałego narkomana – starają się wydostać na powierzchnię, bo cierpienie duszy – uwierzcie lub nie - w najmniejszym calu nie jest mniej realne od cierpienia ciała.
18.01.2025 sobota
Dzień pierwszy
Godz. 17.45
Siedzę w poczekalni izby przyjęć szpitala psychiatrycznego. Przywiozła mnie karetka.
Po krótkim oczekiwaniu lekarka zaprasza mnie do środka. Pyta co się stało.
- Czy dostanę tu kąt do spania? – pytam kiwając się na krześle niczym pijany królik.
- Musi nam pani opowiedzieć z czym do nas przychodzi – lekarka nie daje za wygraną.
- Chciałam się dziś zabić.
W międzyczasie pani doktor grzebie w komputerze. Dyktuje pielęgniarce siedzącej obok:
- Pierwsza hospitalizacja marzec 2010, rozpoznanie: schizofrenia paranoidalna, następna w czerwcu 2023.
- Czy leki pani zażywa?
- Tak, niektóre – odpowiadam tracąc cierpliwość – czy na tym oddziale można sobie bezkarnie pokrzyczeć w eter?
- To zależy – mówi lekarka lekko zbita z tropu – tu jest wielu pacjentów, może im to przeszkadzać.
Teraz nastąpił ciąg rutynowych pytań o leki, alkohol, narkotyki, o to jak funkcjonuję. Przestałam kontaktować, miałam za sobą ciąg nieprzespanych nocy.
Zastanawiacie się czemu nie chciałam brać lekarstw? To typowe wśród schizofreników. Po pierwsze nie wierzyłam w swoją chorobę (nigdy nie miałam objawów takich jak „głosy”). Po drugie – zdążyłam dokładnie przestudiować ulotki przepisanych mi medykamentów.
W ulotce leku nasennego przeczytałam, że często (1 na 10 przypadków) wywołuje on suchość w ustach. Pewnej nocy wybudziłam się nagle, czując że w ostatniej chwili łapię powietrze. Od tej pory mam lęki. Boję się, że uduszę się we śnie. Podejrzewam u siebie bezdech senny, który w połączeniu z lekami nasennymi które zażywam (w moim mniemaniu) skończyć się może tragicznie. Pozostałe leki przeciwpsychotyczne także odstawiłam ze względu na możliwe działania niepożądane.
Zbadano mnie fizykalnie, sprawdzono każdą część ciała. W końcu dostałam upragnione łóżko, na korytarzu, obok palarni, ale było mi wszystko jedno. Marzyłam o spaniu. Jednak nie dane mi było zasnąć od razu. Mniej więcej co pół godziny przychodził lekarz z pytaniem o to co brałam i w jakiej ilości. Dopiero o 21.00 razem z pozostałymi pacjentami stanęłam w kolejce, dostałam leki po których spałam całą noc jak zabita.
19.01. 2025 niedziela
Dzień drugi
Budzę się. Łapię nosem zapachy z palarni. Odzywa się mój nałóg. Zwlekam się z łóżka prosto do palarni. Oczywiście wychodząc z domu w pośpiechu nie zabrałam fajek. Postanawiam żebrać. Pierwszy pacjent mówi, że pali ostatniego. Drugi nie ma. Trzeci, czwarty też. Czekam więc na kolejnego. Wchodzi duży facet o fryzurze Einsteina z siwą, bujną, brodą. Ma na oko 55 lat. Ma na imię Zenon.
- Dostałem fajkę od sanitariusza ale chętnie się się z tobą podzielę - mówi donośnym, lekko chropawym głosem szczerze się przy tym śmiejąc. Rozczula mnie swoją szczodrością.
- Jak spałaś Agnieszko? – zapytał.
- Całkiem dobrze.
- Ho ho, to wspaniale!
- Wiesz, mnie ten demon Duda przepisał aż trzy nowe leki.
Demona Dudę miałam poznać już wkrótce.
20.01.2025 poniedziałek
Dzień trzeci
Rano obchód. Odbywa się gromadnie – lekarze, psycholodzy, siostra oddziałowa, stażyści. Przewodzi im Szef wszystkich Szefów tego przybytku, dr Duda. Pyta jak się czuję, dlaczego tu jestem.
- Chciałam się zabić. Niestety/Stety lek nasenny (3 opakowania) nie dotarł do apteki, a za chiny nie mogłam w szafie znaleźć odpowiedniego sznura. Karetkę wezwał mąż.
- Czy ma pani wsparcie w kimś z rodziny?
- Nie mam – odpowiedziałam ze łzami w oczach. (Jak bardzo się myliłam).
- Wyciągniemy panią z tego – powiedział krótko Szef wszystkich Szefów, i ruszyli gromadnie ku kolejnym pacjentom.
Mama podrzuca mi najpotrzebniejsze rzeczy: koszulę, dres, szczoteczkę, pastę do zębów itp. W paczce znajduję też wagon moich ulubionych papierosów. Sanitariusz dokładnie przetrzepał paczkę. Mogę się w końcu wykąpać i przebrać w czyste rzeczy. Jestem skłócona z rodziną, z mężem. W ciągu ostatniego miesiąca z nikim się nie dogadywałam, izolowałam się, wszyscy mi przeszkadzali. Doprowadziłam do tego, że mąż wyprowadził się do swojej mamy. Latem biegałam boso po okolicznych łąkach i lasach. Wylegiwałam się na buzującej zapachem ziół i brzęczącej pszczołami trawie. Zimą nie umiałam znaleźć kąta dla siebie (zajmujemy niewielki metraż), stąd ciągłe sprzeczki. Gdy wylądowałam w szpitalu, bliscy pomagali mi, dowozili potrzebne rzeczy, w miarę możliwości odwiedzali. Nie zostałam sama.
21.01.2025 wtorek
Dzień czwarty
Dziś po obchodzie poznałam Króla. Starszy, siwy facet, który przedstawił mi się jako mistrz Polski w boksie. Podwinął rękawy i wymachiwał rękoma jak by chciał komuś „przyboksować”. Z jednym z pacjentów z naszego oddziału (Sewerynem) wyraźnie miał na pieńku. Bywało głośno w palarni kiedy przebywali tam obaj. Sewerynowi groził kryminał, dlatego zjawił się na oddziale. Król czekał na paczkę od rodziny (w tym papierosy). Tymczasem palił moje.
W nieprzyjemnych okolicznościach, przy obiedzie na stołówce, która zarazem służyła jako świetlica, poznałam młodziutkiego Darka, który za moimi plecami mamrotał coś w rodzaju „grubas, gruba wstrętna świnia”. Nie poczułam się urażona, raczej było mi żal tego chłopca. Miał nie więcej niż osiemnaście lat. Do czasu.
Kiedy po obiedzie zaczął obrażać Zenona, nie wytrzymałam i wyzwałam od bezczelnego gówniarza. Później Zenon, który dzielił z nim salę, zwierzył mi się, Darek kopnął go w podbrzusze.
- Musisz to zgłosić personelowi – powiedziałam do Zenona.
- Nie, już raz byłem w pasach – odparł wystraszony.
- W takim razie ja to zgłoszę – Zenon tylko spuścił głowę.
Nie wytrzymałam, pobiegłam do dyżurki. Lekarz wezwał Zenona, który wszystko mu opowiedział. Rzecz jasna – nikt za to nie przypiął go w pasy. Zamiast tego Darka przeniesiono do dwójki, królestwa Króla, który odpowiednio się nim „zaopiekował”.
- Nie myśl sobie że nie jestem facet – szepnął cicho Zenon. – Gdyby to było na ulicy…, on by mnie popamiętał!
Nie umiałam tej sprawy załatwić w bardziej dyskretny sposób, a nie mogłam, po prostu nie mogłam pozwolić, żeby ten żałosny dupek tak dręczył mojego przyjaciela. A jak Zenon został moim przyjacielem? Po wieczornej kąpieli niezdarnie próbowałam obciąć sobie paznokcie u stóp. Mój brzuszek skutecznie nie umożliwiał mi obcięcie dwóch ostatnich. Kiedy pielęgniarka się temu spokojnie przyglądała, Zenon po prostu podszedł i mi w tym najzwyczajniej pomógł.
- Jeszcze pół roku temu ważyłem tyle co ty, wiem jak to jest – wyjaśnił.
Odwiedza mnie mąż. Odwiedziny są krótkie, ja jestem obrażona jakby to była jego wina to że tu jestem.
22/23.01.2015 z środy na czwartek
Spałam do 3.00. (Król kusił, węszył za papierosami. A przecież kurwa palarnię otwierają o 6.00!). Nie pozwolono mi pospać na kanapie. Nocka z głowy.
23.01.2025 czwartek
Dzień szósty
Dostaję miejsce na sali numer trzy razem z Martyną. Martyna jest po próbie samobójczej. Fajnie się z nią gada. Mamy wspólne tematy. Ma zabandażowane prawe przedramię.
Ostra grypa mnie bierze. Mam wysoką gorączkę. Martyna robi mi chłodne okłady na czoło, pielęgniarki podają leki, robią test. To grypa. W tym roku panuje wyjątkowo złośliwy wirus. Nie zaszczepiłam się tej jesieni jak to zrobił mój mąż.
Za okienkiem w drzwiach stoi facet z napisem na kurtce „służba więzienna”. Mimo to nie czuję się bezpiecznie.
24/25.01.2025 piątek/sobota
To była ciężka noc, chyba najcięższa w moim dotychczasowym, 44 letnim życiu. Spełnił się mój koszmar: druga w nocy, ze snu wyrwał mnie suchy kaszel, dusiłam się. Zerwałam się, podbiegłam do drzwi i … po nich zjechałam. Podbiegła Martyna, jedną ręką próbowała mnie podnieść, drugą bębniła w drzwi. Otworzył je chyba sanitariusz.
Postawiłam na nogi cały personel: szef wszystkich szefów, jakaś lekarka znajoma mi z widzenia, pielęgniarki, sanitariusze. Pytają czy coś połknęłam. Próbowałam powiedzieć, że nie, jednak nie mogłam – kaszel mnie dusił. Rzucili mi ścierkę, sanitariusz krzyczał żebym zwymiotowała. Udało mi się na nią jedynie napluć. Biegali wokół mnie, próbowali ratować. Podali tlen, zrobili EKG. Kiedy saturacja spadła mi do 70, dr Duda wezwał karetkę, pojechałam nią do szpitala wojewódzkiego.
Nie pamiętam karetki, nie pamiętam drogi do szpitala. Przytomność odzyskałam na SOR-ze. Pamiętam badanie tomografem. Kardiolog stwierdził zatorowość płucną. Miałam zostać na oddziale kardiologii, porobią mi konieczne badania.
2
5.01.2025 sobota
Dzień ósmy
Kolejny raz przytomność odzyskałam na sali. Leżałam w izolatce. Przyszła teściowa. Przyniosła klapki, ręcznik i kosmetyczkę. Zastała mnie siedzącą pod tlenem na łóżku w szpitalnej, przymałej koszulce i w pampersie w który wyposażono mnie ostatniej, pełnej przygód nocy.
W nocy prawie nie spałam. Po 23 lekarka w kucyku podała mi wieczorne leki. Potem trudno było mi zasnąć. Jak już zasnęłam, wybudzałam się nagle wyskakując z łóżka jak poparzona, z duszącym kaszlem. Wzywałam pomocy, nikt nie reagował. Próbowałam pilotem, potem waliłam w tabliczkę na ścianie, bezskutecznie.
Po tej nieprzespanej nocy miałam dziwne fantazje, że wyskakuję przez szpitalne okno (już w ciągu dnia). Zadzwoniłam z tym do Piotrka, potem na Olszówkę, w końcu wykręciłam 112. To było przed obiadem. Nagle do sali wpadli lekarz z pielęgniarką, podałam im telefon. Po krótkiej rozmowie pielęgniarka opuściła salę. Został ze mną młody kardiolog, ten sam, który przyjmował mnie na SOR-ze. Muszę przyznać, że zaopiekował się mną jak mógł najlepiej.
- Doktorze, proszę mnie przypiąć w pasy, inaczej skoczę przez okno – powiedziałam płaczliwym głosem.
-Nie mamy tutaj pasów, mogę co najwyżej zasłonić okno roletą – odpowiedział lekarz.
Opowiedziałam mu wszystko – o swoich nocnych lękach, o tym, że boję się umrzeć we śnie. On spokojnie ze mną rozmawiał, wytłumaczył, że bezdech senny nie zabija tak nagle, że na pewno zdążę się wybudzić, że nie mam się czym martwić. Obiecał, że w poniedziałek przyjdzie do mnie pani psycholog.
Uspokoiłam się. Tą noc przespałam spokojnie.
27.01.2025 poniedziałek
Dzień dziesiąty
Dziś odwiedza mnie pani psycholog. Uświadamia mi dwie rzeczy:
1. Już skonsultowałam się z drugim lekarzem (psychiatrą), teraz czas się na któregoś zdecydować.
2. Że trzeba komuś zaufać.
3. Przecież ktoś mi przepisał te 3 paczki leków nasennych, ktoś mógłby się poczuć bardzo winny mojej "eutanazji" (jak nazwałam swoje zaplanowane samobójstwo).
Wychodzi na to, że mój mózg sam siebie oszukuje. To straszne uczucie, kiedy nie możesz ufać własnym zmysłom, kiedy umysł płata ci figle, kiedy nie możesz znaleźć w niczym oparcia (żadnego oparcia w świecie rzeczywistym). Przez resztę życia jestem zdana na lekarzy psychiatrów. To moje "być albo nie być". Trochę tracę grunt pod nogami, a z drugiej strony – mam się czego uchwycić. Bardzo dziwne, ambiwalentne, nieznane mi dotąd uczucia.
Czeka mnie teraz nie lada wyzwanie - uwierzyć w psychiatrię, niemal tak, jak wierzy się w Boga, nie mając niemal żadnych namacalnych dowodów na jego istnienie.
A ja jestem agnostyczką. Od tego czy uwierzę, zależy moje być lub nie być. To już wiem.
Ostatnia noc na kardiologii. Mam pokój i łazienkę tylko dla siebie. Korzystam więc, biorę prysznic, smaruję się antyperspirantem. Kładę się i... uzmysławiam sobie, że miałam szkło w ręce. Przeszukuję kosmetyczkę, znajduję 3 pomarańczowe maszynki do golenia i antyperspirant w szkle. Wkurzam się mocno. Kto to tam umieścił? Zapewne ktoś z "rodziny". Wyskakuję z powrotem z łóżka na równe nogi, wskakuję pod prysznic "zmyć" ten antyperspirant. Złość nie mija, wyskakuję z łóżka i chowam te rzeczy do woreczka, a woreczek do bocznej kieszeni kosmetyczki. Mimo to, po jakichś dwóch godzinach znów zrywam się z łóżka, te rzeczy tak blisko budzą we mnie niepokój.
Wzywam więc pielęgniarkę, podaję jej te potencjalnie niebezpieczne przedmioty i proszę, żeby je dla mnie przechowała.
28.01.2025 wtorek
Dzień jedenasty
Wracam karetką do psychiatryka. Wraz ze mną młoda dziewczyna, Zuza, po próbie samobójczej. Miała płukany żołądek.
Siedzimy dość długo na izbie przyjęć. Pielęgniarka dała mi ankietę do wypełnienia. Dr Duda przechodzi obok, pyta, czy wracam na oddział. Odpowiadam, że tak. Bierze mnie pod rękę, idziemy w górę po schodach na oddział. Tam duże zmiany. W związku z grypą zarządzono kwarantannę. Ponieważ mój test wyszedł kilka dni temu pozytywnie, ląduję z lewej strony kotary, po stronie chorych. Dostaję łóżko na korytarzu, za które i tak jestem wdzięczna panu ordynatorowi.
30.01.2025 czwartek
Dzień trzynasty
Dr prowadząca prosiła, żebym nie spała w ciągu dnia. Wytrzymałam mniej więcej do 18.00. Potem bardzo ciężko było mi wstać zażyć leki, nie mogłam się dobudzić. Mam też zlecone przez kardiologa inhalacje.
31.01.2025 piątek
Dzień czternasty
Na śniadanie, gotowane jajka + owsianka
Pieczona ryba na obiad + zupa jarzynowa
Wieczorem krótka rozmowa z dr Śmietaną. Wytłumaczyła mi, że mogę nie mieć „głosów” a mimo wszystko chorować na schizofrenię paranoidalną.
Cieszyła się, że mi lepiej, że widzi poprawę, mówiła, że teraz powinna nastąpić stabilizacja. I.... kolejne noce niedospane.
1.02.2025 sobota
Dzień piętnasty
Piknik z Królem. Przy moim łóżku na korytarzu ustawiliśmy prowizoryczny stolik. Ja wyjęłam z szafki gorzką czekoladę. Król postawił sok, jakieś ciastka. Powoli przyłączali do nas inni pacjenci, kładąc na stoliku co tam mieli w swoich zapasach. Włączyliśmy muzykę na You Tube, zrobiła się z tego niezła imprezka. Nawet wredny Dareczek się przyłączył. Opowiadaliśmy sobie różne historie. Król opowiadał jak mu było w „kiciu”. Ja o poprzednich pobytach na oddziale psychiatrycznym. Król nie pozwolił sanitariuszowi odebrać mi mojej pelerynki z frędzlami. Powiedział, że nawet według więziennych zasad frędzle musiałyby mieć przynajmniej 35 centymetrów. Nie pozwolił ich obciąć. Fajny gość.
1.02.2025 sobota/2.02.2025 niedziela
Za mną znów kilka niedospanych nocy. Gdy się przebudzałam chodziłam do dyżurki, prosiłam o hydroksyzynę. Zasnęłam po 21. Ok. 22.30 znów się wybudziłam. Usiadłam na łóżku, zakryłam twarz rękoma i zaczęłam płakać. Podeszła pielęgniarka. Zlitowała się i około 23.00 przetransportowano mnie do "zdrowej strefy" na salę nr 2. Zastałam tu Weronikę i Martynę, spały. Kolejna bezsenna noc.
2.02.2025 niedziela
Dzień szesnasty
Niby jestem na sali a tu ruch " jak w żniwa". Koledzy z sali obok kursują co pięć minut do naszej sali. Trwa handel wymienny, w którym nie biorę udziału (towarem są słodycze, obawiam się, że narkotyki również). Buntuję się. Nawet przebrać się nie daję rady w spokoju. Idę na skargę do dyżurki.
Sanitariusz tłumaczy dziewczynom, że mają się trzymać regulaminu, że spotykać się z chłopcami mogą legalnie na świetlicy bądź w palarni. Na salach umieszczone są kamery. Niewiele to pomaga. Dziewczyny nie śpią po nocach, mi też nie dają spać. Masakra.
3.02.2025 poniedziałek
Dzień siedemnasty
Dziś miałam spięcie z Martyną w efekcie czego powędrowała na górny oddział. W sumie tego chciała. To ma.
7.02.2025 piątek
Dzień dwudziesty pierwszy
Dostałam okres, czekam na dostawę podpasek, podkładów, ubrań i wody od Teściowej.
Siedzę na świetlicy, przy kaloryferze. Przy oknie wychodzącym na drzewo i altankę, gdzie 2 lub 3 lata temu piekliśmy kiełbaski ze współpacjentami, a z mężem zaliczyłam jedną z randek. Tam też podczas pobytu 2, 3 lata temu siedziałam z córką i wnuczką. Przyniosły mi piękny bukiet i koszyk truskawek. Musiał być czerwiec.
Siedzę więc przy oknie przytulona do kaloryfera, i chcąc nie chcąc słucham jak pani Ala (starsza, pomarszczona, siwa kobieta) rozmawia że zmarłym lata temu mężem.
7.02.2025 piątek/8.02.2025 sobota
Noc.
Znów zrobiłam aferę przed dyżurką, krzyczałam, że się zabiję. Dali mi tabletkę, poszłam spać.
8.02.2025 sobota
Dzień dwudziesty drugi
Okres się rozkręcił. Bolało i był bardzo obfity (jak to u mnie bywa). Ledwo dałam radę. Po 19.00 taksówką przyjechała Teściowa, nakupiła kupę podpasek i podkładów.
Jestem uratowana!
Męża zwymyślałam przez telefon od najgorszych. Z mamą też się posprzeczałam.
9.02.2025 niedziela
Dzień dwudziesty trzeci
Po śniadaniu w kolejce po leki mała afera: Rafał (morfinista swoją drogą) posprzeczał się o coś z personelem. Prawdopodobnie chciał więcej leków. Wciąż mu mało.
- On jest psychicznie chory - podsumował go Seweryn.
- Cicho, tu wszystkie równe - natychmiast zareagowała moja ulubiona pielęgniarka (prawdopodobnie Ukrainka).
Dostałam lek przeciwskórczowy i przeciwbólowy a i tak do południa skręcałam się na łóżku. Nie nadążam prać majtek.
Cały weekend spędzam w łóżku z „Bożą Podszewką” i „W Syberyjskich lasach”.
Nic nowego nie jestem w stanie przeczytać, choć z koncentracją już jest i tak o wiele lepiej.
10.02.2025 poniedziałek
Dzień dwudziesty czwarty
Przespałam cała noc. Wstałam wypoczętą, w świetnym humorze. Okres prawie skończony. Nałapałam słońca w oczy i czekam na obchód.
Myślałam, że nie mam nic o co można by mnie nagabywać: ani słodyczy, ani papierosów (od pobytu na kardiologii nie palę), ani grosza przy duszy.
A jednak - chcą moich sików!
Paweł, niereformowalny narkoman, który chwali się, że jest tu już czterdziesty raz poprosił mnie, żebym mu nasikała do kaczki. Oczywiście – odmówiłam.
Po kolacji - położyłam się, patrzę przez okno na drzewa i czuję spokój, niesamowity spokój jakiego dawno nie było mi dane zaznać.
12.02.2025 środa
Dzień dwudziesty szósty
Dłuższa rozmową z dr prowadzącą, natychmiast pożałowałam tego co powiedziałam. Naopowiadałam, że nie wrócę do domu, do rodziny. Chciałam się natychmiast wypisać z tego przybytku.
14.02.205 piątek
Dzień dwudziesty ósmy
Wczoraj przeniesiono mnie piętro wyżej. Mam super współlokatorkę, panią Dorotę z depresją. Jest w wieku mojej mamy. Hospitalizowana po raz pierwszy. Trochę zdezorientowana. Przewieziono ją z wojewódzkiego, gdzie miała płukany żołądek. Ma trudną sytuację rodzinną: opiekuje się od kilkudziesięciu lat starszą, schorowaną mamą a do tego niepełnosprawną siostrą. Sytuacja ją przerosła. Psychika nie wytrzymała. Naprawdę równa z niej babka. Dobrze nam na wspólnej sali.
Na tym oddziale codziennie odbywają się zajęcia terapeutyczne. Dziś głównym tematem była złość.
ZAPAMIĘTAĆ:
Złość jest dobra, dobrze skanalizowana daje nam energię/kopa do działania. Można ją też wykrzyczeć (w bezpiecznym otoczeniu).
Nierzadko smutek przeradza się w złość.
17.02.2025 poniedziałek
Dzień trzydziesty pierwszy
Weekend minął spokojnie, w nocy spałam jak zabita, w dzień też przysypiałam. Dużo rozmów z Dorotą. Wczoraj dołączyła do nas Angelika: osiemnastoletnia narkomanka z zaburzeniami osobowości typu Borderline. Szalona dziewczyna. Bardzo energiczna. Prawdopodobnie cierpi również na anoreksję.
Na obchodzie poprosiłam o rozmowę z psychologiem. Podejrzewam u siebie zaburzenia odżywiania, chcę się tym zająć na poważnie.
18.02.2025 wtorek
Dzień trzydziesty drugi
Zabierają Dorotkę na oddział obok. Smutno mi, a jednocześnie cieszę się, mogłam ją poznać. Mamy mnóstwo planów na przyszłość, m.in. wspólna joga, pilates.
20.02.2025 czwartek
Dzień trzydziesty czwarty
Na miejsce Doroty wskoczyła Tatiana, Ukrainka, mniej więcej w moim wieku. Ma chyba depresję po rozstaniu z mężem. Średnio mówi po polsku. Muszę się trochę domyślać. Pożyczyłam jej telefon, szukała Google egzorcysty w Bielsku. Jest roztrzęsiona, ciągle zapłakana.
Dziś na obchodzie oświadczyłam dr Dudzie, że „wracam do żywych”. Ucieszył się na te słowa. Mają mnie przenieść na oddział obok jak tylko znajdzie się miejsce.
21.02.2025 piątek
Dzień dwudziesty piąty
Zostałam przeniesiona na trzeci oddział. Wysłałam Dorocie sms-a. Czatowała na mnie przy drzwiach wejściowych. Dostałam się na trzyosobową salę. Wybrałam miejsce przy oknie. Po chwili wpadła Dorota ze swoją pościelą i zajęła miejsce pośrodku. Cieszyłyśmy się, że znów jesteśmy razem.
Panuje tu mniejszy rygor niż na pozostałych oddziałach. Nie zabierają na noc telefonów. Wolno mieć w swojej szafce nawet nożyczki do paznokci. Na korytarzu znajduje się sprzęt do ćwiczeń: stacjonarne rowerki i orbitrek. Dorota ćwiczy po dwie godziny dziennie. Bardzo jej zależy, żeby jak najszybciej dostać wypis. Martwi się o mamę i siostrę, chociaż są zabezpieczone. To taka niestrudzona „pomagaczka”. Boję się, że kiedyś się wykończy i nie zdążą jej odratować.
Na codziennych zajęciach terapeutycznych omawiamy kolejne emocje, gramy w gry planszowe, rozmawiamy. Po lekach które mi podają mam mało energii, jestem senna w ciągu dnia. Zmuszam się do uczestnictwa w zajęciach, ale mi także zależy by wyjść do domu najszybciej jak to możliwe. Dwa lata temu wypisałam się na „własne żądanie”. Tym razem nie chcę tego robić.
23.02.2025 niedziela
Dzień dwudziesty siódmy
W weekendy nie ma zajęć, nie ma obchodu, nudzimy się strasznie. Rozmawiam z Rafałem (tym morfinistą). Młody, fajny, towarzyski chłopak. Rozmawiamy o książce i filmie „Najlepszy”. Bohatera tej książki (narkomana), uratował sport. Mówię Rafałowi, że w niego wierzę, że wierzę że on także znajdzie „to coś” co go uratuje.
24.02.2025 poniedziałek
Dzień dwudziesty ósmy
No i doczekałyśmy się! Na obchodzie dowiadujemy się, że i ja i Dorota jutro pakujemy manatki! Wielka radość i szczęście!
25.02.2025 wtorek
Dzień dwudziesty dziewiąty
Ostatnia rozmowa z dr prowadzącą. Dziękuję jej za pomoc, za uratowanie mi życia. Zapewniam ją raz jeszcze, że czuję się całkiem nieźle, że mam chęci do życia. Dr Śmietana załatwiła mi tzw. opiekę środowiskową. Pielęgniarka, psycholog i lekarz będą teraz odwiedzać mnie w domu.
Żegnam się z Dorotą, obiecujemy sobie, że będziemy w kontakcie. Mąż już czeka na dole. Zabieram manatki i opuszczam szpital.
EPILOG:
W dłuższym czasie po wyjściu ze szpitala udało mi się utrzymać kontakt jedynie z Zenonem. Został przyjacielem naszej rodziny.
Komentarze (2)
i w ogóle!
NO!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania