PAMIETNIKI AGATY .W cz.2
Agata wyszła z kamienicy, a chłodne, czerwcowe powietrze owiało jej twarz. Rysiek stał oparty o mur, wpatrując się w ekran telefonu. Podniósł głowę, gdy tylko ją zobaczył.
"No, w końcu!" - rzucił, chowając telefon do kieszeni. - "Myślałem, że już zostaniesz i utoniesz w otchłani psychologicznych rozważań."
"Bardziej w otchłani zmęczenia po pracy" - odparła Agata, poprawiając kaptur. - "Cały dzień Nowacki skakał mi nad głową z kolejnymi terminami. A ta Aneta to już w ogóle... normalnie ręce opadają."
Ruszyli w stronę parku. Ciemność spowijała już ulice, a nieliczne latarnie rzucały długie cienie. W parku było jeszcze ciemniej, tylko gdzieniegdzie migało światło miejskich lamp. Powietrze było ciężkie od wilgoci, a zapach mokrej ziemi mieszał się z nutą kwitnących krzewów.
"Co tam Aneta znowu wymyśliła?" - zapytał Rysiek, próbując zagłuszyć cykanie świerszczy.
"Wymyśliła, że poprawiła mój raport, bo jej się wydawało, że jest 'niekompletny'. I oczywiście, zamiast go poprawić, narobiła tylko bałaganu, bo jej się wydawało, że wie lepiej" - Agata machnęła ręką z irytacją. - "A ja potem musiałam to wszystko prostować, bo przecież Nowacki by mnie zjadł, gdyby zobaczył ten jej 'kompletny' raport. I jak tu być niereformowalnym, skoro otoczenie wymaga ciągłych zmian, a te zmiany są na gorsze? No pytam się ciebie, Rysiek!"
"Oj, Agata, Agata" - westchnął Rysiek. - "Widzę, że masz dzisiaj dzień na filozoficzne rozważania. Ale może trochę mniej o pracy, co? Chodź, przejdziemy się do starej altany. Tam jest zawsze trochę spokojniej."
Szli alejkami, pod stopami chrzęścił żwir. Agata czuła, jak każdy krok uwalnia odrobinę napięcia, które gromadziło się w niej przez cały dzień. Pomimo ciemności i poczucia irytacji, świeże powietrze faktycznie zaczynało jej dobrze robić.
"Wiesz co?" - odezwała się po chwili. - "W sumie to chyba dobrze, że mnie wyciągnąłeś. Siedzenie w domu i zamartwianie się tylko by pogłębiło to poczucie beznadziei. Ale i tak nie mogę pojąć, czemu ludzie są tacy... niereformowalni. Czy to po prostu brak chęci, czy jakaś głęboko zakorzeniona psychologiczna bariera?"
Rysiek zaśmiał się cicho. "Może jedno i drugie, Agata. A może po prostu niektórzy lubią żyć po swojemu, nawet jeśli to 'swoje' oznacza, że innym narobią roboty."
Agata uśmiechnęła się pod nosem. Może i Rysiek nie był geniuszem psychologii, ale zawsze potrafił jej poprawić humor. I tak oto, w mroku nocy, w parku na Bieruta, Agata czuła, że świat, choć nadal niereformowalny, staje się odrobinę bardziej znośny.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania