Pan Kurcz

– Idziemy nad rzekę. Idziesz z nami? – zapytali Tomek i Adaś.

Czy mogłem? Nie wiedziałem. Musiałem spytać mamy.

– Mamo, mamo! Tomuś z bratem idą się kąpać. Mogę iść z nimi? No proszę, proszę!

– Idź, tylko uważaj – powiedziała mama.

Nie wiedziałem, na co mam uważać. Przecież nie byłem sam. Przecież mieliśmy siebie. Przecież nad Osobłogą kręciło się mnóstwo dorosłych.

Wszystko wyjaśniło się, kiedy przechodziliśmy obok domu pani Skorchutowej. Odezwał się Adaś:

– Będziemy musieli uważać na skurcz.

Nie wiedziałem, co to właściwie jest, czy ma coś wspólnego ze Skorchutami ani czy mieszka pod wodą.

– Co to jest? – zapytałem.

Nie zdążyli odpowiedzieć, bo bracia wypatrzyli motyla. Był piękny, cały biały i nie chciał dać się złapać. Kto by chciał?

Tak, idąc i pogwizdując „Teraz jest wojna”, zbliżyliśmy się do rzeki. O skurczu zapomnieliśmy. O okropnym, wstrętnym, ohydnym panu Skurczu. A może pani Skurcz? Skoro była pani Skorchutowa, to mogła być i pani Skurcz.

Nad dużym wodospadem siedziała wiara na rozłożonych ręcznikach. Panie w przyciemnianych okularach się opalały, panowie palili papierosy, chyba Sporty. Słońce grzało, woda szumiała, a po przeklętym Skurczu nie było ani śladu.

– Chłopaki! Wskakujemy! – ryknął starszy z braci, nie czekając na zaproszenie.

I wskoczyliśmy. W samych majtkach, bo kąpielówki nie były tu nikomu potrzebne. Ot, takie wioskowe klimaty.

– Uważaj, żeby cię nie złapał – ostrzegł Tomek.

Rozejrzałem się.

I wtedy go zobaczyłem.

Przyczajony na dnie, czekał na swoją okazję. Z głowy sterczały mu wodorosty, spod nosa zwisały długie wąsy, a na bladej, oblepionej śluzem twarzy czaił się wredny uśmieszek. Spod krzaczastych brwi patrzyły na mnie żółtawe oczy. Długimi palcami obejmował kamień, jakby zaraz miał się od niego odbić i pochwycić moją nogę.

Już mnie zwęszył.

Woda wokół zawirowała, choć nie poruszył nawet palcem. Z głębin dobiegł bulgot. Ktoś szeptał moje imię.

Maciek...

– Adaś, nie pozwól, żeby mnie porwał i pociągnął na dno! Nie pozwól, please! – wrzasnąłem i wyleciałem z wody jak oparzony.

Kumple ryknęli śmiechem: buu, ha, ha!

Widziadło zniknęło w jakiejś podwodnej dziurze, a ja na wszelki wypadek nie kąpałem się już tego dnia.

Tego dnia skurcz złapał małego Danielka z klasy pierwszej. Kochana Osobłoga dopisała do swej listy jeszcze jedno istnienie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania