Pan wysiedlacz czeka pięć minut
Doczołgał się powoli do drzwi łazienki. To już był sukces. Obraz był nadal zamglony i nieostry. Co chwila próbował złapać na oślep za umazaną w dziwnej jaskrawej substancji klamkę. Po kilkudziesięciu próbach zakończonych sromotną klęską wrzasnął ile miał sił w popalonym, jeszcze nie wiedział, dlaczego gardle. Użył całych swoich sił. Opierając się o ścianę, zdołał wstać, choć nogi nadal odmawiały mu posłuszeństwa. W rozmytej plamie zdołał zauważyć lekki kontur stolika w kuchni. Stał samotnie na środku bez krzeseł, które w większości połamane leżały na sofie. Jeden krok kosztował go więcej wysiłku niż przejście dziennej trasy do roboty i to dwa razy. Przeszło dwadzieścia kilometrów. Gdy był w połowie drogi, usłyszał ten z nienawidzony odgłos dzwonka.
- Nie ma nikogo — ostatkiem sił wykrztusił z siebie. Jego świadomość nie pracowała, jak należy.
- Daję ci pięć minut — gruby basowy głos dzwonił mu w uszach jeszcze przez kilka chwil.
- Czego tu? Nocą ludzie śpią.
- Jest południe. Tak jak mówiłem. Masz jeszcze trzy minuty, żeby wyjść.
- Nie mogę. Przyjdź jutro. Mam lekkie problemy z orientacją.
- Zbywanie nic ci nie da.
Nastała cisza. Jedynie pomruki w rurach ścieków pod sufitem zdawały się ją wypełniać. Do nich dołączył trzask wyrywanych z zawiasów drzwi. W progu stanął facet w granatowym płaszczu. Spojrzał na niego. Kołysał się nadal i instynktownie obmacywał wszystko wokoło.
- Jest lepiej, niż przypuszczałem. Z reguły następowała jedynie utrata postrzegania otoczenia. Czasowa ślepota jest widocznie efektem ubocznym.
- Co się ze mną dzieje. Leżałem w łóżku z gorączką. Wziąłem dwie aspiryny i to wszystko.
- Przedstawię się. Jestem tutejszym wysiedlaczem. Dzwoni do mnie jakaś urocza staruszka i informuję, że jej porąbany sąsiad kradnie śmieci ze śmietników.
- Ja tylko szukałem swoich kluczy zapasowych. Zgubiłem je, kiedy wyrzucałem śmieci do jednego z tych durnych koszy.
- Tłumaczenia są tu całkowicie zbędne. Wysiedlacz ma swoje zadanie. Zabrać, zatłuc, zostawić. Zasada zet trójki.
Chłopak stał jak wryty i jedyne co mógł robić bezsilnie słuchać oskarżeń, które pogrążały go z każdą kolejną sekundą.
- Musimy chwilę zaczekać.
- Na co?
- Podałem ci środek paraliżujący na dłuższą metę. Zadziałać ma za dwanaście godzin od podania. To jest za jakieś piętnaście minut.
- Byłeś w domu?
- Nie osobiście. Pani Marylka dostała to zadanie specjalne. Na nią zawsze można liczyć. Podała ci z tego, co wiem pyszny rosół. Posprzątamy ten bałagan. Krzesła wstawimy nowe. Nowi mieszkańcy już czekają na swoje wymarzone gniazdko.
Komentarze (3)
"Opierając się o ścianę, zdołał wstać, choć nogi nadal odmawiały mu posłuszeństwa. W rozmytej plamie zdołał zauważyć " - "zdołał", zaraz znów to "zdołał". Trochę gęsto od tego ;) Ponadto trochę to nielogiczne, albo "wstał", albo nadal "nie udawało mu się wstać bo nogi odmawiały mu posłuszeństwa"...
"Nastała cisza. Jedynie pomruki w rurach ścieków pod sufitem zdawały się ją wypełniać. Do nich dołączył trzask wyrywanych z zawiasów drzwi." - tu fajny opis :)
"Chłopak stał jak wryty i jedyne co mógł robić bezsilnie słuchać oskarżeń," - brakuje "... [to] bezsilnie słuchać..."
Ciekawy pomysł. Człowiek w walce z systemem. Bezsilność, totalna inwigilacja... Straszny nam tu obraz nakreśliłeś.
Zrobiłeś to jednak staranie. Tekst czyta się płynnie. Nie ma zrywów, ale też i nie nuży.
Pozdrawiam :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania