Pan Ząbek

Dwóch kolegów, nazwijmy ich Dan i Nick, udało się do Biura Klątw i Uroków, by zemścić się na dziewczynie, która najpierw zdradziła jednego z nich, potem drugiego, a na końcu została lesbijką. Przywitał ich ponury jak grabarz facet o imieniu Witters i poczuciu humoru worka ziemniaków. Wydawał się idealnie pasować do otoczenia.

- Co może pan nam polecić na taką zołzę? – zapytali koledzy, pokrótce wyjaśniając sytuację.

- No cóż, to co zwykle w takich przypadkach. Pana Ząbka.

- To znaczy?

- To taki upiór, który wykonuje przeróżne zadania, zazwyczaj nieprzyjemne. Można mu zlecić na przykład podrzucanie zdechłych ptaków pod drzwi. Jednemu gościowi notorycznie likwidował kobiety, z którymi tamten się spotykał. Zależy ile zleceniodawca ma forsy i wyobraźni.

- A jak wygląda ten Pan Ząbek? Możemy go zobaczyć?

- Oczywiście, że nie. Powiem wam tylko, że zawsze chodzi ubrany w czarny garnitur, na głowie ma szary kapelusz, a na twarzy starą szmatę, zakrywającą usta, jakby pod nią było coś naprawdę paskudnego. A teraz lepiej przejdźmy do formalności.

Witters wyjął grubą umowę i dał ją do podpisania kolegom. Przejrzeli ją pobieżnie i zauważyli, że na końcu ktoś dopisał coś drobnym druczkiem.

- A co tu jest napisane? – zapytali.

- Oj, tam, nic ważnego. Tylko taka informacja, że jeśli podpiszecie umowę, zostaniecie skazani na wieczne potępienie i najniższą średnią krajową.

- To nic. Raz się żyje – powiedzieli kumple i podpisali umowę.

- Niekoniecznie. Zapomniałem dodać, że teraz mogę was ściągnąć z zaświatów i zmusić do wypełniania moich rozkazów.

- To później, a teraz konkrety. Niech Pan Ząbek odtańczy dla nas taniec brzucha. Che, che.

- Akurat Pan Ząbek słucha tylko moich rozkazów i zaraz mogę mu kazać was wykopać na zbity psyk. Proszę o konkretne zlecenie, a nie pierdoły.

Kumple poszeptali chwilę między sobą, aż w końcu zanotowali coś na kartce papieru i podali ją Wittersowi. Ten zaraz się uśmiechnął.

- Oj, widzę, że wasze dusze są czarne jak węgiel. Dla mnie to nawet lepiej.

- No, to teraz możemy już iść i czekać na efekty.

- Jasne. Zegnam panów.

Gdy koledzy wyszli, Witters szepnął do siebie:

- Jaka szkoda, że zapomniałem im wspomnieć, iż wszyscy nasi klienci znikają bardzo szybko w tajemniczych okolicznościach.

Potem wyjął z szafki dwa przedmioty i założył je na siebie. A były to szary kapelusz i stara szmata zakrywająca usta.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Canulas 10.03.2018
    Witters i poczuciu humoru worka ziemniaków. - hehe

    Kiedyś, w antologii opowiadań, chyba Pilipiuka, czytałem podobny tekscik.
    Ten jest luźny i w dechę, ale też z butów nie wyrywa
  • Okropny 10.03.2018
    Trochę inaczej widziałem końcówkę, ale podobało mi się. Na cztery.
    Trochę za bardzo z dupy, że on odkrywa to mówiąc do siebie, ekspozycja, czy coś tam.
  • marok 18.03.2018
    Panie fanthomas, TW czeka. Jeśli mam pan czas

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania