pandemonium

ja w trybie niezatrudnienia, dokumentnej bezczynności potrafię broczyć jedynie w morfinie i obsesjach i niby uprawiam tę maestrię w domowych pieleszach, ale tak naprawdę w jakimś oku cyklonu, niczym na ostrzu broni drzewcowej

 

potrzebuję nowej twardości w trzewiach, a nie najbliższej w okolicy rury wodociągowej i skakanki. tyle wiem. ale każdy dzień, ba, każda perspektywa kolejnego dnia zostawia na duszy martwą tkankę, jak pieprzony szrapnel

może odreaguje jakąś epokową ekspedycją psychoseksualną. znowu? ja w okolicy kobiet powinienem chodzić z kołatką na szyi jak trędowaci, subtelnie alarmującą.

a swoją drogą może taki turnus w leprozorium dobrze by mi zrobił. może za sprawą cudu, przy dobrych wiatrach przeprogramowałby mnie na poziomie hardwarowym

 

od blizej nieokreślonego czasu dokucza mi też palący świąd w paliczkach i może być to (ale nie musi) niezaspokojony nigdy kaprys odgrywania klasyków wiedeńskich. często doznaję zapalenia ścięgien, ale jest coś we mnie, toć piędź swojej dłoni już mam rozciągniętą na dwie i pół oktawy, aparat wykonawczy czeka wyrobiony na wybrząkiwanie chopinowskich etiud

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Trzecia Strona tydzień temu
    Treść ciekawie współgra z tytułem. Można zapytać kto jest narratorem w tym tekście?
  • Jurko 4 dni temu
    Ja :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania