Pani Bełkot

Chwilę po tym, kiedy otworzyłam ciążące niczym kamienie powieki, po ciężkiej nieprzespanej nocy, kiedy ledwo co pokruszone siłą zaciśniętych pięści śpiochowe okruchy posypały się po policzku usłyszałam telefon. Dźwięk był przeraźliwy i natrętny - boleśnie świdrował w uszach i głowie. Telefon dzwonił zajadle a każdy kolejny sygnał przywodził na myśl potępieńcze piekielne męki. Kogoś po drugiej stronie cechowała ewidentnie natarczywość i nieustępliwość godna świadków jehowy. W końcu odebrałam ten piekielny telefon.

- słucham – leniwie acz złowrogo wyplułam słowa z moich spękanych ust

- dzień dobry pani – wybrzmiała po drugiej stronie słuchawki persona- nazywam się Bełkot i kontaktuję się z panią ponieważ…

Zatkało mnie normalnie. Dzwoni do mnie Bełkot, choć mowa jego, a właściwie to jej, nienaganna i ponad miarę ujmująca.

- tak, dzwoni pani bardzo nachalnie i bardzo wcześnie, jest pani z jakiejś sekty, sprzedaje garnki, czy fotowoltaikę ? - przerywam kostycznie.

- uhymmm, przepraszam najmocniej, to może przedstawię się ponownie. Nazywam się Mariola Bełkot i telefonuję do pani z kancelarii notarialnej ponieważ otrzymała pani spadek.

I tutaj zatkało mnie ponownie …bo…. to, co usłyszałam, brzmiało jak blef, nonsens próba oszukania mnie na wnuczka, babcię tudzież innego członka rodziny. Nie przypominam sobie, by ktoś ze znanej mi osobiście familii odszedł w zaświaty. Nic mi też nie wiadomo o istnieniu kogoś, kto chciałby się ze mną podzielić jakimkolwiek dobrem, cokolwiek miało by to być. Żywi mniej chętnie dzielą się niż zmarli.

Gdzieś jednak w głębi duszy liczyłam na dar z niebios, który niczym pacnięcie czarodziejskiego patyka odmieni mój wspaniały acz jednostajny żywot. Sytuacja była rozwojowa, intrygująca i kroplę podejrzana. Tak mi się na początku wydawało. Jednakże moje obawy oszustwa stopiły się niczym śnieg na rozgrzanym piecu - pani Bełkot była bardzo rzeczowa. A entuzjazm, który opadł sromotnie na podłogę, kiedy dowiedziałam się, że spadkodawca musi pozostać kategorycznie anonimowy[1] ( jedyny warunek otrzymania spadku) - w trakcie trwającego około 30 minut wywodu pani Bełkot, przyjmował kształt zgrabnej sinusoidy. Finalnie chyba wypadło dobrze. Streszczę zatem pokrótce co zaszło. Otóż spadkodawca miał pozostać mi nieznanym bytem jak już wspomniałam. Dowiedziałam się też, że może to być ktoś kogo znam. Nikt niestety nie przychodził mi do głowy. Personalia mogłam poznać ale dopiero po jego śmierci zakładając oczywiście, że umrze przede mną. Tak, czy inaczej w spadku otrzymałam skrawek łąki z przylegającym do niej lasem, małe stado kóz, starego koguta i rower. Spadek był świeży za wyjątkiem koguta i czekał bym wzięła go w swoje spragnione ramiona.

 

[1] Gwoli sprostowania polskie prawo tego nie dopuszcza

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania