Panna D.
Oczy obserwowały mnie od niepamiętnych czasów. Czarne jak popiół i pociągające jak śmierć nieunikniona, wędrowały za moją sylwetką wyczekując odpowiedniego momentu, aby poprosić o taniec.
Widniała dniem i nocą w kąciku mojego oka, przyodziana w kunsztowne suknie i naszyjniki z pereł.
Najpiękniejsza istota z jaką miałam do czynienia uśmiechała się łagodnie — tylko dla mnie, w moją stronę.
Z każdym dniem stała coraz bliżej. Krok po kroku zmierzając do nieświadomej ofiary. Była taka piękna. Nigdy bym nie domyśliła się jej zamiarów.
Pewnej nocy uchyliła się nade mną gdy siedziałam na twardej podłodze, opłakując wspomnienia najlepszych lat mojego życia. Jej drobna sylwetka rzucała cień na moją twarz, a ona sama lśniła jak anioł.
Wyciągnęła rękę w moją stronę. Znajomy uśmiech wciąż na bladych ustach. Poczułam się wtem tak bezpiecznie, taka kochana i zauważona.
Nieodparta chęć sprawiła, iż chwyciłam ją za ciepłą dłoń. Szybkim, zgrabnym ruchem — niby naturalnym lecz jednocześnie wyuczonym — zaciągnęła mnie do powolnego tańca.
Niedyskretnie wpatrywałam się w jej piękną osobę. Czas wyrył na jej twarzy linie cienkie, lecz uroda Panny D. pozostała niezachwiana.
Jej wnikliwe spojrzenie widziało we mnie to, co najgorsze jednak kochała mnie właśnie taką, jaka byłam.
Rzekła do mnie:
„Kochać cię będę do ostatniej kropli szkarłatnej.
Nie splamię twego imienia, nie uniżę za złe czyny. Nie ocenię, nie zakażę, a jedynie poprę twoje zdanie.
Podążać będziesz za pragnieniem, obietnice i plany obce dla twych uszu. Usłyszysz jedynie dźwięk własnych chęci.
Obecność przy tobie od dnia do nocy, stanie się moim nowym obowiązkiem.
Mój oddech poczujesz przy uchu a ręce owiną się wokół szyi, już nigdy nie zostaniesz sama.
W zamian, na moje wezwanie spojrzysz na otaczający Cię świat.
Kwestionować będziesz życie — jego cele, jego sens. Zaczniesz błądzić w korytarzach prawd i krystalicznie czystych kłamstw.
Nie zaufasz nawet sobie. Każdy czyn i wszelki dźwięk skryje drugie dno, którego sama nie odnajdziesz.
Pod wpływem chwili, nakreślisz na swym ciele trwałe gwiazdy — piękne jak te zdobiące nocne niebo.
Cieszyć się będziesz ze swojego życia. Zegar będzie tykał, a ja obcinać będę nić twojego żywota.”
Szepcząc mi do ucha, chwiałyśmy się razem.
Obdarowała mnie radością i wolnością o jakiej nigdy nie marzyłam, uwłaczając tym samym w kajdany stalowe.
Głaszcze mnie po głowie i całuje w czoło, obiecując że niedługo będzie wreszcie po wszystkim.
Depresja jest majestatyczną kobietą, która kochać cię będzie i nie puści, jednak w zamian upodli okrutnie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania