Papieżyca Joanna
Miasto Rzym, lato roku Pańskiego 855.
Piazza San Giovanni pogrążona była w uroczystej ciszy. Zapach kadzidła mieszał się z kurzem świętego miasta, a głosy ludu cichły, gdy procesja papieska zbliżała się do Forum Romanum.
Wśród złota, purpury i pieśni łacińskich kroczył nowy papież – Jan VIII, wybrany po śmierci Leona IV. Lud rzymski wiwatował, nie wiedząc jeszcze, że historia właśnie zakpi z Kościoła, a imię papieża zostanie przeklęte i wymazane z kronik.
Pod złotym welonem, spod ciężkiej tiary, twarz papieża była blada, lecz spokojna. Tylko ci, którzy patrzyli uważnie, mogli dostrzec w oczach niepokój. Albo może – tajemnicę.
---
Joanna przyszła na świat w Moguncji, w rodzinie anglosaskiego mnicha i germańskiej zielarki. Ojciec, fanatyczny zwolennik nauk św. Hieronima, marzył o tym, by jego syn został kaznodzieją. Kiedy okazało się, że urodziła się córka – ukrył to nawet przed najbliższymi. Nadał jej imię Jan i wychowywał jako chłopca.
Joanna dorastała w świecie pergaminów, psalmów i ciszy. Mimo młodego wieku pojęła łacinę szybciej niż starsi bracia zakonni. Rozumiała Euklidesa i Arystotelesa, znała Ewangelię na pamięć, a jej komentarze do Listów Pawła zadziwiały przeorów. Jednak nie wiedziała jeszcze, że jej wiedza stanie się przekleństwem.
W klasztorze w Fuldzie, przebrana za chłopca, spędziła siedem lat. Jej imię – Jan Anglik – zaczęło być znane wśród uczonych. Lecz każdy dzień był dla niej próbą: ukrywała piersi pod bandażami, nigdy nie kąpała się z innymi, nie mogła pozwolić sobie na bliskość.
Pewnego dnia do opactwa przybył emisariusz z Rzymu – uczony biskup Aser, doradca samego Leona IV. Poszukiwał młodego teologa, który miałby towarzyszyć mu w podróży. Joanna, wciąż jako Jan, została wybrana.
---
Rzym ją poraził. Miasto było chaosem – jednocześnie świętym i grzesznym. Pałace papieskie tonęły w złocie, lecz na ulicach głodowali biedacy. W cieniu krzyża kwitły intrygi, spiski i grzech. Joanna, dzięki swojej mądrości i pokorze, szybko zdobyła uznanie.
Biskup Aser uczynił ją swoim sekretarzem, potem kapelanem. Pisała listy w imieniu Kościoła, przemawiała w imieniu papieża, wkrótce zasiadała przy stole z kardynałami.
Nikt nie wiedział, że Jan – ulubieniec duchownych – to kobieta. Jej głos był niski, ruchy powściągliwe, myśli błyskotliwe. I właśnie dlatego, po śmierci Leona IV, gdy konklawe zawisło w niepewności, nazwisko „Jana Anglika” padło na ustach kardynała Grzegorza z Sabiny.
– On zna wolę Bożą. Jest uczciwy. Jest światłem dla Rzymu.
Joanna została wybrana.
-----
Koronacja odbyła się w Bazylice św. Piotra. Tłum wiwatował, chociaż wielu patrzyło z zazdrością. Nowy papież – Jan VIII – był młody, pokorny, nie należał do żadnego z możnych rodów. Ale właśnie to wzbudzało podejrzenia.
Pierwsze miesiące pontyfikatu przebiegły w pokoju. Joanna potępiała symonię, przywracała dyscyplinę wśród duchownych, wspierała biednych. Przysyłała listy do Konstantynopola, wzywając do jedności Kościoła. Lud ją kochał. Duchowni – bali się jej rosnącego wpływu.
Ale tajemnica nie mogła być ukrywana wiecznie.
------
Wielkanoc 855 roku. Miasto Rzym przygotowywało się do uroczystej procesji. Papież Jan VIII, owiany sławą uczonego i reformatora, w złocistym stroju liturgicznym, dosiadał białego rumaka, zmierzając od Lateranu ku Bazylice św. Piotra. Tłumy wiwatowały, dzieci rzucały kwiaty pod kopyta konia. Za nim kroczyli kardynałowie, biskupi, diakoni i przedstawiciele arystokracji. Był to dzień triumfu, dzień, w którym uosobienie Kościoła miało błogosławić lud.
Joanna czuła ciężar spojrzeń i kadzideł, jakby każde z nich próbowało przeniknąć jej sekret. Lecz nikt nie znał prawdy. Nikt — poza niej samą.
Procesja dotarła do Via Sacra, w pobliżu Koloseum, kiedy stało się coś niespodziewanego. Wśród tłumu znalazła się kobieta, młoda, może wieśniaczka, może pielgrzymka z północy, która upadła tuż przed koniem papieskim. Joanna kazała zatrzymać orszak i zsiadła z konia, by osobiście podnieść kobietę.
W tej samej chwili poczuła falę bólu — ostry skurcz przeciął jej wnętrzności jak ostrze. Zachwiała się i upadła, a spod szat popłynęła krew. Tłum zamarł. Kardynał Anastazjusz rzucił się ku niej, próbując ją podtrzymać, ale już było za późno. W kręgu zgromadzonych kobiet i kleryków papież — kobieta — zaczęła rodzić.
– Na miłość boską… – szepnął jeden z diakonów. – To nie możliwe – zakrzyknął inny. – To herezja!
Dziecko przyszło na świat w otoczeniu modlitw, płaczu i osłupienia. Lud runął na kolana. Jedni płakali, inni krzyczeli, wielu uciekało. Ktoś rzucił kamieniem. Ktoś inny zasłonił Joannę płaszczem.
Zamieszanie trwało kilka minut, które wydały się wiecznością. Wreszcie, w asyście dwóch biskupów i zakonnika Imberta, przeniesiono Joannę wraz z dzieckiem do pobliskiego klasztoru św. Cecylii.
-----
Tydzień później, na polecenie kardynała Benedykta, zwołano tajny konsystorz. Nieliczni wiedzieli, że papież żyje. Jeszcze mniej wiedziało, co zrobić.
– Przed nami największy kryzys w historii Kościoła – mówił kardynał Teodulf. – Kobieta oszukała nas wszystkich. Przez dwa lata prowadziliśmy procesje za papieżycą!
– A mimo to Kościół nie upadł – wtrącił Imbert. – Ona była mądra, sprawiedliwa, bliska Ewangelii. Była lepsza niż wielu spośród nas.
– Milczenie! – huknął Benedykt. – To, co się stało, jest nie tylko skandalem, ale grzechem. Papieżyca musi zostać wyklęta, a jej imię — wymazane z annałów.
Zdecydowano. Joanna miała zostać ukryta w klasztorze św. Marty pod dozorem, a jej dziecko — oddane do opactwa na Monte Cassino.
W nocy przed przewiezieniem, Joanna rozmawiała z Imbertem.
– Myślisz, że to wszystko było błędem? – zapytała cicho. – Nie – odparł zakonnik. – Byłaś głosem mądrości w epoce przemocy. Ale świat nie był gotów.
Joanna skinęła głową. Pocałowała dziecko, po czym oddała je w ręce mnicha. Nigdy więcej go nie zobaczyła.
-----
Zamknięta w murach klasztoru, Joanna pisała. Zostawiła po sobie traktaty teologiczne, rozważania o sprawiedliwości, równości i prawdziwym duchu Chrystusa. Nieliczne z nich przetrwały, przypisywane anonimowym uczonym.
Zmarła około 860 roku, pogrzebana bez imienia w ogrodzie klasztornym. Przez wieki jej historia była powtarzana szeptem: o kobiecie, która stała się papieżem, o mędrczyni ukaranej za to, że była zbyt światła dla swojej epoki.
Niektórzy mówią, że jej duch nawiedza rzymskie ulice w dniach procesji, że widziano ją między Lateranem a Watykanem, jak patrzy z cienia kolumn.
Inni wierzą, że dziecko Joanny, wychowane w ukryciu, stało się wielkim uczonym i zakonodawcą.
A Kościół? Przez wieki milczał. Lecz nawet najgłębiej zakopane tajemnice nie gasną całkowicie. Legenda trwa — nie jako dowód hańby, lecz jako przestroga. I jako znak, że nawet w najbardziej patriarchalnych murach może zabrzmieć głos kobiety.
-----
Rzym, rok 2025. Profesor Elena Rinaldi, mediewistka z Uniwersytetu La Sapienza, stała na dziedzińcu klasztoru św. Marty. W rękach trzymała manuskrypt — fragment nieznanego dotąd traktatu, podpisanego jedynie literą "I.". Pismo, jak potwierdził zespół grafologów, pasowało do kopii notatek papieża Jana VIII.
– To ona – powiedziała do młodej doktorantki stojącej obok. – Styl, treść, ton. Głos kobiety. Głos papieżycy.
W Watykanie temat uznano za niewygodny. Przedstawiciele Kurii odmówili komentarza, choć kilku kardynałów potajemnie wsparło badania Rinaldi.
Elena opublikowała książkę. Prasa okrzyknęła ją skandalem. Kościół milczał.
Lecz wśród kobiet, uczennic, teolożek i wiernych zaczęło kiełkować przekonanie, że historia Joanny to nie legenda. To fakt przemilczany. To dziedzictwo czekające na przyjęcie.
Na placu św. Piotra, w dzień Zwiastowania, ktoś położył wieniec z białych róż u stóp pomnika św. Piotra. Na bileciku widniał napis:
„Ad Iustitiam et Veritatem – ku Sprawiedliwości i Prawdzie. Dla Joanny.”
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania