Paradise Found

“Paradise Found”

 

Skałki w tym miejscu są wyjątkowo ostre i szorstkie, ale to dobrze, bo łatwiej się po nich chodzi. Kilka minut temu o mały włos nie poślizgnąłem sięi nie wpadłem do krystalicznie czystej wody. Może w sumie nie byłoby to takie głupie? “Przypadkowo” zsunąć się do ciepłej i jednocześnie orzeźwiającej wody zatoki? Zmyłbym z siebie cały ten pot po wędrowaniu w słońcu, które toczyło się na bezchmurnym, cudnie błękitnym niebie.

 

„Te buty z decathlonu ci się rozklejają”.

 

„Tak, zauważyłem dzisiaj rano- i tak długo wytrzymały jak za ta cenę.”

 

W komplecie z maską do nurkowania to był wyjątkowo trafiony zakup. Ona na nogach miała te stylowe, oldschoolowe trampki, które według mnie wyglądają jak zwykle trampki do wuefu, ale i tak kosztowały pewnie ze 300 zł.

 

„Masz jeszcze te bułki co dawali na śniadanie? Te z ziarnami?”-spytała.

 

„Tak, ale nie wiem czy jeszcze się do czegoś nadają, mocno zczerstwiały”.

 

„No trudno, jakoś sobie poradzę, usiądźmy na chwilę, jest stąd dobry widok”

 

Bilety lotnicze były śmiesznie tanie. 90 zł w dwie strony za osobę plus dojazdy z lotniska. Gdyby ktoś pół roku temu powiedział mi, że znajdę się w takim otoczeniu i w takich okolicznościach- nie uwierzyłbym. Ja? Bojący siężycia pośrednik ubezpieczeń na rajskiej wyspie?

 

Tym bardziej nie uwierzyłbym że będę tutaj z żoną. Po ówczesnej kondycji naszego małżeństwa raczej obstawiałbym osobne urlopy- ona w tropikach, ja, bojący się latać, nadrabiający serialowe zaległości przed telewizorem.Usiadła na krawędzi gładkiej białej skały, dwa metry nad taflą wody. Ukłucie w powoli pęczniejącym odcisku na małym palcu przekonało mnie, że mały przystanek to jednak dobry pomysł.

 

Nogi zwisały nam z krawędzi. Woda na grzbietach malutkich fal skrzyła się milionem iskier. Obydwoje patrzyli w ten sam punkt- ciemny kształt gdzieś daleko na horyzoncie morza.

 

„Dobrze ze kupiliśmy te wycieczkę. To była mądra decyzja”- przerwała chwilę ciszy wypełnioną tylko pluskiem fal odbijających się od skały na której siedzieli.

 

„Naprawdę tak myślisz?”

 

„Tak”- odpowiedziała zdecydowanie - „zbliżyliśmy się do siebie, a przecież o to chodziło. Nikt nie mógł przypuszczać, że tak się to skończy”

 

Po całym czasie tutaj powoli zaczynam się zastanawiać czy to aby na pewno była przypadkowa promocja.

 

Siedzieliśmy tak chwilę w milczeniu. Głód jednak nie przezwyciężył zmęczenia. Obydwoje nie mieliśmy nawet sił żeby sięgnąć po resztki prowiantu. Czarno-szara kropka na horyzoncie wyraźnie się powiększyła się i teraz widać już było, że składa się z kilku mniejszych elementów.

 

„Następnym razem tez zamówię Airbnb, ale tym razem jednak gdzieś bliższej miasta”.

 

Zaśmiała się pod nosem. Chyba ośmieliło ją to odrobinę i po sekundzie poczułem jej dłoń na mojej dłoni. Za chwilę wtuliła się w moją zbyt dużą koszulkę z napisem „Paradise Found”.

 

„Boje się”- szepnęła.

 

Ja też. Ja też się boję. Jestem przerażony.

 

„Spokojnie, jestem obok. Wyjdziemy z tego silniejsi, obiecuje. A przecież o to tutaj chodzi, nie? Tak jak powiedziałaś”.

 

Skinęła tylko głowa. Dalej patrzyła przed siebie.

 

Teraz już było to widać całkiem wyraźnie. Zlane kropki rozdzieliły się na cztery czarno-szare plamy. To były statki. Środkowy z nich był naprawdę olbrzymi. Jeden ze szczegółów jaki szło rozpoznać z tej odległości to potężne lufy dział pokładowych, wycelowane równo w niebo.

 

„Kocham Cię, nie wyobrażam sobie, żebym miała być tutaj z kimkolwiek innym”

 

„Przepraszam, że cię w to wpakowałem.”

 

„Nikt nie mógł tego przewidzieć. Czas który tutaj spędziliśmy to najlepsze wspólne momenty jakie mieliśmy od ładnych kilku lat”

 

Statki płynęły na prawo, kierowały się najpewniej do stolicy wyspy- również naszego celu. Na wieżach z potężnymi czaszami nadajników trzepotały czerwono czarne flagi. Między nimi bandery krajów których pewnie nie byłbym w stanie pokazać na mapie.

 

„Myślisz ze będzie jeszcze do czego wracać?”- spytała.

 

„Wiem na pewno, że jeśli zostalibyśmy w tym domku na odludziu, to niedługo nie musielibyśmy się martwić powrotem.”

 

Być może pozbawieni nadziei nie martwilibyśmy się już niczym, umierając z głodu i odwodnienia. To i tak cud ze tydzień po eskalacji “boski Hose” (tak go nazwaliśmy), razem ze swoją „Lolą”, przyjechał do nas z zapasami. Nawet w takich okolicznościach zapewniali nam to za co zapłaciliśmy, a nawet więcej- sami przygotowali nam bufet szwedzki na śniadanie! Hose miał nas zebrać za trzy dni, w drodze powrotnej do stolicy. Po półtorej tygodnia jednak straciliśmy złudzenia, że ktokolwiek po nas przyjedzie. Na szczęście szybko wywnioskowaliśmy z obcojęzycznych wiadomości, że lepiej zacząć oszczędzać jedzenie.

 

„Wątpię czy nam pomogą”.

 

„Nie mamy innego wyjścia”.

 

Musiałem być tym który się nie podda do samego końca.

 

„Chodź, mamy jeszcze dużo drogi przed sobą”- powiedziałem, powoli zbierając się do dalszego marszu.

 

„Proszę zostańmy tu jeszcze chwile, jest tutaj tak pięknie”.

 

Fakt, jest tutaj naprawdę pięknie. Prawdziwa rajska wyspa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • betti 10.01.2020
    A co w tym takiego strasznego, że aż w kategorii horror?
  • betti 10.01.2020
    Sorry, thriller nawet...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania