parapet, który chciał zostać oceanem
parapet
stał pod oknem
i miał dosyć
bycia parapetem
ciągle
pod
ciągle
oknem
ciągle
na wysokości
nie wiadomo czego
więc pewnego ranka
rozlał się
trochę
na lewo
trochę
na prawo
i zrobił
ocean
firanka
została falą
żyrandol
latarnią morską
a doniczka
wyspą
na wyspie
siedziała mucha
i łowiła
światło
wędką z włosa
– co łowisz?
– słońce
– i bierze?
– czasami
złapała
promień
promień
uciekł
przez okno
i przeciągnął
za sobą
całe popołudnie
nagle
była noc
noc była mokra
mokrość
była czarna
a czerń
miała kieszenie
w kieszeniach
księżyce
trzy
jeden mały
jeden zmięty
jeden
bez daty ważności
parapet
zachwycił się
morzem
aż tak
że zaczął
falować
i wszystko
co na nim stało
odpłynęło
kubek
w stronę zachodu
paprotka
na południe
a mój telefon
do nikąd
telefon po drodze
zadzwonił
do mnie
– gdzie jesteś?
spytał
– tutaj
– nie
odpowiedział
– tutaj
jest już
gdzie indziej
i rozłączył się
rano
parapet
znów był
parapetem
spokojnym
nieruchomym
bardzo niewinnym
tylko pod doniczką
znalazłem
muszlę
a w muszli
ciche:
szszsz
jakby cały ocean
jeszcze nie wiedział,
że powinien
wrócić
Komentarze (4)
😊
Nie sądzisz że te wiersze są bardzo podobne do siebie?… jednakowa konstrukcja, jednakowy zapis, jednakowy zamysł
Chyba masz rację, trochę mało oryginalny jestem. Ale może to jeszcze zmienię...
theodoros przyjmij to jako radę, że trochę nudne się to już robi… męczące dla czytelnika , sam zapis i zamysł ciągle taki sam. Warto pomyśleć nad czymś innym😉
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania