parasol, który połknął pogodę
rano
otworzyłem parasol
i niebo
zniknęło
nie całe
tylko ta część
nad moją głową
weszła
do środka
parasola
jakby od dawna
czekała
na zaproszenie
w środku
fruwały
dwie chmury
i kawałek listopada
bardzo mokry
deszcz
chodził po drutach
na bosaka
i mruczał
coś
do pioruna
który był
jeszcze mały
i chodził
do szkoły
dla błyskawic
zamknąłem parasol
ostrożnie
żeby nie pogiąć
horyzontu
ale było
za późno
od tej chwili
wszędzie
zaczęły padać
dziwne rzeczy
na balkon
spadło
siedem minut
z 1983 roku
na ulicę
dwie orkiestry
bez instrumentów
a na mój nos
kropla
czystego wtorku
dzieci
zbierały
kałuże
do słoików
gołębie
nurkowały
w powietrzu
jakby było wodą
a tramwaj
przepłynął
przez skrzyżowanie
bardzo spokojnie
z rybami
zamiast pasażerów
wieczorem
pogoda
wyszła
z parasola
zmęczona
całodziennym
byciem pogodą
rozprostowała
chmury
poprawiła
wiatr
i powiedziała
– jutro
proszę mnie
nie składać
na osiem szprych
bo znowu
rozsypią się
pory roku
po całym mieście
a parasol
udawał
że nic
nie słyszał
choć do dziś
kiedy go otwieram
wypada z niego
mały obłok
i pyta
czy to już
wrzesień
czy jeszcze
człowiek
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania