Pasażer-nowela

Jeżdżący wrocławską komunikacją miejską wiedzą zwykle, że tłok w autobusach zaczyna się w okolicach godziny szesnastej. Wtedy to ludzka ciżba tłoczy się w parnej tubie, która skręca gdzieś na Krzyki czy Poświętne. Również w tym dniu autobus linii ,,N" wolno rozpoczął swoją marszrutę z Zawidawia, ze Zgorzeliska dokładnie. Puste przeważnie głowy wyglądały nadjeżdżającego środka lokomocji, by móc usadowić się na brudnych fotelach. Paskudne wzornictwa i ornamenty zręcznie maskowały brud i pluskwy na siedziskach. W tym autobusie jechał również profesor, Bóg jeden wie w jakim celu. Przyglądał się twarzy pewnego szesnastoletniego chłopaka z dokładnością. Zmęczone szare oczy z pomocą drucianych binokli oglądały wizerunek młodocianego mężczyzny , siedzącego na tyle pojazdu. Profesor dostrzegł u młodego głębokie zamyślenie, jakby smutek. Przypomniał mu obraz Muncha pt. ,,Rozpacz".Lecz po krótszej chwili młodzieniec wrócił do lektury swojej książki, profesor nie mógł dostrzec tytułu. Po chwili autobus zatrzymał się na przystanku, za Mostami Warszawskimi. Wsiadła głośna grupa nastolatków, wyraźnie podpitych. Od skwaru i nadmiaru procentów niektórym dziewczynom chciało się wymiotować, można to było dostrzec na pierwszy rzut oka.

-Czy panie się dobrze czują, mogę zaoferować pomoc-oświadczył profesor.

Odpowiedział mu jednak tylko burza śmiechu, ryku i żałosnego skomlenia. Złoty ciek trunku widocznie pierwszy raz zagościł w ustach tych dziewcząt. Miały czerwone nosy i rozszerzone źrenice.

Uwagę chłopców natomiast przykuł uwagę czytający szesnastolatek. Dostrzegli srebrny krzyżyk na jego jednolitej koszuli, z jego drugiej strony była wygrawerowana data-zapewne bierzmowania czy innego sakramentu. Było to ogniwo zapalne. Wśród nich przeszedł szmer, ukradkowe spojrzenia

wymawiające dalszy plan działania. Najbardziej brawurowi zacisnęli pięści. W małpich żyłach zagotowała się dzika krew, weszli w swój neurotyczno-narkotyczny taniec do muzyki z dziewczęcych chichotów . Niektóre z nich wyciągnęły komórki, by na mediach internetowych zamieścić swoją przygodę z autobusu. Rzucili się na chłopaka. Nieszczęśliwie małpie pazury przeszyły jego tętnicę. Trysnęła krew. Stare plotkary i te uchodzące za modystki, ubierające się w sieciówkach z pseudo-modą dla ogółu, odwróciły głowy od krwi. Brzydził ich ten widok. Jakby zapomniały, że taka sama krew, podobną ilością hemoglobiny w proporcjach do osocza, płynie również w ich żyłach. Profesorowi przebiegła przez myśl sienkiewiczowska fraza-,,chrześcijanie dla lwów". Dziwne, że akurat wtedy wyklarował mu się obraz tego gladiatora, który głosił tą tezę. I Petroniusz z mizerykordią , który odpowiedział mu: ,,przyjacielu, cuchniesz winem i zawadzasz mi".

-Tak, to dopiero humor wyrafinowany-pomyślał profesor przez chwilę.

Upadła książka-,,Rozważania o wierze" księdza Dajczera. Teraz już szare oczy profesora mogły dostrzec tytuł. Inteligent postanowił zakłócić to ,,tango orangutango", zanim wejście w punkt kulminacyjny. Wyciągnął ofiarę wykolejeńców na bruk, na który wspólnie upadli. Granatowa, zamszowa marynarka profesora przesiąknęła krwią. Czerwona substancja zabrudziła również śnieżnobiałą koszulę i szybko krzepła. Całe zdarzenie nie trwało więcej niż dwa przystanki. Wśród tego społeczeństwa byli pasażerami na gapę.Gdy żółta tuba odjeżdżała, puste głowy zwróciły się jeszcze na koniec w ich stronę, by upewnić się, że

,,możemy jechać, nikt nie woła".

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • wicus miesiąc temu
    Sama nowela bardzo mi się podoba, to na pewno. Najbardziej doceniam jej pomysł, język i to, że dotyka ona "drażliwych" tematów. Niestety, bardzo jej szkodzą nieco mniej udane fragmenty: "w ten dzień" (w tym.dniu), "marszrutę z , Zawidawia," (marszrutę z Zawidawia),
    "W tym autobusie jechał również profesor" - (nie wiem, jak inni Czytelnicy, ale ja chętnie dowiedziałbym się o nim czegoś więcej), "grupa nastolatków, wyraźnie podbitych" (podpitych), "Uwagę chłopców natomiast przykuł uwagę czytający" (powtarza się: "uwagę") itd. Krótko mówiąc: niezwykle interesująca, ale jakby odrobinę zbyt pospiesznie spisana opowieść.
  • monarchista miesiąc temu
    Korekty wprowadziłem. Za błędy przepraszam. Pozdrawiam.
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Niezłe, choć z drugiej strony... No, męczeńska historia z cyklu chrześcijanie versus, tym razem alkoholowe, tępe bydło. Tekst ogólnie spoko. Taki trochę przekrój upadku moralnego i jednego mądrego, co stawia wiarę i przekonania ponad prymitywną psychikę tłumu i z tego powodu zostaje rozdeptany. Nie przepadam ogólnie za bardzo za takimi tekstami, ale tutaj jest porządnie - bez zbędnego patosu i przejaskrawienia.
    Pozdro
  • monarchista miesiąc temu
    Dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania