Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
PASJONACI. (całe opowiadanie mystery/o duchach)
PASJONACI.
Każdy, mający świadomość komputeryzacji wszelakich aspektów życia człowiek, wydaje się nimi znudzony. W stopniu, aż tak bardzo, ziejącym mu w twarz pozbawioną sensu rezygnacją, iż usiłując temu zapobiec, paradoksalnie: o wiele głębiej zmierza w czeluść zaciskającej się na jego umyśle, sieci. Często ma to odzwierciedlenie w kinematografii, a także: wszelkich, świadomych preparacjach graficznej obróbki, których widok... ma na celu jedynie drastyczną rozrywkę, niczym widok stada lwów, które pożerając krwiste kąski, tkwią za grubymi, stalowymi kratami własną niewolą. Cóż. Każdorazowo, to tylko przejaw wzbudzania, wręcz naiwnej fascynacji... której osobiście ulegając, odnalazłem pośród niechlubności tegoż... nielicznie wątkowane niecodzienności, pozostające, nawet w moim przypadku: na tyle niewyjaśnionymi pośród " eksperckich opinii ", aby było warto się nimi z Tobą podzielić.
Zostawmy wszelakie, żartobliwe czasem trwania, zakrawające na godne nagród ego ich twórców " produkcje " filmowe. To tylko fikcja, jasno drwiąca niewiedzą obserwatorów. Nie marnując czasu, skupmy się na milknących w bredniach forów wpisach. Wykazując parszywie skrupulatny sceptycyzm, znalazłem trzy takowe... jeden okazał się powodem, aby rudy, zaczesany w ząbek dzieciak, szczerząc drwiną przerwy między krzywymi zębami, nakręcił na jego podstawie " przejaw aktywności paranormalnej ": co nie dziwi: z użyciem na tyle cienkiej, bezbarwnej żyłki wędkarskiej, aby pozostając niezauważoną w obiektywie kamery, zwiększała wyświetlenia czegokolwiek nieświadomych śmiertelników, których stale rosnąca liczba, zapewne: powodowała groteskowo złowieszczy wybrzmiew śmiechu z jego szpetnej mordy... z pozostałych niniejszym dwóch treści, postanowiłem nie faworyzować ich kolejnością. Nie mam także zamiaru ich koloryzować, a z tego powodu, opcja kopiuj/wklej, choć bezduszna... powinna znaleźć Twoje zrozumienie poniżej:
Tam coś jakby było. Nie wiem ale jakby patrzało mi zza pleców. Wszędzie za mną lazło, a zawsze gdy spojrzałam za siebie, tam nie było nikogo.
Zupełnie ponadto, co zauważam wobec Ciebie, już z mojej strony, jak czytasz obecnie:
To było złe. Jakby nie chciało, żeby tam być.
Na temat powyższych wpisów, zwłaszcza w nawiązaniu do ich treści... nie okłamujmy się: widnieje każdy z kilku milionów umieszczonych na łamach Internetu " filmików ".. co zatem czyni je wyjątkowymi?..
Mianowicie: jak zapewne wielu moich poprzedników, dołożyłem starań, aby nawiązać kontakt z autorami powyższych postów. Ku mojemu zdziwieniu: problem z tym związany, zwyczajnie nie istniał, choć wydało mi się dość dziwnym, że każda z tych osób unika rozmowy telefonicznej... jakby słowo pisane, było dla nich jedyną możliwością kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie, nie... spokojnie. Prywatne rozmowy, to nie publiczna treść forów, dlatego: nie przytoczę Ci jej dosłownie, rzetelnie ujmując moją własną stronniczością. Aby nie przedłużać, wlokąc się literową lawiracją pośród labiryntu wersów, ujmę to następująco:
Mając zasadniczo wyjaśnione, udokumentowane medycznie, ściśle naukowe podłoże: tzw. " uczucie nierealnej obecności ": jest poprostu przejawem objawiania przez umysł zespołu medycznych zaburzeń. To niewątpliwe. Tylko... czemu zaczęły one występować dopiero wówczas, gdy partner autorki powyższego posta, postanowił ukradkiem schować do kieszeni odlaną w mosiądzu, niewielką figurkę, stojącą pośród zniszczonych mebli, zwiedzanego przez nich wówczas pustostanu?.. Oboje: nie wiedzą do dzisiaj, tłumacząc, iż zanim gościu odłożył ją na parapet okna półpiętra, oboje czuli, dosłownie: jakby coś podążając za nimi, zatrzymywało się za ich plecami, razem z nimi samymi... a ponadto: czegoś od nich oczekiwało, następnie: odchodząc, po uzyskaniu tym wymaganego celu, uzasadniając to własnym nieistnieniem... ja nie wiem. Kiedykolwiek tak nie miewałem, w przeciwieństwie do Nich. Co więcej, spytani o treść drugiego z postów, uznali, iż... " to " bardziej wzbudzało w nich poczucie winy: obojgu, pomimo iż autorka posta dowiedziała się o tym, gdy figurka z kieszeni jej partnera... spoczęła na owym parapecie, przy czym... było jakby, sama nie wiedziała: oskarżycielskie?.. Smutne?.. a może konsolidacyjnie?.. gdzie jednocześnie odczuwali to jako... chęć odebrania swojej własności nie tyle siłą, co pod bezpośrednim przymusem. W przeciwieństwie do autora drugiego z postów, który, jak sam przyznał... czegokolwiek, z wyjątkiem warstwy tłustego kurzu, zaległej na jego dłoniach, sobie nie " uszczknął ". Nie mniej jednak, gościu postanowił z dwoma kumplami, spalić grubego skręta wewnątrz spokojnego, malowniczego miejsca. Nic wielkiego. Postanowili zatem udać się wiejską drogą zamieszkiwanej przez nich miejscowości, do opuszczonej, parterowej chałupy, jak się spodziewali: aby kazać spierdalać zamieszkującym ją żulom, zajarać, i wracać. Czyli: nic przekraczającego granice pojmowania. Nie mniej jednak: było tak zaledwie do czasu, gdy jeden z nich, wypuszczając z płuc olbrzymią chmurę, uznał, że " wyleje się, bo pierdolnie ", po czym, dobywając swego waka: zaczął opróżniać pęcherz, niewiele dalej, gdzie stał. Tak " normalnie ": szczając uradowany ulgą, na polepiony piaszczystym brudem dywan. Co wcale nie dziwi: w akompaniamencie chorobliwych chichotów, przywodzących na myśl, niechybnie: zamknięty oddział szpitala psychiatrycznego, pośród kolejnych, ogromnych obłoków gęstego dymu. Zanim ów szczęśliwiec ponownie umieścił uglą dzierżonego w dłoni waka, z powrotem w swoim rozporku, jeden z nich wzdrygnął się z okrzykiem przerażenia, a odskoczywszy jak od wybuchu płomienia, o mało nie przekoziołkował przez przewróconą kanapę, po czym: rozglądając się przerażony, jakby dopiero obudził się w zupełnie nie znanym sobie miejscu, zerwawszy się do ucieczki, wybiegł zamierzchle wyłamanymi drzwiami wejściowymi. Jego skonsternowani kumple, rzecz jasna: podążyli za nim, jednak... o wiele spokojnie, nawołując go, podczas podawania między sobą dopalającego się skręta. Swojego kolegę, spotkali na wiodącej do pustostanu szosie, a żeby tego dokonać... musieli za nim biec. Kiedy wreszcie jeden z nich zrównał się z nim w biegu, zainkasował odepchnięcie z wrzaskiem popłochu, więc... no, ujmijmy: " nie było łatwo " zatrzymać kolegę... kiedy już jednak się uspokoił, a przynajmniej: przystawał, w kolejnych próbach zerwania się do dalszej ucieczki, powtarzał w kółko: " idzie za nami, spierdalaj, zajebie nas, spierdalaj! ".. Nie pozostało im zatem cokolwiek innego, jak pozwolić mu biec, gdy we dwóch... podążyli za nim truchtem. Przestał odbierać telefony i wychodzić z domu. Przypadkiem spotkany przez jednego z nich w sklepie, przyznał, że dlatego wówczas zaczął biec, ponieważ w oparach dymu palonego przez nich skręta: dostrzegł jakby stanowioną nimi postać... co najpierw zignorował, jednak: kiedy wypuścił kolejną chmurę dymu z płuc: twarz tej postaci... znajdowała się tak blisko jego twarzy, jakby uporczywie patrzyła mu w oczy, a ponadto, jak uznał: " poczuł się tak, jakby ktoś siekierą chciał ujebać mu łeb, co gorsza... stojąc nad nim, dzierżąc ją w dłoniach ".. dlatego: zaczął uciekać, a podczas samej ucieczki, nie mógł przestać czuć, dosłownie: " że coś go goni, żeby go zajebać "..
Czym są powyższe... hmm.. " niecodzienności "?. nie mam pojęcia. Jako przejaw czynników zewnętrznych: są, co najwyżej: przejawami objawiania ludzkiej głupoty... jednak: biorąc pod uwagę, że nie stanowią potrzeby zwracania na siebie uwagi otoczenia... czy to dziwne?: pozostawiam Twojej ocenie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania