Pasożyty
Przychodzę do domu zmęczony
Padam na kanapę bez nadziei, otępiony
Nie wiem co, chyba ogarnęło mnie zwątpienie
Bez perspektyw tyle lat, tyle lat w jednej klasie
Córka moja obok siada i mnie tuli
Nic nie mówi, smutno na mnie patrzy
Coś ją dręczy, bez wątpienia trapi
Potrzebuje w szkole, do ostatniej klasy
Ze spodni wygrzebuję, wyszukuję, trzos mały
W nim na dnie schowany dokładnie
Malutki, błyszczący grosik ostatni, jedyny
Wyciągam, daję, ona w policzek całuje
Przez chwilę siedzimy, z zachwytem patrzymy
Inny, lepszy, taki piękny ten świat reklamy
Przez chwilę nie myślimy, udajemy, nie pamiętamy
Obraz znika, znowu klika. Młody i wspaniały
Znowu połamany wstanę. W pracy ze mnie kaleka.
Nikt litości niema. Do ostatniego tchnienia trzymam
Nie palę i nie piję Już nie walczę i nie czekam
Wszystko wycisnęli i wyżarli. Ona przyjdzie...też nie czeka.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania