Patrzałek
Rozdarta ziemio, bękarcie stu dwudziestu trzech lat nocy,
Gdzie dziecko we Wrześni płakało, bite do krwi za polskie słowo,
Gdzie knut zaborcy w Warszawie gasił resztki żywej mocy,
A carski urzędnik deptał księgi i rzucał w twarz pieśń grobową.
Wtedy, w ciemnościach, zrodziła się ta pieśń, ta wielka Rota,
Gdy Konopnicka piórem rzucała wyzwanie pruskiej butzie,
A Chopin z wygnania, przez łzy, na strunach wygrywał tęsknotę,Bo tylko w kulturze był ratunek, gdy naród konał w obłudzie.
I przetrwałaś, Polsko. Zbudzona z grobu, wolna, dumna, krwawa,Lecz w XXI wieku niesiesz w sobie nowe, podłe przekleństwo:Twoja historia to dziś tylko łup, partyjna, tania zabawa,
Gdzie wielkie imię Wojtyły i husarii rzuca się pod stóp pospólstwo.
Bo polityka – ta bezwstydna zdzira, ta kupczona panna –Karmi cię jadem awantur, gdy obok rodzi się geniusz czysty.
Oto chłopak z gitarą, wirtuoz, w którym gra moc niebywała,
Łączy Bacha z nowoczesnością, pisze nowe, dźwiękowe listy.I
co mu dajesz, Ojczyzno?
Jaką walkę o swoje dziecko staczasz?
Obojętność, milczenie, wzrok utkwiony w celebryckim błocie.
Musi dopiero Ameryka wstać i krzyknąć, byś dostrzegła, co tracisz,
Byś łaskawie przypomniała sobie o własnym, rodzimym złocie.
Nie potrafimy walczyć o żywych, choć tak głośno czcimy zmarłych,
Pozwalamy, by świat nam kradł to, co najjaśniejsze i czyste.
Zaborcy minęli, lecz kajdany w głowach wciąż nie popękały,
Gdy własny naród skazuje na wygnanie swojego artystę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania