Pędem - Drabble
Kołysze kałuża lekko, przymarznięciem, roztopieniem, unicestwieniem neonu żółtego ramen. Na restauracji lament nocy, granat bazgra, podbija. Ja tu siebie tapetuję w tym formacie chodnikowego bytu butem.
Wąt z mojego pasma rozbicia! Na stówę przejdą nie pod tym kątem.
Niech się potknie ten kozak i tamta kopyto z kaczuszką i szpilka. Rzadki widok, glany olane stylem. Doktory, docenci, piguły, komputerowcy, wózki starcy.
Fotograf pstryk! Ukradł duszę.
Leżę tak jakby w centymetrze, skróconym obiektywie na matrycy, łożu wiecznie ustrzelony, bezrany, bez czerwieni.
Nie rozbił pryzmat zdjęty z ulicy. Gdzie ten apetyt powyżej szyldu nazwy z orientalnej przyprawy?
Obeszło się smakiem pod zatupaniem.
Komentarze (5)
"wąt z mojego pasma" - znaczy jak w "miec wąty"?
"bezrrany" - tu literówka
Dostosowane.
Dzięki :)
Kawałek siebie w bucie.
won- tak na marginesie taki drobiażdżek.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania