Pęknięcie... (znalezione w zeszycie)

Pęknięcie (znalezione w zeszycie)

 

Fragment 1:

Siedziała, drżąc w tej ciszy szeptów. W tym natłoku spojrzeń zamkniętych, a jednak oceniających. "Nigdy nie czułam nic bardziej mylnego" - myślała. Od dawien dawna wiedziała, że czeka ją kara. Im dłużej czekała na wyrok tym bardziej go żądała. Chciała mieć to już za sobą i w końcu pozostać samotnie. Mimo kilku głosów sprzeczności wiedziała, że zrobiła dobrze. A może tylko usilnie starała się usprawiedliwić? Ręce jej drżały, oczy zachodziły łzami, choć nie bała się.

 

- To ostateczny dowód w tej sprawie - rzekł Sąd Najwyższy, wznosząc brązowy, masywny, skórzany notes.

 

Głos mu się łamał od nadmiaru presji, jaką na niego społeczeństwo nałożyło. Ludzie wokół byli fioletowi, bo dusili opinię swą subiektywną. A ona - wyzbawiona prawników - czekała, aż samoistnie do ust swoich wlać będzie mogła cykutę.

 

Fragment 2:

Stałam pod drzwiami łazienki, czekając na swoją kolej. Każdego ranka towarzyszył mi wrzask, który opuszczał mnie dopiero w nocy. Czasami nie byłam w stanie usłyszeć normalnej rozmowy; nadwrażliwa byłam na dźwięki - wbrew pozorom, nawet w tym miejscu - niecodzienne i przerażające. Stęki nie były tam rzadkie. Były nieme. Albo przynajmniej starano się, by takie były.

Najbardziej nienawidziłam tej niemocy. Bo choć wiedziałam, że stęki istnieją i nie powinnam dawać im się rozlegać to nie mogłam nikomu zatkać ust. Nie było mi dane swą ręką trędowatą dotykać innego. Nawet, gdy jego trąd był już w stadium ostatnim.

 

Starałam się szukać jego wzroku. Wcale mnie nie dziwiła niemożliwość tego, niemożność. W E.. żadne choroby nie znikały. Były okryte płaszczem utajenia i wyparcia. Ale nie zniknięcia.

 

Jego przydługie, roztrzepane blond włosy przypominały mi jedynie moją ucieczkę. Moje naiwne wierzenia, że mogę się stamtąd wydostać. Ale niestety moje cierpienia nie kończyły się w tym domu. Ból był w E... A E... było wszędzie. Od trzech lat w Soland nie było mnie w nim jedynie trzy dni. I choć nie spotkało mnie wtedy nic złego to nawet z tamtego okresu mam traumę. W myślach, jak w kamieniu wyryło mi się błaganie o pomoc. Pamiętam, jak łkałam, by mnie zabito lub zgwałcono, ale nigdy nie odwożono do E... Ale oni byli sprytni, przebiegli, przygotowani na niesforne jednostki.

Chciałam się zabić, bym już nie słyszała krzyków rankiem. Jednak syn tej - jak mi się tylko wydawało - miłej kobiety już następnego wieczoru zbliżył mnie do Soland.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania