Peonie
Rozpyszniły się w zapach ubrane
Zawładnęły kolorem półcienie
Już panoszy się lato w pokoju
Już się śmiało sadowi w fotelu
A przez okno wpadają żółcienie
I puszczają zajączki na ściany
W oknie snuje się błękit i zieleń
Światło wsnuwa się w wątek firany
Usiłuję nie stracić tej chwili
I zatrzymać ją w kadrze jak w klatce
Woń piwonii nietrwałej nim płatki
Nie opadną nim słońce nie zajdzie
Komentarze (8)
Potrzebowałam tego wiersza, świetny :)
Nie wiem czy "swiattlo" miało tak być, czy to jednak po prostu "światło" albo ”świattło".
Dziękuję bardzo. A literówkę już poprawiam. :)
Nie opadną nim zachwyt nie zajdzie
bardzo, walnięcie na koniec potrzebne.
Pomyślę. Dziękuję
Szesnaście lat temu znajdowałem się w przeddepresyjnim stanie, a moja wielka córcia /teraz matka trojga wnuczyzny, pracująca w wymarzonym zawodzie nauczycielki, przed obroną pracy naukowej, dobija czterdzierstki/ podrzuciła mi książkę córki Sztaudyngera o ojcu.
Był tak wiersz mistrza o drzemce wnuka /wnuczki/ w ogrodzie, który kończył się tak :
,, i ukołysany snem kwiatów, usnął sen w ogrodze".
przepiękna poezja
Dzieki, grain za przytoczone. Pozdro:)
Peonie za szybko się sypią. Na głowę biją je pysznogłówki.
Ładnie tutaj.
Witaj, pergaminowa. Miło mi, że ładnie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania