Perfekcyjne więzy

Rozdział 1

Zapach

-Hej.- Usłyszałam grzebiąc w szafce z zeszytami. Wychyliłam się delikatnie za drzwiczki i spojrzałam na brązowo-włosego chłopaka o uśmiechniętych zielonych oczach.

– Długo nad tym myślałem i , jestem prawie pewien, że ty i ja , że coś tu iskrzy.

Rozbawiona przewróciłam oczami, zamknęłam szafkę i odwróciłam się od niego z zamiarem pomaszerowania do klasy na zajęcia.

-Hej! – Krzyknął znowu, kątem oka widziałam jak rozkłada ręce w bezradności. Potruchtał za mną.

- Mam dziwne wrażenie , że wcale mnie nie lubisz.- Starałam się nie zwracać na niego uwagi i twardo szłam przed siebie.

- Mam dzisiaj urodziny! – Wykrzyknął jakby nagle doznał olśnienia. Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę , zaplatając jednocześnie ręce na piersi.

-Miałeś urodziny wczoraj.- Wymamrotałam próbując zachować powagę.

-Naprawdę? Jeśli dostane prezent podobny do tego wczorajszego to mogę mieć jeszcze jutro.

Wyrzuciłam ręce w górę udając zirytowaną , ale kącik ust mimowolnie uciekł w górę.

-Ha! Widziałem , widziałem! – Wskazał oskarżycielsko na moje usta. Wzniosłam oczy do nieba.

-Boże daj mi siłę. – Wymamrotałam pod nosem. Derek złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.

Miał imponującą sylwetkę, wysoki pływak ,a do tego piękna twarz z małym pieprzykiem na policzku i delikatnie skrzywionym nosem, pamiątce po bójce którą sprowokował jeszcze w gimnazjum. Przy moim 1,65 wzrostu musiałam zadzierać głowę , żeby spojrzeć w te błyskotliwe szmaragdowe oczy. Pocałował mnie delikatnie we włosy.

-Jakoś wytrzymasz co?- Wyszeptał. Chwilę później byliśmy już zamknięci w schowku obściskując się namiętnie i zrzucając z siebie kolejne warstwy ubrań. Derek był w tym świetny. Nie był moim pierwszym kochankiem , ale póki co nie mogłam go porównać z nikim innym. Jego ciało idealnie dopasowywało się rytmem do mojego i tworzyło coś w rodzaju dzikiej harmonii. Z naszych małych schadzek nigdy nie odchodziłam nienasycona.

-Hej, mam szalony pomysł.- Powiedział spocony naciągając na nogi spodnie. Uniosłam brwi pytająco poprawiając sobie włosy.

-Tak?

-Może pójdziemy kiedyś na prawdziwą randkę?- Zapytał nieśmiało. Zdziwiłam się, nigdy wcześniej nie słyszałam żeby z jego głosu znikała ta nutka przekornej pewności siebie. Uśmiechnęłam się do niego zawadiacko przywracając tym samym normalny ton naszej relacji.

-Na pewno nie dziś i nie jutro.- Poczochrałam go. Strząsnął z udawanym oburzeniem moją rękę.

- Ty pierwszy. – Wskazałam mu ostentacyjnie drzwi wyjściowe.

-Kiedyś się zgodzisz.

-Próbuj. – Odparłam.

-A tak w ogóle, kłamałem , z tymi urodzinami. – Powiedział na odchodne posyłając mi ostatni nonszelancki uśmiech.

-Wiem o tym!- Wydarłam się za nim.

 

*

Weszłam na zajęcia spóźniona przywołując tym samym zainteresowane spojrzenia innych uczniów i karcące ze strony nauczyciela. Mimo to nic nie powiedział, moja przyjaciółka Emma nazywa to moim nieodpartym urokiem osobistym. Nie jestem sobie w stanie przypomnieć dnia, w którym rzeczywiście ktoś wyraził w moim kierunku dezaprobatę z jakiegokolwiek powodu, nie licząc konsekwentnego taty, oczywiście, byłam całkowicie oporna krytyce innych ludzi. Siadłam na miejscu zaraz za Emmą, czarnowłosą, wulgarną ślicznotką. Natychmiast się do mnie odwróciła, lustrując mnie od góry do dołu.

-Szminka.- Syknęła bezgłośnie przez zaciśnięte zęby. Przetarłam okolice ust, mając nadzieję, że zetrę jej resztki , które Derek skrupulatnie roztarł swoimi gorącymi wargami.

-Gdzie? –Wyszeptałam. Spojrzała na mnie jak na kretynkę i otwartą dłonią zamachała przed swoją twarzą dając mi do zrozumienia , ze mam ją dosłownie wszędzie.

Przetarłam twarz rękawami , dziękując w duchu , że zdecydowałam się dziś na czarną bluzkę.

Gdy zadzwonił dzwonek razem z przyjaciółką potruchtałyśmy do łazienki. Spojrzałam w lustro, pudrowa szminka rzeczywiście była wszędzie a na mojej mlecznobiałej skórze była doskonale widoczna. Byłam piękną dziewczyną, bez fałszywych skromności, naprawdę byłam piękna. Miałam delikatną, porcelanową twarz i lekko zaróżowione policzki w których przy głębszym uśmiechu pojawiały się dołeczki. Nad zaokrąglonym podbródkiem znajdowały się moje pełne różowe usta, a jeszcze wyżej idealny zadarty nos. Miałam wielkie srebrne oczy, które mogły sprawiać wrażenie migocących, a były okalone przez długie, grube, czarne rzęsy. Również ciemne brwi nadawały mojej twarzy wyrazu i kontrastowały z plątaniną praktycznie białych włosów, spływających po moich ramionach falami , aż do połowy pleców. Każdy nowo poznany chłopak, a nawet dziewczyna traciła przy mnie głos, można więc powiedzieć , że moja uroda była onieśmielająca. Chociaż to nieprawdopodobne, taki wygląd wiązał się z masą problemów towarzyskich. Najcięższy był etap dorastania, gdy koleżanki zaczęły omijać mnie szerokim łukiem a chłopcy nie umieli z siebie wydusić słowa. Były pewne wyjątki, takie jak Derek , które mnie interesowały, ale nigdy nie na tyle , żeby się zakochać. Oczywiście taki wygląd ma też swoje plusy, może i miałam problemy z zaskarbianiem sobie przyjaźni, ale mogłam w sobie rozkochać kogo tylko chciałam.

-Jeśli masz zamiar robić to teraz codziennie z tym pływakiem, to może powinnaś zastanowić się nad bezbarwną pomadką. – Powiedziała Emma machając mi przed twarzą mokrą chusteczką. Wyrwałam jej ją z rąk.

-Nudziara.- Powiedziałam pocierając brudne miejsca na twarzy, podczas gdy Emma poprawiała sobie makijaż w lustrze. Zaśmiała się perliście.

-Założę się , że zmienisz zdanie jak poznasz Williama.

-W końcu! Zachwycasz się nim od tygodnia, a nie miałam szansy zobaczyć nawet jego zdjęcia. Przyjaciółka skrzywiła się.

-Szczerze powiedziawszy to jest typ człowieka który nie lubi atrakcji typu,, hej co za miły wieczór zróbmy sobie zdjęcie na upamiętnienie tej uroczej chwili”.- Powiedziała jakby oburzona, po czym zniżyła głos do dramatycznego szeptu. – On nawet nie ma facebook ‘a.

Zaśmiałam się.

-Jak ty to wytrzymujesz?

Wzruszyła ramionami.

-Jest po prostu czarujący, na tyle , że mogę mu wybaczyć to małe dziwactwo. A ty, przyjdziesz z Derekiem?

-Raczej przyjdziemy osobno. W sensie no wiesz, on w swoim czasie ja w swoim. – Odparłam trąc zawzięcie policzek mokrą chusteczką.

-Co jest z tobą nie tak Midnay? Przecież widać , że miedzy wami jest coś fajnego, dogadujecie się jak mało kto , a on jest w tobie zakochany po uszy. – Powiedziała zaciskając swoje krwisto czerwone usta.- Zresztą jak co drugi facet na tej ziemi. – Dodała po chwili z przekąsem.

Nie mogłam się nie roześmiać gdy usłyszałam ten zarzut.

-Lubię go Em, naprawdę jak mało kogo, ale to nie to. Nie chcę powiedzieć , że czekam na swojego księcia z bajki, ale żebym chociaż mogła doświadczyć tych motyli w brzuchu o których wszyscy mówią.

Emma spojrzała na mnie sceptycznie.

-Jestem prawie pewna , że przeżyłaś swoje motyle w brzuchu przy pierwszym chłopaku i nawet tego nie zauważyłaś. Albo oczekujesz nie wiadomo czego i szukasz znaków zesłanych z niebios a tak naprawdę w związku liczy się no wiesz, to że się dogadujecie. – Szturchnęła mnie ramieniem.- Myślę , że powinnaś dać mu szansę.

-Sama nie wiem, zastanowię się.- Powiedziałam zaglądając sobie głęboko w oczy w lustrze, potrafiłam kochać, kochałam swojego ojca, kochałam Emme i na pewno kochałabym swoją mamę gdybym ją znała, ale pokochanie kogoś takiego jak Derek, jakkolwiek cudowny by nie był, wychodziło poza mój poziom abstrakcji.

Nasze późniejsze rozmowy zajmowały w większości kreacje które założymy na dzisiejszą imprezę. Emma upierała się przy tym , że jako gospodyni musi błyszczeć i opisując swoją seksowną , czarną sukienkę jednocześnie błagała mnie , żebym wybrała dziś spodnie. Nie miałam jej tego za złe , a nawet trochę mnie to bawiło. Tylko Emma nie czuła się w moim towarzystwie skrępowana, znając więc moc swojej urody nie chciałam , żeby czuła się ode mnie gorsza. Z radością więc, przystawałam na wszystkie jej propozycje, jednocześnie wybierając z nią wspólnie strój z największym dekoltem.

Wracając do domu zahaczyłam o sklep spożywczy, żeby zrobić zakupy do domu. Mój ojciec, Steven, był komendantem policji, więc praktycznie widzieliśmy się tylko wieczorami. Zawsze starałam się, żeby mógł powrócić do czystego, pachnącego obiadem mieszkania, rozłożyć się wygodnie na kanapie i włączyć telewizor. Bardzo dużo dla mnie robił. Chciał by w życiu niczego mi nie brakowało, a gdy pierwszy raz mnie zobaczył , roczne zawiniątko leżące pod jego drzwiami, jedynie z karteczką od Lili, mojej matki, nie odrzucił mnie , z tego co wiem, nie zrobił nawet testów na ojcostwo.

Weszłam do domu i od razu włączyłam radio. Nie lubiłam ciszy, nucąc pod nosem zabrałam się do robienia lasagne. Po posiłku poszłam do pokoju przygotować się na imprezę. Umyłam i wyprostowałam włosy, po czym związałam je w kucyk, pociągnęłam rzęsy tuszem do rzęs a usta posmarowałam świecącym błyszczykiem. Wsunęłam się w czarne rurki z wysokim stanem i biało czerwony crop top w paski. Jako biżuterie wybrałam tylko srebrne koła , kolczyki. Nie lubiłam przepychu.

Prawie wyszłam z domu, kiedy przypomniało mi się , że nie użyłam swoich ulubionych perfum, mon guerlain. Zapobiegając zdejmowaniu butów , potruchtałam w nich na palcach do łazienki i szybko naprawiłam ten błąd.

Zdecydowałam się iść na piechotę , ponieważ do Emmy miałam jedynie piętnaście minut, a wiosenne powietrze tak rozkosznie pieściło moją skórę. Kochałam zapach natury budzącej się do życia, a przede wszystkim deszczu , który w tej porze roku pojawiał się dość często.

Zapukałam do drzwi, dom przyjaciółki trząsł się od muzyki i głośnych śmiechów, dlatego obawiałam się, że nikt mnie nie usłyszy. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zaczęłam wybierać numer gospodyni, kiedy drzwi otworzyły się a moim oczom ukazał się on.

Był doskonały, wysoki, o muskularnej figurze. Miał oliwkową karnacje, i delikatnie skośne oczy w kolorze granatowym, ale nie dało ich się nazwać po prostu granatowymi, to był kolor wzburzonego oceanu, w tych oczach można było utonąć. Miał wąskie blade usta które uśmiechały się do mnie jakby delikatnie rozbawione. Na kwadratowej szczęce miał małą bliznę, i jeszcze ta czupryna czarnych włosów. Ubrany był w zwykłą czarną bluzkę z dekoltem w serek , która opinała się wokół jego mięśni i ciemne, jakby znoszone jeansy, a stopy miał bose. Ciekawa byłam ile czasu staliśmy wpatrzeni w siebie w ciszy, kiedy w końcu ruchem ręki zaproponował żebym weszła do środka. Gdy przeciskałam się obok niego w przejściu uderzyła mnie woń jego zapachu. Pachniał tak , jakby wszystkie przed chwilą tak mocno odczuwalne zapachy wiosny znikły ze świata bo zostały przywłaszczone przez niego. Wstrzymałam oddech.

-Wszystko w porządku?- Zapytał pieszczącym ucho barytonem , a ja tylko jeszcze głębiej zapadłam się w siebie, czułam jakbym zaraz miała eksplodować od nadmiaru emocji jednocześnie.

-Tak, wszystko gra, zakręciło mi się w głowie, ale już jest dobrze. – Odpowiedziałam bez zająknięcia a nawet , udało mi się posłać mu krzepiący uśmiech. Byłam z siebie dumna. Nabrałam powietrza jeszcze raz , żeby udowodnić , ze już wszystko w porządku, podczas gdy serce łomotało mi jak głupie.

-Powiedz od razu jakbyś się znowu gorzej poczuła, studiowałem medycynę , może będę umiał pomóc.- Mówiąc to jego oczy były utkwione w moich, bacznie mnie obserwował, czułam się jakbym była częścią wystawy muzealnej. Przytaknęłam mu.

-Jestem Will, a ty?- Chociaż jego usta się leciutko się uśmiechały, oczy wciąż zimne i nieprzeniknione pozostawały utkwione w skupieniu we mnie. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo na jego szyi uwiesiła się rozpromieniona Emma. Wyglądała oszałamiająco seksownie, nie kłamała o głębokości dekoltu. Dała chłopakowi buziaka w policzek.

-Midnight. Wyobrażasz sobie , nazywać się jak pora dnia? Dobrze , ze nie nazwali jej wpół do piątej, albo za piętnaście druga. – Zaśmiała się przyjaciółka, sprzedałam jej potężną sójkę w bok.

Syknęła z bólu i zachichotała.

-No co? – Zapytała bezgłośnie. Pogroziłam jej palcem udając obrażoną.

-Midnay.- Przedstawiłam się wyciągając do niego rękę. Uścisnął ją i przytrzymał trochę za długo potem odwrócił się od nas i odszedł bez słowa. Wpatrywałyśmy się obie w jego plecy dopóki nie zniknął na tarasie.

-Jak z jakiejś sekty.- Szepnęłam przyjaciółki. Rąbnęła mnie w odpowiedzi otwartą ręką w tył głowy.

- Ała!- zachichotałam.

-Wszystko przez Ciebie , nawet trochę się uśmiechał zanim nie przylazłaś.-Odparła. Spojrzałyśmy na siebie i wybuchłyśmy śmiechem.

*

Impreza była bardzo udana, Emma zadbała o wszystko. A William ciągle stał za nią, obejmował ją , uśmiechał się do jej znajomych i był uroczo sympatyczny, a ja nie mogłam spuścić z nich wzroku. Stanęłam przy stole z przekąskami i nalałam sobie drinka podrygując do muzyki.

-Hej.- Usłyszałam za plecami. Odwróciłam się do uśmiechniętego od ucha do ucha Dereka. Wyglądał jakby wypił o jeden kieliszek za dużo. Zdradzały go czerwone policzki i zamglone oczy. Nawet podpity wyglądał rozkosznie.

-Hej. – Odpowiedziałam mu tym samym uśmiechem. Oparłam rękę na biodrze.- Czego szukasz przystojniaku?

Zaśmiał się.

-Ciebie ślicznotko, cały wieczór. Jak się bawisz?

-Wszystko fajnie, tylko muszę się bardziej wstawić.- Zamachałam ostentacyjnie drinkiem , który trzymałam w ręku. – A ty?

Zadając to pytanie , mój wzrok przykuł pocałunek Emmy i Williama, który odbywał się za jego plecami.

-Fajnie, ja już jestem wstawiony.- Zachichotał.- Wiesz ja naprawdę muszę z tobą pogadać, o nas.

-Mhm…- Ledwo słyszałam co do mnie mówił, myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Gdy Derek prowadził swój monolog, ja bezczelnie wpatrywałam się w zakochaną parę. William odwrócił się w moją stronę , jakby wiedział , że patrzę. Spojrzał mi prosto w oczy i uśmiechnął się kpiąco. Spaliłam się ze wstydu.

-Słuchasz mnie?- Derek przysłonił mi widok. Udało mi się otrząsnąć. Wypiłam drinka jednym haustem i rzuciłam się chłopakowi na szyję, przyciskając swoje usta do jego. Zamurowało go, ale po chwili zamknął oczy i objął mnie w pasie, przyciskając mocniej do swojego ciała.

-Gdybym umiał , to bym zaniemówił.- Wydukał. Uśmiechnęłam się niemrawo , zaglądając za jego ramię, ale chłopaka o granatowym oczach już tam nie było.

– Czyli odpowiedź brzmi tak?-Zapytał jeszcze.

Skinęłam głową nie mając pojęcia na co się właśnie zgodziłam.

-Jasne, tylko, przepraszam na sekundę, muszę do toalety. - Właściwie to muszę ochłonąć, co ja wyrabiam.

-Oczywiście, nie krępuj się.- Chłopak był naprawdę uszczęśliwiony.

Szybko uciekłam z salonu, przecisnęłam się pomiędzy stadem upitych nastolatków i wpadłam do pokoju Emmy. Rzuciłam się na łóżko i jęknęłam w poduszkę. Czemu ten chłopak powoduje u mnie takie emocje, co obiecałam Derekowi i czy Emma mnie zabije gdy dowie się już , że zauroczyłam się w jej nowym chłopaku? Czemu on ? Czemu nie ktokolwiek inny? Mogłam mieć każdego, oprócz niego ii akurat on, po 19 latach posuchy, doprowadzał mnie do palpitacji serca. Zachciało mi się motyli w brzuchu. Znów jęknęłam w poduszkę.

-Dusisz się?- Usłyszałam delikatny, ale zarazem męski głos, tuż nad swoim uchem. Z piskiem podskoczyłam na łóżku i ciężko dysząc znieruchomiałam wpatrzona w rozbawione ,skośne oczy.- Mogę przeprowadzić resuscytację jeśli chcesz.

Przysiadł się na krawędzi mojego posłania.

-Co ty tu robisz? – Wyjąkałam. Miałam wrażenie , że chłopak przeszywa mi dusze na wskroś.

-Poszedłem za tobą, właśnie miałem poprosić cię do tańca kiedy uciekłaś z parkietu jak poparzona.- Przechylił głowę i przyglądał mi się uważnie, jakby z udawaną troską. Przełknęłam ślinę i wyprostowałam się.

-Zakręciło mi się w głowię.

-Często miewasz takie problemy prawda? Mówiłem ci przecież, jak źle się poczujesz to daj mi znać.- Przybliżył się do mnie. Przełknęłam ślinę, bałam się go a jednocześnie czułam się zafascynowana tym człowiekiem.

-Myślę , że głośna muzyka i alkohol spowodowały dzisiejsze anomalie. Generalnie, nie choruję.

-Ach tak? – Uśmiechnął się prowokacyjnie pochylając się do mnie , prawię stykaliśmy się nosami. Nie miałam już miejsca , żeby się wycofać.

– Mogę Cię powąchać?

Zaskoczył mnie.

-S… Słucham?- Wykrztusiłam.

-Powąchać, takie to dziwne?

-Dość niespotykane. – Posłałam mu zażenowane spojrzenie, pierwszy szok minął, musiałam wziąć się w garść. Uniósł jedną brew, miałam nieodparte wrażenie , ze drażnienie mnie sprawia mu niemałą radość.

-Proszę?- Zapytał jakby wiedząc , że się zgodzę. Wyciągnęłam do niego rękę, powstrzymując ją od drżenia. Złapał ją mocno, miał bardzo zimne dłonie, i przyciągnął mnie do siebie. Serce biło mi jak oszalałe, gdy przysunął nos do mojego zgięcia w łokciu. Po chwili odchylił głowę z wyrazem rozkoszy na twarzy, który szybko zamaskował.

-Używasz jakichś perfum z domieszką lawendy? – Moja dłoń wciąż tkwiła w jego uścisku.

-Nie wiem, może, moje perfumy są po prostu kwiatowe.- Odparłam delikatnie próbując oswobodzić rękę, nic z tego.

-Nie używaj ich, masz piękny, naturalny zapach dzikiego miodu, one tylko go zakłócają.

-Aha… - Bąknęłam nieprzekonana i coraz bardziej przestraszona jego zachowaniem.

-Możesz ich jutro, dla mnie, nie używać?- Wyszeptał mi do ucha.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Agnieszka Gu 04.03.2018
    Witam,
    Na początek proponuję ogarnąć ten tekst pod względem technicznym. Mówię o spacjach oraz zapisie dialogów. Przykład:

    Jest:
    "-Hej.- Usłyszałam grzebiąc w szafce z zeszytami. Wychyliłam się delikatnie za drzwiczki i spojrzałam na brązowo-włosego chłopaka o uśmiechniętych zielonych oczach. – Długo nad tym myślałem i , jestem prawie pewien, że ty i ja , że coś tu iskrzy."

    Powinno być:
    "— Hej. — Usłyszałam grzebiąc w szafce z zeszytami. Wychyliłam się delikatnie za drzwiczki i spojrzałam na brązowowłosego chłopaka o uśmiechniętych zielonych oczach.
    — Długo nad tym myślałem i jestem prawie pewien, że ty i ja, że coś tu iskrzy."

    Więcej na temat dialogów znajdziesz tutaj:
    http://www.opowi.pl/art/jak-pisac-dialogi/

    Bez tych korekt, na początek, czytanie tego tekstu to męka.
    Pozdrawiam
  • Kuremomo 04.03.2018
    Witaj,
    Dziękuje za podpowiedź , robię coś takiego pierwszy raz więc naprawdę każda sugestia jest pomocna.
    Postaram się poprawić.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania