Perła - Łza Bogini [fragment 4]
Rozpoczęło się wielkie szorowanie którego Aria nie była uczestnikiem [ nawet przez momęt nie miała w rękach myjki ani mydła]
tylko przedmiotem do wyszorowania. Boże; przecież nie pracowałam w oborze, złościła się kiedy po raz drugi szorowały jej głowę a piana skapywała jej do oczu.Ciężko było nic nie mówić, nie muc zaprotestować, wrzasnąć żeby przestały. Kiedy nareszcie zostawiły jej głowę w spokoju postanowiła skupić się na tym co mówiła Elisabet i wyciągnąć z jej monologu
jak najwięcej mogących się przydać informacji o tym dziwnym świecie. J tak z paplaniny wyłonił się obraz krainy o nazwie Ell, o klejnotach: naci uprzywilejowanej, będącej u szczytu drabiny
społecznej. O przystojnym młodym brylantowym Królu [ wciąż stanu wolnego ]. Poddanym, zwanym też Cyrkonami Elisabet nie poświęciła zbyt wiele uwagi w swoim opowiadaniu.
Od zawsze byli po to by służyć i bronić. Byli kupcami, rolnikami, służącymi i żołnierzami. Mieli jednego Boga a w zasadzie Boginie o dwóch twarzach. Łagodnej i troskliwej
oraz drugiej, okrutnej i mściwej. Jutro miała zobaczyć jej posąg w zamkowej kapliczce. Dziękuję Ci moja droga gaduło, pomyślała kiedy kąpiel dobiegła końca i osuszoną
ubierano ją w długą białą koszulę, dziewiczo prostą i mięciuteńką. Teraz już tylko należało wymyślić jakąś tragiczną historię jak znalazła się na plaży, i morzę spokojnie
odzyskiwać głos. Jako pisarka nie powinna mieć z tym wiele problemu. Do sypialni ktoś przed chwilą dostarczył posiłek, nadal unosiła się z nad niego smużka pary.
Zapach był tak cudowny że żołądek Arii fikną koziołka w uznaniu dla kunsztu szefa kuchni. Starała się sobie przypomnieć kiedy ostatnio jadła coś porządnego. Donośne
burczenie w brzuchu świadczyło że dawno, zdecydowanie zbyt dawno. Maniery panienko, maniery, usłyszała w głowie często powtarzane w dzieciństwie słowa matki.
Odetchnęła głęboko pokonując chęć żucenia się na posiłek. Wydawało jej się że moszczenie w pościeli trwało wieki, ale wreszcie miała przed sobą tacę z jedzeniem.
Pochłonęła cudownie gęstą zupę krem, jakiegoś pieczonego ptaszka, przypuszczalnie gołębia i kilka małych obsypanych sezamem bułeczek. Przez ten cały czas
Elisabet krążyła w okół niej jak nadopiekuńcza matka. Nie za uwarzyła wcześniej że za oknem zapadł już zmrok a pokój oświetlały dwie lampy, na oko naftowe.
Ziewnęła przeciągle. nie można powiedzieć dzień był pełen wrażeń a teraz po obfitym posiłku i kąpieli oczy same się zamykały. Służące przygasiły lampy, zabrały naczynia i w raz ze swoją
panią udały się do wyjścia; życząc jej jeszcze spokojnej nocy. Nim wpadła w objęcia Morfeusza w głowie Arii powstawała zgrabna historyjka.
Mętne oczy z uwagą przyglądały się śpiącej kobiecie. Zdumienie i rozczarowanie walczyły o pierwszeństwo wśród jego uczuć. Była zbyt drobna, za bardzo krucha.
Zwinięta pod przykryciem jak szarak w norce.Nie będzie trudno nią pokierować, ale czy sprosta zadaniu? Cz ustawiając ją na szachownicy nie popełni błędu?
Dłoń przesunęła się ponad ciałem śpiącej. Czuł jej życiową energie. Może jednak wytrzyma, czas pokarze.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania