Perypetie Gustawa-Konrada czyli karykatura III części Dziadów
AKT I SCENA II
Bohaterowie:
Gustaw, Maryla.
(Po godzinnych poszukiwaniach swojej ukochanej Maryli...)
(...Na cmentarzu.)
GUSTAW:
(Obserwuje Marylę zza nagrobka jakiegoś Aleksandra. Patrzy, jak Maryla składa kwiaty na grobie zmarłej przed rokiem matki. Piękna twarz Maryli przysłonięta welonem smutku wbija w serce Gustawa zatruty sztylet. Nie mogąc wytrzymać tego bólu wyłania się niczym duch i podchodzi do Maryli. Układa dłoń na jej drżącym ramieniu.)
Marylo.
MARYLA:
(Drga wystraszona. Szybko odwraca się i staje oko w oko ze swoim tajemniczym adoratorem, który właśnie się przed nią zdemaskował. Uśmiecha się delikatnie. Po smutku nie ma śladu. Dyga niczym prawdziwa dama z dobrego domu.)
Proszę o wybaczenie za moją nieuprzejmość, jednakże nieznane mi pańskie imię, pomimo że pan moje wymówił z taką czułością w głosie. Proszę by się pan nie krępował i wypowiedział zalegające pańską głowę myśli.
GUSTAW:
(Bierze głęboki oddech.)
Marylo, odebrałem twój list.
MARYLA:
(Zaskoczona.)
List?
GUSTAW:
(Coraz bardziej podekscytowany. Chwyta jej dłonie w swoje.)
Twój list miłosny przyleciał na skrzydłach miłości prosto do mojego serca. Przyszedłem osobiście, aby na niego odpowiedzieć. Wypowiedzieć nasze myśli, nasze uczucia.
MARYLA:
(Próbuje wyrwać swoje dłonie, jednak bez skutku. Uścisk Gustawa jest przepełniony zbyt wielką miłością.)
''Nasze myśli"? "Nasze uczucia"? Obawiam się, że nie wiem o czym pan mówi. Gdyby mógł pan...
GUSTAW:
(Przybliża do niej twarz. Zagląda w przestraszone oczy.)
Nie musisz udawać, mój Wschodzie Słońca. Doskonale cię rozumiem bez słów. Słyszałem pieśń graną przez twą duszę. Miłosną balladę zadedykowaną specjalnie dla mnie. Nie wstydź się, moja miła. Twa ballada dotarła do mnie.
MARYLA:
(Panikuje.)
Ja naprawdę nie wiem o czym pan...
GUSTAW:
(Radośnie.)
Ja również cię kocham. Od momentu, gdy spojrzałem na ciebie w kościele. Gdy zatrzymałem na tobie swój błądzący po ścianach wzrok, od razu wiedziałem, iż jesteś tą jedną jedyną. Miłość, którą we mnie obudziłaś zdarza się tylko raz w życiu. I wiem, że ty również czujesz to samo. Pragniesz mnie równie mocno.
MARYLA:
(Bezskutecznie próbuje coś powiedzieć. Z coraz większą siłą zaczyna szarpać swoimi dłońmi, próbując wyrwać je z miłosnego uścisku. Panikuje lekko.)
GUSTAW:
(W stanie ekstazy, nie dostrzega zmagań oraz widocznej niechęci Maryli.)
Rozmawiałem już z rodzicami. Powiedziałem im, iż nie mogą stanąć na drodze naszej miłości. Nie byli z tego powodu zadowoleni, jednak jestem pewny, że gdy zobaczą wiążące nas uczucie na własne oczy, zmienią zdanie. A jeśli nawet wtedy staną nam drodze uciekniemy jak najdalej stąd, zmienimy imiona i...
MARYLA:
(Wściekła do granic możliwości. W końcu udaje jej się uwolnić dłonie. Poprawia suknię i prostuje się dumnie. Oczy płoną niepohamowanym gniewem.)
Jakich grzybów się najadłeś zanim tu przyszedłeś?! Nie wiem o czym do mnie bełkoczesz ani co sobie ubzdurałeś, ale masz natychmiast przestać! Ballada miłości?! List prosto z serca?! Miesza ci się w głowie od zbyt dużej ilości przeczytanych wierszy!
GUSTAW:
(Zszokowany.)
M-marylo.
MARYLA:
Nie wasz się wymawiać mojego imienia! Dla ciebie jestem panienką! Przestań się tak spoufalać i daj mi spokój.
GUSTAW:
(Otrząsa się. Próbuje chwycić Marylę ponownie.)
Marylo, wiem, iż jest to nagłe i dość szokujące, jednak musisz dopuścić do głosu swoje uczucia. Jesteśmy sobie pisani.
MARYLA:
(Unika Gustawa, niczym czarnej ospy.)
I niby kto nas sobie zapisał?! Po raz ostatni - odejdź. Nie kocham cię. Moim życzeniem nie jest ucieczka ani zmiana imienia. Za dwa dni biorę ślub! A teraz, jeśli mi wybaczysz...
(Odchodzi.)
(Gustaw stoi w tym samym miejscu niczym wrośnięty w ziemię. Słyszy odbijające się od nagrobków słowo gorsze niż jakakolwiek klątwa. ,,Ślub, ślub, ślub, ślub".)
MYŚLI GUSTAWA:
"Ślub. Nie ze mną. Z kimś innym. Za dwa dni. Ślub. Przed ołtarzem. Ślub. Przed Bogiem. Ślub. Dopóki śmierć ich nie rozłączy. Ślub. W zdrowiu i chorobie. Ślub. Ślub. Ślub. Ślub."
GUSTAW:
(Płacze. Patrzy przed siebie, nie mogąc zrozumieć tej jakże okrutnej, aczkolwiek prawdziwej rzeczywistości.)
Ale... Co z naszym ślubem? Co z naszymi dziećmi? Co z naszą miłością? Marylo!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania