Perypetie Gustawa-Konrada, czyli karykatura głównego bohatera III części Dziadów
AKT I SCENA IV
BOHATEROWIE:
GUSTAW, PAN ĆWIREK.
(Pokój Gustawa na drugim piętrze. Gustaw chodzi niespokojnie po pokoju. Marszczy czoło pod nawałem pędzących w głowie myśli. Pan Ćwirek siedzi na biurku, obserwując Gustawa.)
GUSTAW:
(Sfrustrowany łapie się za głowę, niemal wyrywając sobie włosy.)
Gaaaahhhh! Nie wiem! Nie mogę nic wymyślić! Mam całkowitą pustkę w głowie! W jaki sposób mam zostać bohaterem?! W jaki sposób mogę przejść do historii?!
(Spogląda w górę na ciemny sufit. Wzdycha głęboko. Siada na łóżko zrezygnowany.)
W tym momencie jestem tylko zwykłym Gustawem. Głupcem ze złamanym sercem. Romantykiem wyśmiewanym przez społeczeństwo. Porażką, zawodzącą rodziców na każdym kroku. Niuansem, którego każdy najchętniej by się pozbył.
(Zaciska dłoń w pięść. Patrzy na nią.)
Jestem trującym bluszczem. Gustaw jest chwastem w ogrodzie róż. Chwasty należy wyrywać zanim rozmnożą się na cały ogród. Zanim pochłoną różę.
(Z maniakalnym wyrazem twarzy i obłędem w oczach.)
Gustaw musi zginąć.
PAN ĆWIREK:
(Sprzeciwia się gwałtownie.)
ĆWIR.ĆWIR.ĆWIR.ĆWIR.ĆWIR.ĆWIR.ĆWIR.ĆWIR.
GUSTAW:
(Unosi dłoń, aby powstrzymać ćwierkanie. Jest całkowicie spokojny.)
Nie mam w planach odbierania sobie życia. Mam zbyt wiele do zrobienia, zbyt wiele do naprawienia i zbyt wiele do uratowania, aby odbierać sobie życie. Jednakże...
(Wstaje, spłata dłonie za plecami i powoli podchodzi do okna.)
...Gustaw musi zginąć. Muszę wyrwać ten chwast. Szybko, bezboleśnie i na zawsze. Muszę to zrobić własnoręcznie. Inaczej nie będę godny swej nowej roli.
(Dramatycznie niskim głosem.)
Pora zabić Gustawa.
PAN ĆWIREK:
(Zmartwiony.)
Ćwiiiiiir...
(Gustaw podchodzi do zakrytego zapisanym papierem biurka. Otwiera kałamarz. Moczy w tuszu najpierw palec wskazujący, a później środkowy. Z trudem je wyciąga z małej buteleczki. Rozlewa czarny tusz na biurko i podłogę. Powolnym krokiem podchodzi do obitej kwiatową tapetą ściany. Unosi dłoń, po czym umazanymi w czarnym tuszu palcami pisze na ścianie:)
Umarł Gustaw. Narodził się Konrad.
(Robi kilka kroków w tył. Z podziwem patrzy na swoje dzieło. Na dokonane za pomocą słów morderstwo oraz wskrzeszenie.)
Od tego momentu nie jestem już tym dawnym, naiwnym, zakochanym bez pamięci w obcej kobiecie romantykiem. Od tej chwili począwszy staje się prawdziwym Mesjaszem, gotowym dźwigać wszystkie krzyże ludzkości. Zamieniam się w opokę dla potrzebujących. W tej oto chwili wchodzę na wyższy poziom. Nie jestem już zwykłym człowiekiem. Jestem kimś więcej. Bytem nieznanym dotąd ludzkości.
PAN ĆWIREK:
(Siedzi na oparciu krzesła. Krytycznie.)
Ćwir.
KONRAD:
(Odrobinę urażony.)
Wiem, że krew byłaby lepsza, ale po tym, jak ojciec zbił mnie nasielnikiem za złożenie najlepszej świni sąsiada w ofierze wciąż mam blizny. Nie chce kolejnej.
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania