Perypetie Gustawa-Konrada, czyli karykatura głównego bohatera III części Dziadów

AKT I SCENA V

 

BOHATEROWIE:

KONRAD, MATKA, OJCIEC, PAN ĆWIREK

 

(Śniadanie w jadalni. Spokojny poranek.)

 

KONRAD:

 

(Dostojnie siada przy stole. Rodzice zajęci jedzeniem zupy nie zwracają na niego uwagi. Pan Ćwirek nurkuje w talerzu Konrada.)

 

Ojcze, Matko, mam wam coś ważnego do powiedzenia.

 

MATKA:

 

(Bez cienia współczucia.)

 

Zostałeś odrzucony przez swoją ukochaną. Wiemy. Całe miasto już wie, że jakiś wariat wyznawał miłość na cmentarzu córce Działoszów dwa dni przed jej ślubem.

 

(Ukrywa twarz w dłoniach.)

 

Taki wstyd. Za co Bóg pokarał mnie takim synem?

 

KONRAD:

 

(Wciąż tym samym wyniosłym głosem, w jego przekonaniu, doskonałym dla przyszłego bohatera narodu.?

 

Bardzo mi przykro z powodu wstydu, jaki przysporzył ci Gustaw, matko. Jednakże tamtego człowieka już nie ma. Wyrwałem ten paskudny chwast zanim zdążył się rozprzestrzenić.

 

(Matka patrzy na syna, jakby postradał rozum.)

 

OJCIEC:

 

(Nie przerywając jedzenia.)

 

Przecież nadal tu jesteś.

 

KONRAD:

 

(Spogląda na ojca.)

 

Mylisz się, ojcze. Gustaw odszedł. Zabiłem go wczoraj wieczorem w moim pokoju.

 

OJCIEC:

 

(Unosząc wzrok znad talerza. Patrząc w zmienione dumą oczy swego problematycznego syna.)

 

A przede mną kto siedzi? Święty Piotr czy może sam Pan Bóg?

 

MATKA:

 

(Uderzając otwartą dłonią w stół.)

 

Nie bluźnij!

 

OJCIEC:

 

(Swoim flegmatycznym głosem, do żony.)

 

Wybacz.

 

(Do syna.)

 

No więc? Z kim mam przyjemność?

 

KONRAD:

 

(Wstaje od stołu i przyjmuje, w jego mniemaniu, wyniosłą pozę godną samych aniołów. Przesadnie donośnym głosem.)

 

Jam jest Konrad! Twór boży zrodzony z prochów żałosnego romantyka! Światło w ciemności, które oświetli drogę zagubionym! Wiedzą, która oświeci głupich! Nogami, które poniosą sparaliżowanych! Oczami, które zobaczą świat za ślepców! Uszami, które usłyszą w miejsce głuchych! Jestem bohaterem zrodzonym z popiołów! Jam jest Milijon, bo za miliony oddam swą duszę! Za miliony cierpię! Z milionów grzech zmyje!

 

MATKA:

 

(Nagle bardzo zmęczona.)

 

Znowu byłeś w lesie? Mówiłam ci, że grzyby rosnące na drzewach nie są jadalne.

 

KONRAD:

 

(Tonem jakim dorośli mówią do dzieci.)

 

Twe zmartwienia są całkowicie niepotrzebne, matko. Nie jestem synem, który spędzał sen z twych powiek. Jestem Mesjaszem, który zbawi nasz naród. Albowiem tylko ja jestem do tego zdolny.

 

OJCIEC:

 

(Zmęczony kłótnią o tak wczesnej porze, akceptuje nową rzeczywistość.)

 

To jak od teraz mamy się do ciebie zwracać? Konrad, Milijon czy Mesjasz? Pogubiłem się w tych nowych osobowościach?

 

KONRAD:

 

Konrad to moje imię, Milijon to mój pseudonim artystyczny, a Mesjasz to moja rola.

 

OJCIEC:

 

(Lekko zirytowany.)

 

Chyba nigdy nie dostałeś porządnego lania. Gdybym złoił ci skórę, nie miałbyś teraz takich głupich pomysłów.

 

KONRAD:

 

(Nieporuszony zawoalowaną groźbą.)

 

Łoiłeś mi skórę w każdą niedzielę przed kościołem, ojcze. Robiłeś to w celu wybicia ze mnie grzechu oraz głupich pomysłów.

 

OJCIEC:

 

(Na powrót spokojny.)

 

Chyba wybijałem za mocno.

 

KONRAD:

 

(Zaintrygowany przyznającym się do błędu ojcem.)

 

Skąd ten wniosek, ojcze?

 

OJCIEC:

 

Z jednej strony wybijałem, a z drugiej wbijałem na nowo.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • droga_we_mgle godzinę temu
    Zaśmiałam się dwa razy podczas czytania :)

    Niestety, czytałam to...
    Znaczy może i stety, że się z tym dziełem zaznajomiłam, lecz kto odda mi za moje cierpienia podczas czytania Wielkiej Improwizacji?

    Przynajmniej dzięki temu powstała ta parodia :))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania