Perypetie Gustawa-Konrada, czyli karykatura głównego bohatera III części Dziadów

AKT II SCENA II

 

Bohaterowie:

Gustaw, Pan Ćwirek, Anioł 1, Anioł 2, Anioł Stróż.

 

(Strumień w pobliżu lasu. Konrad siedzi na dużym kamieniu z głową w dłoniach, załamany brakiem pomysłów. Pan Ćwirek wesoło skacze w krótkiej trawie.)

 

Konrad

 

(Wzdychając )

 

Cóż mam uczynić, Panie Ćwirku? Świat nie rozumie jakim bagnem się stał. Nie słuchają proroka, nie chcą spojrzeć na siebie krytycznym okiem prawdy.

 

(Wzdycha ponownie, upadając w trawę. Kładzie się na ziemi. Rozkłada ręce i patrzy w niebo, śledząc płynące chmury.)

 

Ogień. Ogień by do nich przemówił, obudził pierwotny strach, o którym zapomnieli. Ale nie mogę nic podpalić, bo wtedy ojciec podpali mnie.

 

(Wzdycha długo, dramatycznie.)

 

Nikt nie powiedział że rola Milijona będzie łatwa, ale ty ją mi narzuciłeś!

 

(Podrywa się nagle, krzycząc do niebios.)

 

Tyś nadał mi tę rolę i tyś uczynił mię Mesjaszem! Tyś uczynił mię Wybrańcem! I po co! Tylko żeby milczeć teraz, gdy natknąłem się na ścianę! To powinna być Twoja nisza! Twój obowiązek, którym żeś mię obarczył! Jak śmiesz milczeć teraz! Jak śmiesz patrzeć w dół na niedolę mą i nie uraczyć mię nawet jednym pomocnikiem na me rozkazy!

 

(Chodzi w kółko wrzeszcząc na błękitne niebo. Tymczasem w niebiosach.)

 

Anioł 1:

(Patrząc w dół.)

 

Ten chłopak, Gustaw, krzyczy na chmury. Wydaje mi się, że wyklina Boga Ojca z jakiegoś powodu.

 

Anioł 2:

(Staje obok Anioła 1 i obserwuje Konrada razem z nim. Ich oczy ruszają się, śledząc jego marsz w jedną i drugą stronę.)

 

Pocieszny chłopak, ale irytują mnie jego krzyki.

 

(Patrzą na Anioła Stróża Konrada.)

 

Anioł Stróż:

 

(Niewidoczny siedzi oparty o drzewo, ze źdźbłem trawy w zębach, z rękami za głową i zamkniętymi oczami, nucąc. Otwiera oczy i patrzy w górę na dwóch Aniołów w niebiosach.)

 

Co?

 

Anioł 2:

 

(Przesadnie autorytatywnym tonem.)

 

Twój chłopak zapomina swojego miejsca w szeregu

 

Anioł Stróż:

 

(W końcu patrzy na Konrada i z ciężkim westchnieniem wstaje. Podchodzi do Konrada i, otwartą dłonią, uderza Konrada w potylicę, powalając go na ziemię bez przytomności.)

 

Po kłopocie.

 

(Usatysfakcjonowany siada pod drzewem i zamyka oczy.)

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania