pastisz A.A. Milne’a – „W deszczu – o deszczu i tęczy”
[pastisz A.A. Milne’a – „Przygody Kubusia Puchatka”, które uwielbiam całym serduchem]
[ostatnia redakcja: 10.06.21]
– Kłapouszku? – zapytał Kubuś pociesznie, dotykając łapką grzbietu przyjaciela. Przyjaciel ten jednak tylko spojrzał na niedźwiadka, wykrzywiając twarz. Musiał naprawdę rzadko się uśmiechać, nawet Puchatek przyznał sobie w duchu, że to do osiołka niepasujące co najmniej jak niebrykanie do Tygryska.
– Dzisiaj znowu pada deszcz…
– To może zostaniemy w domu i pobawimy się razem?
– Dobrze. W sumie nie mam nic do stracenia, chyba że… Oj.
W tym samym momencie Kubuś, nadal głaskając osiołka, zahaczył o jego…
– Przepraszam – wyszeptał, spuszczając wzrok na ogon, który ściskał właśnie w łapce. Westchnął głęboko, aż lekko podniósł się cały i od razu opadł, jakby nieco niżej. Przygarbił się odrobinę.
– A więc tylko mi się wydawało.
– Co ci się wydawało, Kłapouszku?
– Jednak miałem coś do stracenia. Zapomniałem, że zawsze jest coś do stracenia – mruknął i również westchnął.
Dookoła panowała atmosfera z gatunku raczej tych nieprzyjaznych. Kubuś spoglądał na towarzysza i coś zakłuło go jakby gdzieś w piersi. Spojrzał na swoje łapki, nie bardzo wiedząc, co z nimi zrobić. Były takie ciężkie. On… on był ciężki, i to na pewno nie za sprawą miodku.
Nie tym razem, Kubusiu. Nie tym razem.
Naraz ścisnął ogonek w łapce i zacisnął pyszczek. Kiwnął głową bardziej sam do siebie niż do Kłapouchego. Ten rył właśnie kopytem w trawie, aż… Oj znów!
– Nie martw się, już naprawiłem – usłyszał.
Znów wykrzywił mordkę, ukazując tym razem jednak grymas bardziej przypominający uśmiech niż żal.
– Pamiętaj, Puchatku. Nie zapominaj, że chociaż odzyskanie ogona sprawi ci ogromną radość, natychmiast zostaniesz na nowo przybity. Do tego ogona właśnie.
– Wydaje mi się, Kłapouszku, że troszkę przesadzasz. – W tym momencie, ale tylko przez chwilkę, Kubuś pomyślał, że chyba wolałby być teraz z Tygryskiem, który nigdy nie smęcił i pewnie nawet sobie wesoło brykał gdzieś z Maleństwem, przy czym natychmiast odrzucił tę myśl, gdyż wydawała mu się być tak zwyczajnie niegrzeczna. – To może pobawimy się w opowiadanie?
– Dobrze. Ale nie będzie ono o deszczu? – upewnił się osiołek, siadając wygodnie na podłodze. Lepiej mu było, czując swój własny ogon tam, gdzie powinien być.
Kubuś stał obok i rozstrzygał w tym czasie, czy może lepiej kulturalnie potowarzyszyć towarzyszowi na ziemi, czy raczej wybrać wygodniejsze wyjście – na fotelu. Dyskutował ze sobą, w duchu, skupiony. Wpierw sprawdził stan pazurków, następnie podrapał się jeszcze po głowie, drugą łapką ją przytrzymując. Zmrużył przy tym oko… tak. Właściwie chyba grzeczniej byłoby usiąść na ziemi. Więc przysiadł się.
Nawet nie usłyszał pytania, które po chwili przemieniło się w monolog – kto by przypuszczał – o deszczu, a potem o posępności i ciszy. I taką samą ciszą monolog ten zaskutkował.
Obaj patrzyli w okno.
– O czym myślisz? – zapytał w końcu Kłapouchy.
– O… o opowiadaniu. Może opowiesz mi coś radosnego?
– Chyba już wystarczająco się namówiłem. Spójrz, tam dalej widać tęczę. Ona gdzieś się kończy, prawda?
– Tak, Kłapouszku! A na jej końcu… – Kubuś aż podniósł się i prędko podszedł do okna, wskazując łapką widok w oddali.
– Ech, zawsze musi być jakiś koniec.
Komentarze (14)
Jak jest Kłapouchy, to już mi się podoba, ale wcale nie podoba mi się, że nie ma Prosiaczka, łeee. Zakończyłaś tęczowym akcentem, a to właśnie mógłby być barwny temat. Jak wiadomo, ta symbolika od jakiegoś czasu budzi wesołe, ambiwalentne reakcje. :)
Napisałaś "głaskając" zamiast - głaszcząc. Niby bez różnicy, ale jednak.
Nabisałabyś; klaskając czy klaszcząc? Pzdr.
Imiesłów przysłówkowy współczesny od słowa „głaskać” to „głaskając” (niedokonany), a „głasnąć” – „głaszcząc” (dokonany).
Dobry Jeżu Anaszpanie, ale bzdurę wymyśliłam. Tryb nie ma nic do rzeczy, ale obie wersje są po prostu poprawne. Kajam się.
Głaskając i głaszcząc, klaskając i klaszcząc, mlaskając i malszcząc, a także gwizdając i gwiżdżąc. Aż dziw, nie?
Ok, bo widzisz... stałaś się tutaj tj. autorytetem "słownikowym" i tym samym, to co piszesz, można traktować, jako zasadnie poprawny przykład. Chodziło głównie o to, że "głaskając" jest dla mnie mniej akceptowanym, niż - głaszcząc. ;)
Ale ja też sama też popełniam gafy i szkole się sama przy sobie, i z wami :) żaden ze mnie autorytet. Stawiaj zawsze na PWN. To skarbnica wiedzy językowej.
http://sjp.pwn.pl/slowniki/głaskam.html
Sama nikomu innemu praktycznie nie ufam :)
Wróciłem do czasów bardzo wczesnodziecięcych. Może znowu będę miał sposobność czytania... nie sobie? ;) 5.
PS. Przy okazji: ciekawe są zastosowania słowa "bryknąć". Osobiście rozróżniam rozszerzająco lub zawężająco, w zależności od kontekstu:
- "bryknąć" - odskoczyć w tył, w bok; uciec
- "bryknąć" - uderzyć nogą w kogoś/coś, ale tylko przez zwierzę kopytne.
A o czytaniu bryków to kto ma pamiętać? Ja? Bryknąć, albo bryczeć -czyli własnie korzystać z bryka. ;)
Karawanie, jak to, kto? Ty. Pewnie jesteś młodszy. Ja, niestety albo stety, musiałem przebijać się przez całe książki; wtedy jeszcze bryki nie były dostępne :)
Zdzisław B.
W starych parodiach o Puchatku, kiedy Tygrysek kogoś „bryknął”... to dopiero była heca :D
Skoiastel Nie znam, więc trudno odpowiedzieć. Ale musiało boleć ;)
Zdzisław B. Bryki - jak kapłani i politycy (w odróżnieniu od bogów) są nieprzemijający. To taka nieuleczalna choroba ludzkości.
Ehh... Cofnąłem się o jakieś ... lat XD. 5.
Kubuś puchatek, odrobinę dekadencki ;) Podoba mi się, To uczucie melancholii, te proste problemy które wcale nie są tak proste. Przede wszystkim jednak dobranie narracji, długie kapiące zdania, jak deszcz za oknem.
Niby bajka, a atmosfera przygnębiająca. Zrobiłaś to naprawdę dobrze. Czuć ten pesymizm Kłapouchego i zakłopotanie Puchatka. Smutna, szara opowieść mająca swój urok. 5
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania