Stacja

Siedzę na peronie dworca kolejowego już siódmy rok. Kiedy ten pociąg w końcu przyjedzie? Wieczne opóźnienia! Co to za kraj! Dwadzieścia lat pracy na kolei. Jak ja tam pracowałem, to nigdy nie dochodziło do takich sytuacji. I po co mi było podreperowywać poszarpany wizerunek polskich kolei?

​A sam dworzec? On też nie wygląda najlepiej. Dach nad peronem zaraz się zawali, a ściany budynku są obdrapane. Przydałoby się, żeby ktoś je pomalował.

​Nagle przez peron przejechał pociąg widmo. Był pusty. W oknach wagonów nikogo nie było. Myślałem, że pojedzie dalej, ale on się zatrzymał. Nie wiedziałem, co robić: brać nogi za pas czy czekać, aż sytuacja stanie się bardziej klarowna?

​Przez kolejne cztery minuty pociąg stał nieruchomo. Nie otworzyły się drzwi. Nie pojawił się żaden kolejarz. Nawet światła w przedziałach nie mrugnęły.

​W końcu usłyszałem metaliczny trzask. Drzwi pierwszego wagonu rozsunęły się powoli. Wysiadł z niego mężczyzna w granatowym mundurze. Miał czapkę z daszkiem, skórzaną teczkę i zegarek na łańcuszku.

​— Panie naczelniku, najwyższy czas — powiedział, patrząc prosto na mnie.

​Zamarłem.

​— Jaki naczelniku? Ja już od dawna nie pracuję na kolei.

​Mężczyzna spojrzał na zegarek.

​— Według naszych dokumentów pański urlop skończył się siedem lat temu.

​Wyciągnął z teczki pożółkłą kartkę.

​— Proszę podpisać odbiór pociągu. Ma pan jeszcze jedną sprawę do załatwienia.

​Podał mi dokument.

​Na samej górze widniał napis: „Przywrócenie ruchu pasażerskiego. Data: 6 listopada 2019 roku”.

​Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.

​— Ale przecież mamy 2026 rok...

​— Właśnie dlatego przyjechaliśmy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania