Pewien nieznajomy
Dawno temu w dalekim mieście żył sobie stary dziad, Jędrek miał na imię. Jego codzienność nie zachwycała i mówiono, że facet ma trudny charakter. Sąsiedzi go nie odwiedzali, znajomych nie zapraszał a nawet rodzina o nim zapomniała.
W każdą niedzielę jednak odwiedzał Jędrka ktoś z kim mógł szczerze porozmawiać, taki Kacper, młody idealista. Rozmawiali o ostatnich chwilach i dniach, które wydarzyły się w życiu.
- Rok temu zmarł mój brat. - powiedział Jędrek - Tak bardzo mi go dzisiaj brakuje...
- Jak miał na imię?
- Andrzej... - odparł smutno.
- Jakie miałeś relacje z Andrzejem?
- Spędzaliśmy wiele czasu razem. Jeszcze jak pracowałem w administracji wiele razy odwiedzał mnie, aby pogadać. Wspieraliśmy się materialnie. Był mi bliski, bo wiele razem przeszliśmy i zawsze mogłem na niego liczyć a on na mnie.
- Rozumiem... Zobacz, może i nie jestem twoim Andrzejem, ale wiedz Jędrek, że brata masz we mnie na pewno. - zadeklarował Kacper.
Mijały dni i lata. Kacper poznawał Jędrka z każdym spotkaniem. Bywały te trudne i te łatwiejsze. Czas razem spędzony ubogacał ich obu, bo Kacper zobaczył, że wiele ich nie różni.
- Wiesz, co mnie najbardziej boli, Kacper? Pomagałem ludziom, zawsze bezinteresownie. Miałem pieniądze, znaczenie, które wykorzystywałem, aby wspierać moją rodzinę, znajomych. Dzisiaj jestem sam i odwiedza mnie ktoś nieznajomy, który przychodzi tutaj jedynie dlatego, że wierzy w Jezusa. Ja też jestem wierzący, ale to wszystko jest dla mnie strasznie trudne.
- Uwierz mi, Jędrek. Wiem co przeżywasz, bo u mnie w życiu osobistym też były takie doświadczenia, które sprawiły, że ciężko mi było sobie to poukładać. Pytałem Boga: "Gdzie jesteś? Dlaczego mnie to spotkało?" a On milczał. Przestałem praktykować, spełniałem jedynie to co konieczne i walczyłem sam ze sobą, bo z jednej strony chciałem zaufać a z drugiej nie byłem w stanie... To doprowadziło mnie do tego, że przekonałem się o niesprawiedliwości jaka jest na świecie. Wiesz, odkryłem, że ludzie, którzy uciekają od cierpienia nigdy nie zrozumieją cierpienia innych. Dlatego jeżdżę do ludzi samotnych, bo sam doświadczyłem samotności i wierzę, że w ten dziwny sposób Jezus nauczył mnie ofiarności.
Po tych słowach oczy Jędrka zalały się łzami i powiedział:
- Dziękuję ci.
Przez pięć minut siedzieli w ciszy w chwili zadumy. Ciężko było ją przerwać.
- Pomódlmy się - wydusił Kacper - o zaufanie Bogu szczególnie w chwili cierpienia. Jezu, często myślimy, że Cię znamy i wiemy jaki jesteś, ale Ty przez różne doświadczenia pokazujesz Nam siebie jako bliskiego, ale wciąż Nieznajomego. Prosimy, naucz nas ufności i abyśmy widzieli więcej niż tylko siebie w cierpieniu.
Modlitwa nie zmieniła rzeczywistości zewnętrznej. Nadal do Jędrka nie przychodzili znajomi ani sąsiedzi. Czasami przyjeżdżało pogotowie, bo Jędrkowi pogorszało się z wiekiem. Miewał problemy neurologiczne, które wynikały z cukrzycy. Gdy tracił siły i lądował na podłodze, leżał tam tak długo, aż ktoś go nie usłyszał, czyli czasami nawet do sześciu godzin.
Jędrek nadal żyje sobie gdzieś w pewnym, może jednak niedalekim mieście. Do niego przyjeżdża nadal może już mniej regularnie Kacper. Łączy ich coś, czego brakuje współczesnym sąsiadom i znajomym. Co to jest? Dlaczego sąsiad z tej samej klatki ma dalej niż nieznajomy mieszkający ponad piętnaście kilometrów dalej?
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania