Piąta jutrzenka
Obudziłam się o piątej jutrzence,
spoglądając na świat przez szyby
z myślą o słodkiej kochance;
gwiazdy mrugały życzliwie
tonąc w basenie różowych chmur znienacka,
a ty najdroższa,
barwiłaś wschodem gładkie usta...
7.11.2012
(Zapisane na lekcji języka polskiego w liceum)
Komentarze (38)
Nie mam za bardzo zdania. Trochę dookreśleń żeby dużo, typu: swe, mej, mnie. - Ale jakoś szczególnie słabe też nie jest. Nooo, nie mam zdania.
Dziękuję za obiektywny komentarz :) Na swoją obronę mogę jedynie dodać, że powyższa zapiska pochodzi z czasów gdy dopiero zaczynałam przygodę z poezją, tworząc pod wpływem chwilowych impulsów.
Gdyby nie zakończenie, nie miałbym zastrzeżeń „usteczka” trochę za słodkie.
Całość mi osobiście się podoba, ale ja lubię takie „słodziaki”, poza tym wyjątkiem o którym wspomniałem. Troszeczkę mocy w puencie dołożyć i byłoby super ok, a tak jest ok :)
Nie obiektywnie skomentowałem, tylko ze swojego punktu widzenia, ale zawsze :)
Pozdrawiam
Dziękuję bardzo za komentarz, dla mnie każde spostrzeżenie jest cenne zwłaszcza jeśli zawiera małe wskazówki, z których można skorzystać w przyszłości :) Sam utwór i jego słodkość to płód, zahaczający nieco o kicz Młodej Polski; luźna inspiracja Kazimierzem Przerwą-Tetmajerem
Hmmm, gdyby potraktować dosłownie, to piękna i czuła miłość lesbijska. Z drugiej strony pewnie chodzi o jutrzenkę, bo ta najdroższa barwiła usteczka wschodzącym słońcem, ale z trzeciej strony pierwszy wers i drugi intuicyjnnie rozdzielają jutrzenkę i kochankę. No i skoro trzy strony, to wyszedł z tego trójkąt. Ładne, usteczka trochę za czułostkowe.
Dziękuję za komentarz oraz jakże trafną analizę tekstu, bowiem narodziny niniejszego utworu nie były podyktowane konkretnym odblaskiem z życia codziennego a raczej metaforycznym zamotaniem się w poezji młodopolskiej, stąd te nieco naiwne w odbiorze ,,usteczka'' ;)
A dla mnie tekst uroczy, bo skoro z dawnych lat, to po co na techniczne sprawy patrzeć, skoro tu o sentymenty chodzi i początek drogi. Miłe i lekkie.
pozdrawiam:)
Dziękuję bardzo za miły komentarz :) Kolejne będą już bardziej dopracowane :) Również pozdrawiam :)
Czasami zdarza mi się napisać komentarz nad ranem.
Umysł jest wtedy chłonny, a budzący się dzień powoduje,
że czuję potrzebę, by podzielić się słowem.
Po przeczytaniu Twych myśli, doszedłem do wniosku,
że w listopadzie bardzo łatwo jest ją zauważyć. Wstajemy
bowiem gdy noc wciąż pokazuje swoje panowanie ale już
z każdą minutą przy kolejnych kęsach śniadania, możemy
zaobserwować powrót, jej powrót.
Pewnie nie ma już czasu na opisanie tego, co czułaś, gdy
zagarniała kolejne cienie, gasiła blask gwiazd, ale od czego
jest pierwsza lekcja.
Dziękuję za niezwykle liryczny komentarz i odwiedziny :) Czas na powrót do dawnych wspomnień i rozmyślań jest zawsze, ale w jakiej formie zostaną one opisane? To już tajemnica twórczego poliszynela, któremu nieobce są rozterki z obydwóch stron..
Staram się zawsze wczuć w sytuację, którą przedstawia dana osoba.
W tym wypadku nie miałem innego wyjścia jak się rozmarzyć o tym
poranku, który czaił się gdzieś w tle, by diametralnie odmienić nasz
stosunek do kolejnych obowiązków, porcji życia, że tak z patosem pojadę.
Nie wyczułem tu jeszcze tej brutalnej rzeczywistości, która nakazuje się przebudzić,
stąd może tak nostalgicznie-lirycznie.
I to prawda, że podczas pisania wychodzi z nas prawdziwa, ta wewnętrzna natura,
którą czasem w ciągu dnia lekceważymy, ale gdy zasiadamy do klawiatury...
Dokładnie tak, to wręcz enigma, taka tajemnicza moc, uwalnia się z nas, a my
po wszystkim nie możemy uwierzyć, że takie myśli, słowa są w nas.
Utwór powyższy pochodzi z czasów gdy jeszcze przebywałam w przestrzeni, do której wstępu nie mają jeszcze nieszczęśliwe związki czy trudności dojrzalszych obowiązków. Wiersze, widniejące na moim profilu to tak naprawdę nieco oszlifowane szkło - daleko im do tworów konkursowych, zbierających oklaski krytyków z tzw. niszy kulturalnej. Chociaż.. poezja nie powinna być tak naprawdę poddawana ocenie tłumnej a osobistej. Jest wiele dobrych utworów, które nigdy nie wejdą w obieg a dlaczego? Bo ciągle poszukiwany jest ten legendarny pierwiastek zmiany językowej, czegoś co przewróciłoby dotychczasowe założenia wniwecz, na przekór panującym trendom.
Chcesz przez to powiedzieć, że dziś zmieniłaś priorytety i ulotność
zastąpiła twarda rzeczywistość? Nie ma czasu na fruwanie, kontemplacje
bo wszystko trzeba mieć pod kontrolą a wszelkie partnerskie znajomości
to bardziej przedsionek rutyny? Mam nadzieję, że nie, bo troszeczkę za wcześnie
w wieku 24 lat być tak ogołoconym z tej pierzynki domniemań, niepewności,
wizji urokliwej wyjątkowości.
A skąd wiadomo, że ten legendarny pierwiastek już nie został odnaleziony?
Może każdy jak Ty uważa - daleko im ( Twoim ) do tworów konkursowych.-
Wielu poetów, malarzy, przymierało z głodu, by po ich śmierci wspomniana
kastra z tej niszy jednak dochodziła do olśnienia i wydzierała sobie z dłoni
owe nic nie znaczące wypociny.
Mnie osobiście interesują refleksje, słowa o podwójnym dnie, niedopowiedzenia.
Jestem laikiem, nie znam się na budowie, schemacie, ekspozycji itp.: dlatego
wszystko, co napisałem możesz uznać za komunały, ale jak za iks lat coś się
sprawdzi z tego, to....ech!!! pomarzyć
Hmmm... Nie wchodząc w zbyt dalsze wycieczki osobiste, mogę jedynie napisać, że życie lubiło raczyć mnie różnymi trudnościami, z których większość była jednak oparta o zdarzenia negatywne. Strzaskana wiara w spełnienie zbyt wyidealizowanych marzeń sprowadziła mnie z powrotem na twardszy grunt, zresztą sam powrót był przepełniony drogą przez ostre ciernie, rozrywające duszę na niemal każdym kroku. Ulotność odradza się od jakiegoś czasu na nowo, ale nie daje mi oślepnąć - tarcza pragmatyzmu to moje zabezpieczenie przed emocjonalnymi konsekwencjami następnych upadków aby potem móc się tylko otrzepać i szukać innej fortecy, bez stąpania po cienkiej granicy pomiędzy dołami mroku i kręgów światła.
Być może kiedyś nastanie czas, że w konkursach zaczną pojawiać się od nowa sylwetki zrymowanych metafor, zmysłowe imitacje romantyzmu, który jednak przez dłuższy okres czasu potrafił porwać ludzkie serca nawet jeśli określone wersy niosły jedynie banalne a jednak wyjątkowy w swej naiwności nośnik emocjonalny. Współcześnie, mamy drapać słowami i stawiać naszą indywidualność pod ścianą - zaprzeczyć swojej psyche i równocześnie, stać się oratorami słów na miarę kosmopolitycznego świata.
banalny*
I bardzo dobrze, że raczyło Cię takimi złymi doświadczeniami, ba! Ja
Ci życzę, byś jeszcze nie raz doznała takiego uczucia, gdy Cię połamie,
każe wszystko przeanalizować, zdruzgota marzenia. To jak głosi wieść
pozwala dojść do własnego "ja", zapomnieć o swoim egoizmie.
Aby być dobrym pisarzem, trzeba ( wybacz dosłowność) zgwałcić samą
siebie, zapomnieć o czytelniku, wyrzucić z siebie, to o czym boisz się
myśleć przed snem, to czego nie chcesz pamiętać.
I sama sobie odpowiedz na pytanie, czy mimo wszystko, ten powrót
przez ciernie nie byłabyś dalej jak piszesz " oślepiona", a może widziałaś, ale
nie tak jak dziś?
Czy szczęście mierzy się ilością zwycięstw, bez zadrapań i spojrzeń na
innych, którzy są słabsi.
Bo mnie jakoś bardziej cieszy, jak zdobędę coś, dojdę po wielu latach.
Jak mój pragmatyczny świat ktoś kopnie to nie będę oszukiwał, buntuje się,
czasem poddaję, mówię Bogu, że koniec, wali mnie takie życie,
ale wreszcie wstaję i jest, mniej, nie takie jak może sobie wymarzyłem,
ale moje i nawet czasem lepsze niż zakładałem.
Tak jak Ci pisałem, dla mnie wiersz to wyższy poziom, nie szukam więc
wzorców, poprawności, a lubię zabawę w buszowanie między słowem.
Nie lubię pisania na konkurs, pod publiczkę, dla mnie to traci wiarygodność.
To powinno być czystym spontanem. Niech to nie będą szachy, gdzie
mamy zmanipulować przeciwnika, niech czysty umysł triumfuje, niech zwycięży
to, co w nas. Nie liczmy się z innymi do póki nie stukniemy ostatni klawisz.
By skończywszy dziwić się, że aż tak mnie poniosło.
A jeśli w tym wyczytają imitację, nośnik, albo banalność, która w prostocie
jest wyznacznikiem trendu, który psychika za rok odrzuci jako kicz.
Czy to nie jest warte by się zapomnieć w szaleństwie oddania jakim jest
pisanie.
Pewnie nie, bo ty szukasz w sobie dyrygenta kolejnych psalmów, wierzysz
w doskonałość, która jak powiedział Tołstoj jest ułomna w swej formie i to
ją czyni wyjątkową.
Robert. M Nie powiedziałabym, że szukam doskonałości a nawet wprost przeciwnie - boli mnie niezmiernie, że w świecie, akceptującym pozornie kreatywność oraz głoszącego powrót do indywidualności wciąż propaguje się swego rodzaju konformizm typu: napisz coś wstrząsającego, stwórz z wiersza miniaturę prozaiczną a świat będzie twój. Z jednej strony jakby zamykało się pewną drogę osobom, które naprawdę mają w sobie potencjał, ale są z góry odrzucane przez swoją delikatność i emocjonalność, która w odczuciu ,,profesjonalistów'' spłyca odbiór danego utworu a z drugiej - uczymy się pisać w sposób wyważony, obskuryczny, tak aby rozwijać zmysł interpretacyjny wśród czytelników i mieć ubaw z tego jak podchodzą do danej sytuacji lirycznej czy tegoż podmiotu. Poezja to także szkoła kreatywnego myślenia i otwierania umysłów na nowe, niespotkane dotąd możliwości; to schizofreniczna kategoria, w której ,,ja'' czy ego to kot, ksiądz czy nawet róża w jednym i tym samym momencie trwania.
Nieodparcie mam wrażenie, że najważniejsza jest dla Ciebie rywalizacja.
Uczyniłaś chyba z czegoś, co ma być Twoją enklawą, wspaniałą przygodą
sport wyczynowy. Nie rozumiem dlaczego tak do tego podchodzisz?
Czemu ci decydenci, sfiksowani maniacy schematów, propagujący
klucze, widełki, w jakich maja się mieścić słowa, bezczelnie narzucają
Ci skojarzenia, de facto wpływają na sens Twych myśli.
Sama to czujesz, pisząc: -" z góry są odrzucane przez swą delikatność..."
Wytłumacz mi laikowi, jak można z czegoś tak subtelnego, czystego,
- czym zapewne jest wiersz-
gdzie każda głębsza myśl, refleksja jest zawarta w perełce, wręcz sentencji,
wskazywać palcem na czcionkę, mówiąc: " to mało komercyjne, nie wstrząśniesz światem.
Dokładnie tak, zabija się kreatywność, zniechęca do otwartości.
Czy nie czujesz przez taki stan rzeczy, że to, co wyjdzie z pod Twego pióra,
po części jest utworem, ale i w jakiejś mierze tworem, czymś sztucznym?
By dopieścić erudytów, zlepiłaś swą myśl z ich oczekiwaniami i w zasadzie
wszystko się zgadza, jest wiedza przyswojona, czytelnik zakręcony, nisza z wyższością
przytakuje, konkurs wygrany, publikacja poszła w eter.
Tylko czy pan/pani autor patrząc na biurko nie szuka oryginału, kartki
na której było to, co jej/ jego, przed selekcją, to, co jest genezą,
a nie pra formą.
pro formą*
Robert. M Może dobrałam nieodpowiednie słowa - nie w głowie mi stawanie w szranki z osobami, dla których tworzenie czegoś niezgodnego z ich naturą wewnętrzną, godzi w ich honor a jednocześnie każe brać udział w jednym wyścigu szczurów, w którym, tak naprawdę, nie ma zwycięzców - każdy nim jest, każdy pisze utwory, zahaczające o to właściwe sedno a publika i tak wybierze swoich faworytów, odmiennych od not głosowania. Co więcej, wydaje mi się, że jakikolwiek z oficjalnych konkursów, propagujący dobrą literaturę polską, ma jednak za zadanie wyrównanie rachunków pomiędzy kilkoma grupami środowiskowymi, działającymi w tym jednym obrębie tj. walka o przywilej trzymania pieczy nad światem literackim w kraju. Jest to zapewne daleko idący subiektywizm lecz wynikający z moich anty-popkulturowych nastrojów, głoszących homogeniczność, schematyczność zamiast dostrzegania różnych barw tego samego materiału. Nie każdy jedwab to poliester i nie każdy poliester jest jedwabiem.
Too mój sposób komentowania, polemiki, dopatruję się tego, co jest
między czcionką, wznoszę na falę zakotwiczoną już przez przedmówcę
myśl, by mi wyłożył swoje bóle. Dlatego w żadnym wypadku nie możesz
brać winy za moje domniemania.
Wybacz, ale celowo napisałem komentarz, który był arbitralnym, stawiającym
Cię w świetle pchających się na piedestał, nie zważającej na ustępstwa,
byle zaistnieć, kosztem własnego jestestwa.
Nie powiem, że byłem pewien, że aż tak jaskrawo wyłuszczysz mi swoje stanowisko,
zwłaszcza to wręcz odcięcie się patriarchalnego reżimu ( bo tak odczytuję słowa :
- " ..wyrównanie rachunków.) wyprostowało mi mój kręgosłup moralny.
Cieszę się, że masz tak humanitarne podejście, gdzie przyporządkowanie, podział,
czy jakakolwiek wybiórczość kojarzy Ci się z poza boiskowymi zagrywkami.
Będę to powtarzał jak mantrę, że ni w ząb nie rozumiem poezji, ale mam możliwość
dostrzegania dobra i wiem, że nie jest to polemika o warsztat literacki, obrona
wartości nadrzędnych, czy choćby konserwatywnego nastawienia danego oponenta.
Nie mogę Ci przyznać racji, ani zaprzeczyć, czy to już jest ustawianie oręża, a
każdy autor o miękkim karku jest potencjalnym kandydatem na wodzireja kunsztu
zwrotki zamkniętej w "ich" urojonej imitacji romantyzmu. Bo nigdy nie interesowała
mnie rywalizacja a samo przesłanie, podwójne dno (" ja "czy ego to kot, czy też róża
w tym samym momencie) e tego się nie chce dstrzec, bo
prawdopodobnie, zmusiłoby to do ustępstw o których pisałaś( homo....schema...)
Kiedyś to jednak musi się zmienić i mimo upadku moralności, ludzie przestaną
gardzić ulotnością, powrócą do wsłuchania się w siebie, jak porzucą teksty sms-owe
na rzecz głębszych refleksji pisanych na papeterii. Naiwny jestem? Być może, ale
z przekory Ci nie przytaknę
Zapomniałem dodać, że ja również wysnuwam dalekosiężne wnioski,
tylko i wyłącznie subiektywne, bo raczej nikt tak tego nie widzi
Jak wspominałam wcześniej, każdy konkurs, w moim indywidualnym odczuciu, krzywdzi danego twórcę. Owszem, mamy wyspecjalizowanych krytyków literackich, których zadaniem jest wyławianie takich pereł, które reprezentują sobą wartość zarówno merytoryczną jak i w pełni oryginalną. Ale do każdego z danego konkursu zgłasza się ponad 500 tytułów; wiadomo, że wśród podobnego stosu znajdą się również ,,odrzuty'', napisane po to żeby ,,zaistnieć'' a nie ,,ubogacać''. Jednakże, ludzkie gusta są różne - powieść, którą inni będą brali za szmatławiec, drudzy uznają za swoją Biblię. Problem pojawia się wtedy gdy wszystkie nominowane do finałów tytuły, będą reprezentować wszystkie pozytywne cechy. Dlaczego tylko ten jeden ma stanąć na piedestale? Czemu nie stworzyć nagrody zbiorowej? Chociaż tak liberalne rozwiązanie mogłoby przyczynić się do rozpadu danej grupy interesów i obnażenia swego rodzaju... nepotyzmu kulturalnego.
Konkurs ze swojej natury , czyni już niebezpieczny zalążek walki o prym.
To jak z wirtuozami uwertur, siadają, przeżywają, wkładają w to, cały
swój kunszt, kładą dosłownie i w przenośni nacisk na dany akord i
wybierz tego, co powielił Szopena. Chyba sam protoplasta miałby
ból głowy, by odszukać swych pragnień, które wybrzmiewają wśród tylu
uczestników.
Poruszyłaś tu zagadnienie gustu, który jest zarówno obrońcą dzieł, jak
i przekleństwem dla przegranych. Zawsze znajdzie się rewers danego wyboru
lub jego zaniechania, które będzie łatwo wytłumaczyć. Więc teoretycznie
powinno być łatwiej usiąść i przeczesać dane prace, utwierdzając swoje
wybory, czytelnym pragmatyzmem, nie dającym się zaszufladkować.
Ale pewnie zasiadając do takiego jury i tak wciąż miałabyś wiele prac w dłoni
i nim odrzuciłabyś jakąkolwiek dziesiątki razy byś ją czytała, by znaleźć to coś,
co czyni jej przekaz nazbyt oczywistym. Piszę to dlatego, by stanąć tak po środku
i raz jedyny im przyznać rację, że to też ludzie i mają prawo to coś dostrzec,
ale mogą i w tym dniu wśród podobieństw formy dostać takie antidotum na te
oryginały i w swej lekkiej odmienności, nawet lekka ułomność będzie świeżym
oddechem, taką tlącą się nadzieją nowej myśli.
I wybierają to po wielkiej debacie, a zainteresowani wietrzą nepotyzm, nakreślają
swoje wizje, porównują wiersze i zauważają, że nawet w detalach jest zbieżność,
więc czemu nie ja, on, a ten odmieniec.
Nikt jeszcze nie dogodził wszystkim, więc daleki byłbym od nagradzania multum prac
traciłoby to na prestiżu, ba! Nawet na wiarygodności. To jak z tym portalem, nawciskane
gwiazdki a człowiek szuka w komentarzach potwierdzenia, czy aby x, naprawdę
napisał coś, co rzuci mnie na kolana jak w tamtym tygodniu pan/i y.
Ale na szczęście tu na portalu żadna grupa się przez to nie rozpadnie, więc śmiało
róbmy swoje stawiając bonusy, one tak naprawdę niczego nie zmieniają.
Duch rywalizacji, czy to w dziedzinie sportu czy malowania ściętych głów, istniał od zawsze - ludzkość, udowadnianie światu swojej zdolności do tworzenia i przeżycia, ma we krwi od czasów pierwszych polowań na mamuty. Tak naprawdę, jakiekolwiek próby wytłumaczenia zjawiska konkursów będą zawsze w sprzeczności z rzeczywistym stanem odbioru - nagrodzony będzie wychwalał dobrą kapitułę pod niebiosa a przegrany klnął w domowym zaciszu na sędziów niczym szewc, któremu skończyła się skóra na buty i podejmował kolejne próby przebicia się do powszechnego obiegu gdzie wystarczy wypowiedzieć określone imię i uruchamia się machina krytyki. Jeszcze innym zjawiskiem jest wybór danej pracy z marszu tj. gdy autor, nieświadomy olimpijskiej szansy na laur zwycięzcy, popija sobie spokojnie herbatkę, przy okazji pisząc kolejne utwory dla dosyć wąskiego grona odbiorców oraz jego własnego ,,ja'', ale bez egoistycznych naleciałości. Czy możemy wtedy mówić o błogosławieństwie czy przekleństwie, które odziera psyche takiego twórcy z prywaty i wystawia na widok publiczny, nierzadko pełen jadowitych żmii, których jad może zregenerować lub uśmiercić Muzę na dłuższy czas jeśli nie na zawsze.
Sam aspekt rywalizacji jest dla mnie czymś wspaniałym, pobudzającym, motywującym
do stawania się lepszym. Musi być konkurencja, skala porównawcza choćby dla tych,
co chcą poznać swoje możliwości. Jednak taki Coubertin to chyba się w grobie przewraca,
gdy widzi dzisiejsze olimpiady, a zwłaszcza te medykamenty, kontrole dopingowe i tych
pół zawodowców z trzeciego świata, którzy mogą jedynie pomarzyć o równych szansach
w starciu z hegemonią potęg.
I w takim aspekcie widzę, te nominacje, gdzie właśnie poplecznictwo jest głównym atrybutem.
Gdzie liczy się poszczególne sympozja, zabieranie głosu i odpowiednie pytania mające
zdyskredytować nieobecnych są jednoznaczne z umacnianiem swego kapitału. Im więcej
wymieniamy uścisków dłoni, pytamy wodzirejów o tajniki pracy, tym bardziej stajemy się
bezpieczni dla kapituły.
Z tym mam dylemat, czy nagły dopust do enklawy bez przymusowego posłuchu jest wskazany
i czy może przysłużyć się, czy stanowić początek końca. Wbiłaś mi ćwieka i nie odważę się
umieścić takiej persony jako nominowanego, bo gdzieś z tyłu potylicy siedzi chochlik i każe
mi wpisać podwykonawca. I do czego to doszło, że człowiek miast jednoznacznie wyglądać
pozytywów a w zwycięzcy kolejnego prekursora, którego biografię już sprzedają na pniu,
niemal współczuję kolejnych lat. Które być może nigdy nie będą już takimi jak jeszcze wczoraj
gdy popijając herbatkę miał idee, oczyma wyobraźni widział swoje starania uwiecznione sukcesem.
Tylko, że nie przewidział, że zdanie - miarą sukcesu jest ilość wrogów - to nie oksymoron a jego...
przekleństwo?
Myślę, że aby wyrobić sobie w pełni jakiś oczywisty światopogląd, dotyczący konkursów literackich i ich za czy też przeciw, należałoby poznać arkana od strony prowadzącej czyli zebrać konkretne informacje od samych sędziów, biorących udział w bezpośrednim starciu z własnymi gustami. Nie chodzi tu oczywiście, o wywiady gdzie udzielane odpowiedzi dotyczą każdego z poszczególnie nominowanych tytułów czy zapowiedzi finałowych. Przydatniejszym wyjściem byłoby nakręcenie dokumentu od podszewki tj. pokazanie rozterek danych jurorów, jak muszą walczyć ze swoimi osobnymi gustami i podążyć za jednoznacznym werdyktem wiedząc, że ostateczny wybór godzi w ich osobiste trafienia.
Zdecydowanie to by ułatwiło, zapewne wejście w posiadanie takiego kronikarskiego
scenopisu w którym każdy niuans, propozycja i wreszcie sama polemika stanowiłaby
nieopisane źródło wiedzy. Zaryzykowałbym nawet stwierdzeniem, że to wręcz stanowiłoby
kompendium wiedzy.
Tak, wywiady, coś, co ma być zrobione dla mediów, społecznie unormowane by taki laik
jak ja mógł być pewny, że zrobili co w ich mocy, by docenić pracę, jakoś tak pośrednio mnie
przekonuje. Ale dokument, to zmienia postać rzeczy, tam nie ma miejsca na przefiltrowanie
słów, jeśli jest to nawet improwizowane, to nie może być do końca kontrolowane, bo gdzieś wśród
wielu minut, znajdzie się moment zapomnienia, że jestem filmowany. Przytrafi się emocjonujący
moment, werbalnie wypowiedziana refleksja, czy spór czy to o celowość, interpretację, czy
wiele innych pomniejszych kwestii.
Mam nadzieję, że to gremium jest wybierane niezawistnie i jest tam różnorodność gustów i
jak zaznaczasz rozterki są ich chlebem powszednim. Bo chyba najgorsze, co może się
przytrafić ( uczestnikom - autorom ) to jury, które już wszystko ma za sobą i w zasadzie
nie czują już tej podniety czy choćby dreszczyku emocji, że dostąpił zaszczytu.
Większość sędziów to jednak ludzie kompetentni w swej dziedzinie; cenieni wykładowcy elitarnych uczelni, szanowani krytycy literaccy a w ostateczności sami poeci, którzy przecież posiadają ten szczególny zmysł odczytywania metafor, czytywania pomiędzy wierszami, dopasowywania drugiego dna do otaczającej nas rzeczywistości. Jeżeli zaistnieje jakaś niesprawiedliwość w werdyktach to właśnie ich dotyka najbardziej. Polecam prześledzić strony konkursów jak Silesius czy Nagrody Literackiej Gdynia. Bardzo często laureatami zostają także autorzy, którzy mają już ugruntowaną pozycję w środowisku od X lat i tyleż samo innych zwycięstw na koncie, ale czy to nie także ,,trzymanie przy życiu'' prestiżu, który - choć zasłużony - blokuje niejako drogę młodym gniewnym?
Nawet przez myśl mi nie przeszło by poddawać w wątpliwość ich lata pracy
a co za tym idzie ich doświadczenie, praktyczny wkład w tej dziedzinie
sztuki, czy teorię, która ma przełożenie na wiele tomów.
Jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy na temat takich tajników jak esencja
poezji, czyli wszelkich zastosowań ( wybacz, ale nie umiem użyć adekwatnych
nazw jak metafora itp.") technicznych, które tymże wykładowcom od razu
pokazują, kto zać. Innymi słowy wiedzą czy ktoś jest wykształcony w tej dziedzinie,
czy tylko "liznął " powierzchownie, ale, że chce to nie zważa na przeciwności i
idzie wręcz w zaparte. Ale nie wiem, czy nie bardziej mnie zaskakuje fakt, że
śledzisz takie strony od kuchni, że oprócz arkana, stricte literackiego, również
te podsumowania, widać jest to naprawdę ważna sfera twego życia. Z drugiej
strony, jak się coś kocha, to jest jak oddychanie, sen, konsumpcja. Wiem,
zabrzmiało to trywialnie, ale często najprostsze porównania najlepiej obrazują
dany stan rzeczy.
To - " trzymanie przy życiu" - jest nagminne w każdym aspekcie życia.
Prozaiczny przykład to aktor, reżyser, który by zaistnieć w Stanach musi
być lepszym niż rdzenny obywatel. Przebić się, to odwieczny wręcz slogan,
sprzedać coś, na co inni się nie zdobyli. Bo jak czytam tych zainteresowanych,
znających od podszewki literackie niwy, już wszystko zostało odkryte. Trzeba więc
chyba zaszokować. Choć Ty się na to denerwujesz, negujesz takie zdobywanie
świata przez wstrząsanie, a bardziej zwracasz uwagę i liczysz na ten pierwiastek
zmiany językowej. Tylko ta jego legendarność, czy aby nie jest czymś takim owiana,
że teraz nikt już nawet nie śmie twierdzić, że jakikolwiek autor choćby się zbliżył do
tego? Żeby nie było jak z Żydami, że oni wciąż czekają na przyjście Zbawiciela,
bo tamten to był tylko syn cieśli.
Hmmm... W temacie poszukiwań Św. Graala języka poetyckiego, tak naprawdę każdy poeta z osobna ma swój własny program, według którego będzie tworzył dalsze wytwory. Jeden będzie oscylował w kierunku ,,banalnej' romantyki rodem z Adama Asnyka a drugi będzie stwarzał wielopłaszczyznowe, dramatyczne miniatury w stylu Tkaczyszyna-Dyckiego. Należy jednak wziąć także pod uwagę, że w wymienionych przeze mnie konkursach, nagrody nie wędrują także do samych liryków. W Nagrodzie Gdyńskiej istnieje również kategoria przekładu, eseju no i dobrze znanej nam od zarania dziejów prozy, następczyni chwalebnej epiki. Oprócz zawiłości poetyckich pojawia się także pytanie - jak napisać powieść w określonym obszarze, która nie będzie powielała tych samych schematów socjo-kulturowo-historycznych tj. jak przedstawić problem, który był już ukazywany milion razy ,,przed dinozaurami''? W przekładzie główną rolę przy wyborze odgrywa nie tyle co jego dosłowność lecz umiejętność interpretacji i oscylowania pomiędzy grą słów a ekwiwalencyjnym oddaniem treści. Esej to także wysoka szkoła jazdy - pogranicze opowiadania oraz analizy akademickiej. Jako jeden z lepszych przykładów polecam takie szkice jak ,,Życie w rozproszonym świetle'' czy ,,Koło miejsca/Elementarz''.
Ulala!!! Podciągnęłaś temat w takie rejony, że ja niepiśmienny
mogę jedynie liczyć na ostatnią ławę bez możliwości zadawania
pytań, no chyba jedynie by wykładowca był uprzejmy i definiował
z przykładami, najlepiej przypowieści z morałem.
Powoli do mnie dochodzi, że tak naprawdę nie ma tu wręcz miejsca
na jakiekolwiek spontaniczne nie tyle ruchy, co wręcz odruchy.
Prawdopodobnie nie śledząc na bieżąco każdego z "oponentów "
(poetów) stoi się na straconej pozycji. Trzeba wręcz swoje pragnienia
celebrować w wolnym czasie, by mieć jeszcze szansę włączyć się w tę -
nie waham się użyć tego słowa - batalie. Tu nie zostaje się w miejscu,
tu się dany młody gniewny cofa, będąc zapatrzonym w swoje życiową
ekspozycję. Wychodzi na to, że nawet wybranie z elity takiego powiedzmy
Herberta jako swego mentora i tylko jego" dekalogu" wiąże się z wielkim
ryzykiem strzelenia sobie w kolano.
Z powieścią to chyba jest prostsza sprawa, jak twierdzi nasza królowa suspensu
K. Bonda, Skandynawowie wprowadzili nowy przekaz. Zwykle szare codzienne
życie i naturalnie opowiadana historia, czysta epicka, z rozterkami i planami,
co kupić, naprawić w tle, a śledztwo tak czasem wypływa na 1 plan.
Chyba tego nam brakuje, takiego poczucia, że ten człowiek jest jak my,
że to nie właśnie elokwentnie spisany przekaz, a historia, która go
zafascynowała, przeżył i on to mnie przekazuje siedząc przy ognisku,
nad rzeką czy w poczekalni dworca.
Gra słów ,ekwiwalentne oddanie treści, umiejętność interpretacji mniej
dosłowności - Tak właśnie większość chce i częściowo robi, tylko
umówmy się, że to mieszanka zaczytania, wpatrzenia w protoplastów
i własnych domniemań. Początkujący ryzykują, nie maja nic do stracenia,
więc się hiper wentylują, swoimi pomysłami, własnym rozmachem, byle
pokazać, że już w tym momencie wie, co nam czytelnikom trzeba.
Doświadczeni, zwłaszcza ci docenieni, ostrożnie, więcej doktryn,
powielania i stąd pozostaje ten środek. Bo jedni za bardzo ekwiwalentnie
podchodzą, że nie wiemy czym się kierują, inni asekurują się tymi "dinozaurami"
I może i dobrze, bo każdy ma nadzieję, ze on go zapełni, wiedzą od innych
tylko mądrzej przekazana, tak po epicku dla chwały prozy?
W poezji amerykańskiej co rusz można zaobserwować nagromadzanie się nowych ruchów poetyckich, grup, które nieustannie pragną dorównać starym mistrzom a jednocześnie odciąć się od kojarzenia z jakimikolwiek autorami, zachować separatystyczny charakter, wprowadzając pozornie nowe tematyki czy konstrukcje stylistyczne. Bardzo abstrakcyjne zjawisko indywidualizmu reprezentuje zresztą nurt poezji awangardowej, w której oczywiste słowa zostają zastąpione przez osobne litery, znaki czy ideogramy - tworzą one razem wizualno-literacki obraz bądź szyfr przez co nie są one utworami jednoznacznymi tylko pozostawiają duże pole do popisu jeśli chodzi o interpretacje danego z odbiorców tzn. tak naprawdę każda może okazać się właściwa. Być może, to właśnie zwycięski powrót do tych graficznych zapisów odarłby nieco mit o konieczności przyznawania nagród tylko i wyłącznie rozległym sentencjom.
Jestem za wszelakimi próbami: innowacją, awangardą, jak zwał tak zwał.
Nieodzowne będzie przypomnienie, że schemat, rutyna, prowadzą do
stagnacji. Jak w zdrowym ciele potrzebny jest odruch serca, tak i tu
trzeba by połączyć to, co uwielbiane z czymś nowatorskim. Niech to
będą tylko - jak piszesz - próby, ale czy starzy mistrzowie nie kombinowali,
Czy ich pierwsze nieśmiałe zapiski nie przyjmowano z dezaprobatą?
Idzie postęp, wszystko przyśpiesza, skracamy naszą mowę na rzecz
krótkiego zapisu, symboliki, więc i poezja została temu poddana.
Jestem sceptycznie nastawiony do tego, bo i tak większość poetów
żongluje synonimami, pochodnymi w czym już tkwi wiele skrajnie różnych
domniemań, gdzie następny czterowiersz odrzuca część z nich na rzecz
...następnych. To oczywiście cieszy, ( najbardziej autora) ale dodać do tego
ideogram. To już zupełnie by ograniczyło moje szanse na zwycięską analizę.
Choć zapewne fantazja podpowiadałaby by podróżować p bezdrożach.
Sentencje to perełki, dla mnie to drogowskaz, więc zawsze będą mile widziane,
ale pozostałą przestrzeń proszę bardzo, niech zajmują nawet cyfry i to
nie tylko pierwsze.
Pewna stara legenda głosi, że w każdej kropli innowacji zawiera się maleńkie ziarno inspiracji zewnętrznej. Osobiście, w wyżej wspomnianych konkursach brakuje mi również kategorii dramatu pisanego. A przecież, jako licealiści, mieliśmy okazję czytać Tango Sławomira Mrożka czy mamy czytać Simona Becketta na studiach filologicznych z zakresu literatury anglo-saskiej. Sam dramat zresztą, w postaci papierowej, jest mocnym połączeniem poezji i prozy. Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że umieszczenie tejże kategorii graniczy również z udziwnieniami logistycznymi, zahaczającymi już o kurtyny teatralne. Chociaż... Czy dramat pisany oznacza od razu wystawienie go na deskach tejże instytucji? A może, gdyby w ten sposób dać szansę młodym dramaturgom na wcielenie książkowych wersji do płynnego obiegu, ich prace zostałyby szybciej zauważone przez danych reżyserów a następnie zwizualizowane w równie sukcesywnych inscenizacjach?
Z tą legendą się zgadza, w 100 procentach. Zawsze powtarzam, że choćbym
pisał najbardziej osobisty tekst, gdzieś podświadomie wplatam myśli swoich
znajomych ich spostrzeżenia, ba! Czasem ich fakty losowe.
No dramat to jednak jest przedsięwzięcie, jak zaznaczasz połączenie poezji i
prozy, czyli nie przymierzając mat-fiz. Mnie właśnie kojarzy się z czymś zamkniętym
w aktach, salonie, werandzie, przy stole, czyli teatr. Więc nie bardzo rozumiem
czym piszesz mówiąc:- " udziwnienia logistyczne" Jakbyś była tak uprzejma i
wyjaśniła w kilku słowach byłbym zobowiązany. Ale na pewno rekwizytów jest wiele,
i nie wiem dlaczego, ale w dramatach mimo, że akcja osadzona jest w nieodległej
przeszłości wyposażenie, umeblowanie jest wiekowe, niesie już ten smaczek tajemniczości.
Oczywiście, że nie musi być wystawiany, choć jak wspomniałem, jest przez wielu zaszufladkowany
przypisany dla koneserów, którzy będą jednak wczytywać się z punktu eksperta i
oczyma wyobraźni umieszczać go na deskach, a może i zastanawiają się, który
reżyser lepiej to przedstawi?
Wszystko dziś związane jest z reklamą, trzeba sobie kupić widza, więc Twój zamysł
by to nagłośnić, puścić w ruch, jest takim wyjściem z zaścianka. Dobrze napisany,
a w zasadzie rozpisany, bo to dla reżysera jest ( chyba) ważniejsze, stanowi podwaliny
sukcesu. Zwizualizowana - czyli te udziwnienia logistyczne mogły by tu wieść prym?
Tak, tego nigdy za wiele, sceneria, magia, mroczność, nic z potoczności, aby
zatopić się w tym i zapomnieć na kilkadziesiąt minut, albo i dłużej.
Mając na myśli udziwnienia logistyczne, wyobraziłam sobie protesty ze strony tych wszystkich literatów przeciwko braniu pod uwagę dramatu pisanego jako kategorii w konkursach z tejże dziedziny, jako, że przecież wszystko jednoznacznie wiąże się właśnie ze scenerią teatralną i paru zapaleńców mogłoby chcieć wystawiać co rusz sztukę na nominacjach żeby tylko wszystko zgadzało się z zasadą dramatu jako obrazu, mogącego być przedstawianym tylko i wyłącznie w ramach scenicznych.
Wszystko jest do osiągnięcia. potrzeba niestety tylko chęci, których brak przynajmniej na razie.
Wiedziałam, że to geniusz, promieniujący kulturą i życiową mądrością na cały świat.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania