Piekielna humoreska
Szatan ocknął się o świcie, drżąc z zimna. Jęcząc, wyprostował obolałe plecy. Długo otrzepywał pogniecione skrzydła z okruchów, kurzych łapek i ogryzionych skrzydełek nietoperzy.
– Belfegor! – ryknął. – Do mnie!
Puste korytarze odpowiedziały echem. Po dłuższej chwili coś zabełkotało. Boczne drzwi uchyliły się i do sali tronowej wtoczyła się poczwara przypominająca krzyżówkę kozła z nosorożcem. Śmierdziała tak okrutnie, że ćmy i pająki same zaczęły spadać z sufitu.
– Czemu w piekle jest zimno jak w psiarni?
Szatan cały zatrząsł się ze złości. Pomiędzy jego rogami przeskakiwały małe, niebieskie błyskawice.
– Lilith, panie. Pańska małżonka. Łaskawie zarządziła wygaszenie ognia pod kotłami – wyjąkała bestia.
– Cooo? Wołać ją! Natychmiast!
Belfegor wycofał się tyłem. Na czworakach bił pokłony przed panem piekieł.
– Jedna chwila słabości, a konsekwencje przez całą wieczność – mruknął do siebieSzatan.
Główne drzwi rozchyliły się ze zgrzytem. Początkowo można było dostrzec tylko różową, pulsującą mgłę. W niej, niczym w kalejdoskopie, pojawiały się postacie pięknych kobiet, wiedźm i wampirzyc. Lilith najwyraźniej nie mogła zdecydować, którą postać ma przybrać.
– Skończ ten pokaz mody i wchodź – wycedził jej małżonek.
Lilith w końcu przyjęła kształty niewinnego dziewczątka z warkoczykami i energicznym krokiem weszła do sali.
– Ty stary capie! Łachudro piekielna! Przypomniałeś sobie, że masz żonę? – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Czemu tu tak zimno? Dlaczego kazałaś wygasić ogień?
– Bo jak jest zimno, to mniej śmierdzi.
Lilith zrobiła minę niewiniątka.
– Pięćset lat nikt tu nie sprzątał. W hałdach śmieci są już całe korytarze. Smród jest taki, że ta twoja gwardia chodzi jak pijana. A ty… Ty całymi dniami pilnujesz tego krzywego stołka, który nazywasz tronem! Albo sprzątasz, albo marzniesz.
Tupnęła wdzięcznie nóżką i zniknęła.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania