Piekielna Saga (Wstępna wersja tytułu) Część pierwsza: "W Poszukiwaniu Szczęścia".
Prolog:
Czy jest coś takiego jak życie po śmierci? Czy aby: niebo, czyściec lub valhalla, na serio istnieją? A może jednak po śmierci reinkarnujemy się jako nowa istota?
Po co wierzyć w takie brednie? Wiadomym przecież jest że istnieje tylko jedno - Piekło!
Jerzy Macierewicz - Główny zarządca dystryktu: “Polska”
Rozdział 1. Witamy w Piekle!:
Smród wody morskiej… Czyżby to była ostatnia rzecz jaką poczuje?
Powoli unosił się po jej tafli, słona woda mocno go szczypała w ranę po postrzale. Niestety musiał to przeżyć. Pocieszała go myśl że za minutę będzie martwy, i cały ten ból przestanie istnieć. Może i nie dostanie się do raju, ale chociaż poczeka w wiecznej kolejce czyśćca.
Dawno zamknął oczy, nawet nie starał się ich otwierać, chciał po prostu umrzeć, w spokoju…
– Japierdole! Kolejny!? – Rozległ się nagle głos. Po chwili poczuł drgania w wodzie, oznaczało to że coś się zbliża. Łódka? – Ej, ty! – Szturchnął go – wstawaj idioto! Brudzisz mi moją piękną wodę!
Ignorował go, wiedział że zaraz umrze…
Poczuł szarpnięcie, owy koleś próbował go pewnie wciągnąć na swą łódkę. Chciał mu coś powiedzieć, lecz usta ani drgnęły.
– Matko Boska! – Stęknął mężczyzna, jego zdartym głosem, co chwilę klnąc – Obudź się do jasnej cholery! – Poczuł ponowną próbę zgarnięcia go na pokład – A pierdole cię! – Rzekł facet odpuszczając – Wrócę po ciebie później!
Znowu nastał spokój. Niewielkie fale delikatnie chlapały jego ciało. Nie czuł już bólu z rany na brzuchu. To oznaczało tylko jedno…
Zostały mu ostatnie sekundy życia…
Nagle poczuł jak coś łapie go od pleców i powoli unosi do góry:
– Wróciłem! – Znów usłyszał ten sam zdarty głos – Z kolegami!
Już wiedział co się święci. Jebany chwytak… – pomyślał wkurzony – Skąd ten chuj ma chwytak?!
– Teraz mi już nie uciekniesz! – Wydarł się dziwak, pełen przy tym podekscytowania. Był coraz wyżej, już nawet nie dotykał wody. Mimo tego, nadal nie otwierał oczu, wszystko było mu obojętne, i tak zaraz umrze… – Obudź się w końcu jełopie! – Nagle chwytak się zatrzymał i poczuł jak zamiast w górę, to zaczął się obracać w prawo – Nienawidzę takich jak ty… – Tym razem głos kolesia brzmiał inaczej, zamiast gniewu i stanowczości, panowało w nim zmęczenie i irytacja.
Takich jak ja? – Przeszło mu przez myśl. Czyżby nie był jedyną osobą wrzuconą do tych wód?
Po chwili poczuł jak szczypce chwytaka powoli go puszczają, zaraz spadnie…
Spadając przeleciał go strach, który od razu zniknął gdy jego plecy uderzyły o pokład. Taki sposób wyciągnięcia go na statek, miał jeden zasadniczy błąd: przeszywał go ogromny ból w kręgosłupie.
– Nie bój się! – Zagadnął wesoło mężczyzna – Na sto procent nic sobie nie złamałeś… Chyba.
Miał już dość, oczekiwanie na tą chwilę trwało wieki. Przez chwilę zwątpił w to, by oby na pewno mu się to przypadkiem nie przyśniło - Porwanie przez przeciwną rodzinę mafijną, tragiczne przesłuchanie, i na końcu postrzał w brzuch i wrzucenie do morza.
W końcu jednak otworzył oczy i o dziwo nie oślepił go blask górującego słońca. Przed sobą zobaczył owego mężczyznę, który go wyłowił. Był to staruszek z wielką siwą brodą oraz wełnianą czapką na głowie. Na jego, pełnej zmarszczek twarzy widniał szeroki uśmiech, życzliwy uśmiech. Staruszek był ubrany w brudny (kiedyś) czerwony sweterek, z paroma dziurami na wysokości pasa, oraz w potargane szare spodnie.
– W końcu żeś się obudził! – Zawiwatował wesoło – Już myślałem, że znowu mi zesłali jakiegoś chuja, co ni chuja się nie obudzi.
Spróbował wstać - ciężko było, ale przy pomocy wsparcia, udzielonego przez staruszka udało mu się! Od razu mu się zakręciło w głowie, brało go też na wymioty… No tak, miał przecież chorobę morską. Chwiejnym ruchem, podbiegł do krańca pokładu i wychylając się poza barierkę, wypuścił z siebie morskiego demona. Po krótkiej chwili spokoju, nadeszła druga fala, tym razem jednak demon był niewielkich rozmiarów i raczej podduszał go, niż wyrzucał z siebie wymiociny.
– I chuj… – Westchnął ciężko starzec – Jednak mi dali jakiegoś szczura lądowego… – Mówiąc to splunął na podłogę, jego ślina rozbryzgując się na drewnianej podłodzę pokładu, ukształtowała się w podobiznę szczura. Widzący to wszystko, oparty o burtę i przy tym ledwo żywy, nie miał ochoty mu nawet odpowiadać.
Wcześniej się dobrze nie przyjrzał, ale teraz zauważył - woda zamiast błękitnego koloru, świeciła się zielenią. Na ten widok powieka mu mocno poszybowała do góry:
– Co jest nie tak, z tym morzem? – Na to pytanie staruszek zrobił szeroki uśmiech, ukazując przy tym swoje czarno żółte zęby.
– Jeszcze się nie zorientowałeś? – Odpowiedział pytaniem na pytanie.
– Z czym?
Na to staruszek rozłożył ręce i rzekł:
– Witamy w Piekle! – Mówiąc to zaśmiał się, jednak to nie był śmiech spowodowany radością, a bólem i cierpieniem – A o to jest Martwe Morze…
– Piekło?! Martwe Morze?! – Powtórzył zdezorientowany. Było to dla niego niewyobrażalne… Jak? – Co ty pierdolisz?!
– No jak to co? – Popatrzył na niego jak na idiotę – Nie żyjesz! Jak my wszyscy…
– Jacy wszyscy?
– Zaraz zobaczysz – Rzekł ciepło starzec – Od tego tutaj jestem – Podszedł do niego i też oparł się o burtę.
– Chyba czegoś nie rozumiem…
– Tak jak wiele ludzi… – Odpowiedział smutno staruszek – Jestem Wędkarzem Dusz, zajmuje się łowieniem świeżo zmarłych osób – Na chwilę przerwał, aby poobserwować reakcje towarzysza, który dalej przejęty mocą morskiego demona, wyrzucał z siebie wczorajszy obiad – I jak na osobę świeżo po śmierci, to nie jest aż tak z tobą źle – Stwierdził, klepiąc go przy tym delikatnie po ramieniu – Większość osób zazwyczaj próbuje mnie zabić, jak ich łowię… Skurwysyny.
– Brzmi to jak bardzo traumatyczna robota – Zaczął, starając się by patrzeć w oczy staruszkowi – Pewnie widziałeś mnóstwo oszalałych ludzi, którzy nie mogli uwierzyć w to co się stało.
– Tak… – Odpowiedział, wyciągając z kieszeni papierosa i zapalając go, odwrócił się w stronę morza – Widziałem mnóstwo szaleńców… – Zrobił pauzę by zaciągnąć się papierosem, po chwili wypuścił z siebie niewielką tytoniową chmurkę – Lecz czy są normalni ludzie na tym świecie? – Zapytał się retorycznie, odwracając głowę w jego stronę – Czy po doświadczeniu śmierci, człowiek może być normalny? Trochę w to wątpię…
– Ile już tu jesteś? – Zapytał trochę mu współczując.
– Może już być ze czterdzieści lat – Stwierdził starzec zasmucony – Tkwię w tym pieprzonym piekle tak długo…
– Czy nie powinien ktoś sterować tą łodzią? – Zapytał zmieniając temat.
– O kurwa! – Wrzasnął wyrzucając papierosa do wody – Faktycznie!
Momentalnie staruszek pobiegł w stronę steru. Statek na szczęście nie był ogromny, przez co odległości dzielące go, od jednego miejsca, do drugiego, były niewielkie. Będąc już w kabinie, rybak złapał za ster i zakręcił nim, łódź w końcu ruszyła w dobrą stronę. W trakcie robienia manewrów, staruszek wziął stojącą obok niego flaszkę i za jednym zamachem opróżnił całą.
– Teraz już jestem gotowy do akcji! – Krzyknął, uśmiechając się przy tym jak dziecko widzące nową zabawkę – Poloneza czas zacząć, ha ha ha!
Z kim ja właściwie płynę?
•
Martwe morze przejął sztorm, ogromny sztorm. Łódka na której płynęli, ledwo utrzymywała się na tak dzikich falach. Oboje na szczęście schowani byli w kabinie, przez co nie doświadczali potęgi fal na własnej skórze.
– Jak to możliwe, że jest tu pieprzony sztorm?! – Krzyknął przerażony, kurczowo trzymając się ścian kabiny.
– To nie jest sztorm! – Wrzasnął kręcąc sterem jak powalony – To jest gniew zbłąkanych dusz, które zmarły ciężką śmiercią! – Mimo obecnej sytuacji, starzec wyglądał na spokojnego. Było tak pewnie dlatego, że opróżnił dwie flaszki czystej i trzymał w gębie papierosa – Krótko mówiąc, jesteśmy w dupie!
– Jak to!? – W tym momencie stracił całą wiarę w dziada – Przecież mówiłeś, że jesteś mistrzem w swoim fachu!
– Tak? – Zapytał głupio – Chodziło mi o pędzenie bimbru z lokalnych trupów…
– Japierdole… ! – Złapał się za głowę – Serio!?
– Oczywiście! – Rzekł wesoło. Widać było, że alkohol kompletnie nim zawładnął – Najlepszy w okolicy!
– Mam przejąć ster? – Zapytał jak na razie łagodnie.
– Nie trzeba… – Wzruszył ramionami staruszek – …Dam sobie radę.
– Właśnie widzę! – Odpowiedział mu na to, próbując siłą.
– Co ty robisz?! – Wrzasnął gdy mu wyciągnął papierosa z ust – Nie zabiera się fajek kapitanowi!
– Spierdalaj dziadu! – Krzyknął wyszarpując go zza steru – Twoje pięc minut już się skończyło! – Uśmiechnął się, pierwszy raz od bardzo dawna – Teraz moja kolej!
Chwycił za kierownice i zakręcił nią, wtedy sobie przypomniał że nigdy nie płynął łódką. Przypomniał sobie też dlaczego tego nie robił, i od razu poczuł jak coś próbuje wyjść jego gardłem. Był to, już wiele razy wspominany, Morski Demon, szerzej znany jako choroba morska.
– Zmieniam zdanie! – Wrzasnął panicznie – To twój statek, więc ty nim steruj! – W tym momencie spojrzał w miejsce, w które go rzucił. Staruszek sobie smacznie spał, cmokając przy tym swojego kciuka – Japierdole! To jakieś żarty?!
Demon ściskał jego gardło. Nie mógł już powiedzieć ani słowa… Dusił się.
Wziął stojące w kącie wiadro, i tak zaczęła się runda druga. Demon naciskał z całej siły. Nic z niego nie zostanie, tylko to pełne wiadro.
– Wstawaj… ! – Powiedział gdy odzyskał głos – …Wstawaj ty stary chuju! – Potrząsnął staruszkiem z całej siły, lecz ni chuja się nie obudził – Japierdole… ! – Spróbował jeszcze raz – …Obudź się do jasnej cholery!
– Nie obudzi się… – Był to bardzo cichy szept, mimo tego było w nim coś tak bardzo przerażającego, że aż mu włosy stanęły dęba – …Jest już jednym z nas… – Znów ten sam szept, teraz jednak umiał stwierdzić skąd pochodzi. Osoba szepcząca, była tuż za nim. Odwrócił się, jak najszybciej jak tylko mógł i to ujrzał - ogromną falę, która swoim wyglądem przypominała twarz człowieka. W miejscu, w którym powinny być oczy, woda świeciła się niczym latarnia – …Jest nową kroplą, w naszym morzu.
Przerażenie w nim, sięgnęło zenitu. Nie wiedział co zrobić, całe jego ciało przeszył paraliż. Przez to nie mógł oderwać wzroku od fali. Coś dla niego było w niej nie tak. Dlaczego akurat ich zaatakowała? I dlaczego go jeszcze nie zabiła?
– Jesteś bardzo interesujący… – Wyszeptała, jej głos… tak jakby mnóstwo głosów połączyło się w jedno – …Ale, chyba kogoś nam odebrałeś… Co nie?
– Nie… – Wydusił z siebie – Nie wiem…
Fala na chwilę zniknęła, lecz tylko na chwilę, bo kilka sekund później zobaczył ją w pełni okazałości. Bo to nie była tylko fala, lecz całe morze. Przepełnione gniewem i nienawiścią, próbowało zatopić jego łódź.
Dalej nie wiedział co robić. Teraz jednak mógł już się ruszyć, paraliż minął. To oznaczało jedno: dali mu szansę do walki, musiał więc ją wykorzystać!
Łódź chwiała się na wszystkie strony, a on razem z nią. Nie mógł przez to się skupić, a musiał! Wysokie, na ponad pięć metrów fale atakowały łódkę, aż w końcu ją kompletnie utopiły. On w tym czasie, uderzany wiele razy głową o ścianę, stracił przytomność.
Ostatnią rzeczą jaką zobaczył, była jego krew na ścianie kabiny, oraz woda wdzierająca się do środka.
To koniec…
Komentarze (6)
Dzięki za kawał głupawki na tym martwym morzu.
"“Polska”" - zły cudzysłów. Poprawne wyglądają tak: „ ”. I przed "dystryktu" też niepotrzebny dwukropek
"Czyżby to była ostatnia rzecz jaką poczuje?" - poczuję
"Powoli unosił się po jej tafli, słona woda mocno go szczypała w ranę po postrzale." - na tafli, nie po. I ogólnie całe to zdanie jest raczej niezgrabne, więc lepiej byłoby inaczej je zapisać
"Pocieszała go myśl że za minutę będzie martwy, i cały ten ból przestanie istnieć." - przecinek przed "że", a przed "i" nie. I ból raczej "znika" lub podobnie, a nie "przestaje istnieć"
"– Japierdole!" - tu chyba nie muszę wskazywać błędu...
*masz zły zapis dialogów. Odsyłam do artykułu: https://www.wspolnymi-silami.pl/2015/03/poprawny-dialog.html
"Miał już dość, oczekiwanie na tą chwilę trwało wieki." - tę
"Twoje pięc minut" - pięć minut
*błędów oczywiście jest więcej. Wszystkich nie wypisywałem.
Tak poza wulgaryzmami, to nawet niezłe. Oczywiście strasznie to niezgrabne, błędów jest masa, ale zakładam, że piszesz od niedawna, więc nie jest tragicznie. Wystarczy trochę ciężkej pracy, pasji i samozaparcia i z czasem będziesz pisać lepiej. Wystarczy chcieć i szlifować warsztat. I naprawdę: wulgaryzmy nie są do niczego potrzebne - w zasadzie to strasznie spłycają i infantylizują dialogi. To znaczy przynajmniej tutaj, w tekście, który, jak rozumiem, ma być zabawny, a bohaterowie po prostu klną jak szewcy i nic z tego nie wynika.
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania