Pierwotne ogrody
Plac w moim mieście
Ostatnio bardzo się zmienił
Wcześniej kamienna pustynia
Teraz oaza zieleni.
Miasto robiąc nasadzenia
Pomaga planecie
Zastępując twardy beton
Kolorowym kwieciem.
To jest powrót do korzeni
Na łono przyrody
Człowiek już tak wiele zmienił
Betonując pierwotne ogrody.
A to one źródłem życia
To początek naszej ziemi
Czy zdążymy je przywrócić
Aby żyć pośród zieleni.
Komentarze (6)
Nie szkoda ci czasu na takie wypociny?
Mnie nie. Pozdrawiam
Bardzo ciekawy utwór. Jego siła tkwi przede wszystkim w tym, co poezja obecnie kocha najmocniej: głęboki poziom zaangażowania emocjonalnego, przeżycie, które wyrasta bezpośrednio "ze środowiska" autora, tudzież podmiotu lirycznego, a jednocześnie poruszenie istotnych kwestii w sposób niemal banalny. Jednocześnie można powiedzieć, że jego ogromną siłą jest przede wszystkim minimalizm procesów myślowych lub niemal ich całkowite wycięcie, aż do miejsca, w którym coś, co pojawia się jako refleksja, bardzo szybko staje się wyłącznie bardziej dziecięcym sposobem postrzegania i definiowania świata, niż jego raczej surową, chłodną, rzeczową oceną, której dorosły człowiek może mieć po prostu dosyć.
Dlatego, częściej niż aktywizację chociaż jednej półkuli, wybiera właśnie nawet nie schematy i proste drogi, ale przyziemne, infantylne fantazje, które następnie urastają do rangi globalnego problemu-rozwiązania, w ten sposób człowiek projektuje swoje poczucie przywiązania nie tylko do określonego miejsca, ale również planety, jako niemal mitologicznego bytu, który jest jego macierzą. Jednocześnie jest to jeden z tych utworów zaangażowanych, który, pomimo silnego związku z prezentowanym tematem, mówi o nim niemal w sposób dla siebie naturalny, oczywisty i łagodny, jakby działanie podjęte przez wspomniane miasto, były w stu procentach czymś zwyczajnym, przez co odbiorca nie tyle ma do czynienia z niebotycznym faktem, co zwyczajowym zachowaniem, które jednocześnie potrafi do jego serca przemycić nadzieję na lepsze jutro.
Dziękuję bardzo za dogłębną analizę. Pozdrawiam
i cóż się ostało po moich słowach. Nic, absolutnie, NIC. Zmiotłaś mnie caluśkiego do kąta, w którem to stoję i chlipię. I dowiodłaś dobitnie że nie dostrzegłem arcydzieła wyrazonego najdoskonalszą formą słów wyrastających z dziecięctwa.
Bardzo mi się podoba . 5 oczywiście .
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania