Pierwsi z ostatnimi

Nie ufam ludziom z poczuciem humoru. Nigdy

nie wiadomo kiedy wybuchną. Myśl pozytywnie.

 

Stwarzaj pozory. Wznieś się ponad tłum.

Może dają jeszcze paski jako wyróżnienie

może łatwiej będzie ich kiedyś zeskanować.

 

Kreskowy potwór pożera pół miasta

a bezsenność zagryza szyby i mdli nas

widok, gdy dawno już wybiła północ.

 

Człowieka w takt przedostatniego tramwaju

przeciąga się zaspany wieżowiec. Drapacz chmur.

 

A to śmieszne. Dzisiaj bezgwiezdne niebo.

Bezchmurne. Czarny bez w którego kolorze

jest ta połać bylejaka nad głowami kwitnie

tylko w dolinach wytchnienia. I bez wytchnienia

światło czai się w zaułkach. Poluje na ciemność.

Skacze do gardeł przypadkowej latarni.

 

Krótki i ledwo słyszalny jazgot żarówki.

Dławi się chwilę światłem. Błyska i gaśnie.

Ciężko powiedzieć. Nazwać ten dziwny akt.

Nie wiadomo czy to jeszcze destrukcja

czy już akcja humanitarna.

 

Zacznę od przodu. Jest czwarta nad ranem.

Za moimi plecami gaśnie latarnia. Zdawało mi się

że słyszę jak coś w żarówce pęka.

 

Przede mną pusta ulica. Sygnalizacja świetlna

ma jeszcze wolne. Tylko pomarańczowe mruga.

Gdzieś w oddali sunie echo torami miasta.

Po lewej stronie jest przystanek tramwajowy.

Po prawej widzę kilka manekinów.

 

To ludzie bez twarzy. Mogą być każdym.

Mówię do nich dzień dobry lub do widzenia.

Teraz państwa kolej na pobudkę lub odpoczynek.

 

Skąd mam wiedzieć czy noce ich męczą

jak mnie zmęczyły wino taniec frytki z majonezem i

dałabym sobie głowę uciąć. I dalej nie wiem

czy to jeszcze destrukcja czy akcja humanitarna.

Robi się widno. Pierwsi ludzie mijają się z ostatnimi.

Średnia ocena: 1.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania