pierwszego listopada

schodzę z drzewa

ubieram się ciepło

długie włosy pod czapką

 

kasuję bilet w 517

zastanawia mnie

kto z pasażerów zagrałby w kości

o kurtkę z Chińskiej Republiki Ludowej

 

wysiadam

nerwowe szukanie miejsc na parkingu

wata cukrowa przy bramie

modlitwy w posmrodzie bigosu i gorzały

przebaczam handlarzom kradzionych wiązanek

nad dłońmi oplecionymi różańcem

 

pora wracać

 

zdejmując buty

spoglądam na stopy

farba schodzi mi z nóg

od pocałunków starych kobiet

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (11)

  • betti 05.05.2018

    Bardzo dobry wiersz. Zdejmuję buty, to jedno bym poprawiła.

  • spirytysta 05.05.2018

    Dziękuję

  • betti 05.05.2018

    spirytysta to ja dziękuję, rany, jaka to przyjemność przeczytać dobry wiersz. Uwielbiam takie chwile...

  • Justyska 05.05.2018

    Ująłeś sedno powierzchowności tego dnia. Podziwiam kunszt.( i wciąż nie mogę zrozumieć kto te gwiazdki wstawia... eh)
    Pozdrawiam 5:)

  • spirytysta 05.05.2018

    Dziękuję :)

  • Agnieszka Gu 06.05.2018

    Witam,
    Wiersz ma to "coś", jest tu klimat, nieuchwytny obraz emocji oplatanej wrzutami z przeżywanej rzeczywistości.
    Tak jakby istnieć mentalnie w trzecim wymiarze, do którego co chwila wpadają okruchy z realnego, fizycznego świata.
    Tak go właśnie odebrałam.
    Pozdrawiam

  • spirytysta 07.05.2018

    ciekawa interpretacja :)

  • Aisak 06.05.2018

    Pointa mnie oczarowała.

  • spirytysta 07.05.2018

    fajno :)

  • D4wid 06.05.2018

    Pewnie miałeś co innego na myśli tworząc ten tekst, ale ja tutaj widzę upadek liścia. Nie jestem dzisiaj zbyt wylewny, powiem tylko, że jest to piękny wiersz.

  • spirytysta 07.05.2018

    Faktycznie, trochę za dużo się tu dopatrzyłeś :), pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania