pierwszego listopada
schodzę z drzewa
ubieram się ciepło
długie włosy pod czapką
kasuję bilet w 517
zastanawia mnie
kto z pasażerów zagrałby w kości
o kurtkę z Chińskiej Republiki Ludowej
wysiadam
nerwowe szukanie miejsc na parkingu
wata cukrowa przy bramie
modlitwy w posmrodzie bigosu i gorzały
przebaczam handlarzom kradzionych wiązanek
nad dłońmi oplecionymi różańcem
pora wracać
zdejmując buty
spoglądam na stopy
farba schodzi mi z nóg
od pocałunków starych kobiet
Komentarze (11)
Bardzo dobry wiersz. Zdejmuję buty, to jedno bym poprawiła.
Dziękuję
spirytysta to ja dziękuję, rany, jaka to przyjemność przeczytać dobry wiersz. Uwielbiam takie chwile...
Ująłeś sedno powierzchowności tego dnia. Podziwiam kunszt.( i wciąż nie mogę zrozumieć kto te gwiazdki wstawia... eh)
Pozdrawiam 5:)
Dziękuję :)
Witam,
Wiersz ma to "coś", jest tu klimat, nieuchwytny obraz emocji oplatanej wrzutami z przeżywanej rzeczywistości.
Tak jakby istnieć mentalnie w trzecim wymiarze, do którego co chwila wpadają okruchy z realnego, fizycznego świata.
Tak go właśnie odebrałam.
Pozdrawiam
ciekawa interpretacja :)
Pointa mnie oczarowała.
fajno :)
Pewnie miałeś co innego na myśli tworząc ten tekst, ale ja tutaj widzę upadek liścia. Nie jestem dzisiaj zbyt wylewny, powiem tylko, że jest to piękny wiersz.
Faktycznie, trochę za dużo się tu dopatrzyłeś :), pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania