Pieśń o powrocie rzemiosła.

A potem runęły szklane wieże.

Nie w ogniu i nie w wojnie, lecz w cichym zapomnieniu. Ludzie przestali wpatrywać się w ich lustrzane ściany, jak niegdyś przestali modlić się do martwych bóstw.

Kredyty rozsypały się jak jesienne liście, algorytmy umilkły, a cyberludzie odkryli nagle, że ich serca wciąż biją w rytmie starszym od maszyn.

Powrócili więc ku ziemi.

Nie jako wygnańcy, lecz jako ci, którzy przypomnieli sobie drogę.

Tam, gdzie dawniej stały magazyny, powstały warsztaty. Tam, gdzie migotały ekrany, zapłonęły piece garncarskie. Tam, gdzie liczono wzrost, zaczęto mierzyć kunszt.

Narodziła się nowa sztuka.

Mistrzowie przez lata ćwiczyli dłonie, jak niegdyś mnisi ćwiczyli modlitwę. Powoli uczyli się drewna, metalu, wełny, gliny i cierpliwości.

Nie ścigali czasu.

Pracowali, a potem odpoczywali. Tworzyli, a potem milczeli. Znali wartość zmęczenia i świętość bezczynnego popołudnia.

Powstały tysiące małych manufaktur.

W dawnych garażach, na poddaszach, w stodołach, na działkach skąpanych w słońcu.

Przyjaciele budowali razem stoły, szyli ubrania, warzyli piwo z ziół, wyrabiali noże do chleba i instrumenty dla dzieci.

Każda rzecz miała imię. Każda rzecz miała historię. Każda rzecz znała twarz swojego twórcy.

Ubrania nie przybywały już z odległych krain. Powstawały za rogiem, w dłoniach sąsiadki, która znała wymiary ciała i opowieści swoich klientów.

Jedzenie także wróciło do domów.

W małych rodzinnych kuchniach bulgotały konfitury. Piwnice wypełniały się przetworami, suszone owoce wisiały pod dachami, a chleb wyrastał powoli, zgodnie z ruchem księżyca.

Ludzie znów poznali smak czasu.

Nie było pośpiechu.

Były świty, zmierzchy, deszcze, pełnie, przesilenia, i ciepło słońca przesuwające się po ścianie warsztatu.

Praca przychodziła przez wiatr i światłowody.

Jedni tworzyli na odległość, łącząc się przez niewidzialne szlaki. Inni wychodzili przed dom, aby sprawdzić ule, ogród i dojrzewające pomidory.

Technologia nie zniknęła.

Stała się sługą, a nie panem.

I wtedy znów odnaleziono Święty Kwiat, ukryty pośrodku samego środka świata.

A w jego płatkach ludzie zobaczyli, że przyszłość nie przypomina miasta ze szkła.

Przypomina ogród.

Przypomina warsztat.

Przypomina długi stół, przy którym siedzą przyjaciele, wspólnie tworząc rzeczy piękne i potrzebne.

I usłyszeli głos:

„Nie wracacie do przeszłości.

Wracacie do rytmu.

Bo złota era nie jest epoką maszyn ani epoką kamienia.

To ten moment, gdy człowiek pamięta, że jego dłonie należą do ziemi, jego myśli do gwiazd, a jego życie do wielkiego cyklu słońca, księżyca i oddechu świata.”

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Starszy Woźny godzinę temu

    mnie twoja pieśń się widzi, jak nie wiem co.
    Powrót do źródeł, natury, ogrodów, "przecież stamtąd jesteśmy"
    Wkrótce zakwitnie magiczny kwiat paproci.
    Dla niektórych mieszczuchów, powrót do "wieśniactwa"
    i to może się nie podobać.
    Świat różnymi ustami oddycha i nie pomoże reanimacja.
    NO!

  • Diabelskie Muskuły

    super ! ♥️

  • Diabelskie Muskuły

    później postaram się krócej, trochę muszę się zawsze na początku rozpusac, żeby poukładać scenariusz. a tak, mam scenariusz :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania