Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Piętno Hellven (opis + prolog)

Opis:

 

Pozornie przyjazne, choć zacofane Hellven ma swoje mroczne sekrety skrywane pomiędzy szarymi, zwykłymi ludźmi i staromodnymi domami. Nikt nie spodziewa się, jak szybko niektóre z nich wychodzą na światło dzienne, kiedy ktoś spróbuje je odkryć. Nikt nie ma też pojęcia, jak bardzo to świątobliwe miasteczko upadło, skazując się na wieczne potępienie już wiele wieków temu.

Diabły i cienie krążą ukryte na ulicach, nawet jeżeli w kościele rozbrzmiewają dzwony, a interwencja z zewnątrz sprawi, że postanowią wypełznąć i ukazać swą twarz. Pierwsza krew została przelana, a maskarada rozpoczęta.

 

Zabawę czas zacząć.

 

Prolog:

 

— Dużo jest oblicz nieszczęśliwej miłości. Wiele zranionych dusz, jednak ta najbardziej zapadła w pamięci mieszkańców tego miasta — zaczęła starsza kobieta o brązowych niczym ziemia oczach i niewiele jaśniejszej od nich, pomarszczonej skórze. — Słuchajcie kochani i… nie mówcie mamie — zaśmiała się gardłowo, spoglądając na siedzące przed nią dzieci. A więc…

 

"Żył tu kiedyś — nikt nie pamięta do końca, kiedy — Narcyz. Młodzieniec bardzo piękny i równie bardzo w siebie zapatrzony, więc chociaż nie było to jego prawdziwe imię, ludzie tak właśnie o nim mówili. Nigdy mu to jednak nie przeszkadzało, ponieważ sądził, że kwiaty są te nadzwyczaj boskie. Nie przeszkadzało to również kobietom, z którymi się spotykał — a było ich wiele. Żadna, którą sobie wypatrzył i którą uwodził, nie mogła się mu oprzeć. Trafnym byłoby powiedzieć, że i on nie mógł powstrzymać się od wykorzystywania swoich wdzięków, co — jak powiedziała kiedyś stara wróżka z przedmieścia o twarzy pomarszczonej, zniszczonej przez czas — miało stać się zgubą chłopaka o symetrycznej twarzy i dziwnie fioletowych, hipnotyzujących oczach.

 

Kobiety, mimo tego, że wiedziały, kim był i jaki styl życia prowadził, szalały za nim bez pamięci — mówiono nawet czasami, że jest w nim coś magicznego — i ulegały mu za każdym razem. Wszystkie oprócz Niej. Nieznajomej, która co tydzień wpadała do miasta, żeby zrobić zakupy. Odmawiała młodzieńcowi za każdym razem, co doprowadzało go do szału.

 

Jej nastawienie jednak zmieniło się, gdy pewnego razu prawie spadła z klifu. Prawie, bo Narcyz uratował ją w ostatniej chwili.

 

Bardzo cieszył się ze swojej zdobyczy, którą w końcu posiadł po tylu miesiącach. Była dla niego niczym anioł. Szczególnie z początku — nie widział poza nią świata.

 

Wtedy ów mężczyzna nie spodziewał się, że serce tak czyste i oblicze tak delikatne mogłyby się zmienić. Przynajmniej nie tak szybko — miał bowiem nadzieję, że nie stanie się to, dopóki nie znajdzie nowej, może lepszej, naiwnej dziewki, która padłaby ofiarą jego uroku osobistego — i jak myślał o sobie — szarmancji i wdzięku, jakiego nie miał żaden inny przedstawiciel płci męskiej.

 

Nie wiedział też jednak, że kiedy mówiła mu, iż będzie on dla niej jedynym i wszystko dla niego będzie robiła, o ile ten pozostanie jej wierny, mówiła nie tylko całkowicie na poważnie, a i także z nutą groźby w głosie.

 

Minęło wiele czasu, odkąd przyprowadził dziewczynę na stałe do swego rodzinnego miasteczka i o dziwo nie stracił nią zainteresowania. Zdawało mu się, że może nawet pierwszy raz sam zaczął kogokolwiek kochać.

 

Zbudował wielki dom, którym niezwykle się szczycił — choć nie był za jego pieniądze — i zasadził w ogrodzie wiele drzew, na jednej z gałęzi wieszając huśtawkę.

 

W końcu, jak kiedyś powiedziała mu jego wybranka, uwielbiała się za młodu na takowych huśtać.

 

Po jakimś roku zaczął łapać się jednak na powrocie starych nawyków i myśli.

 

Poprawił przed lustrem już chyba setny raz swe ciemnobrązowe, można by rzec, czekoladowe loki, wpatrując się dokładnie w swoje odbicie, cały czas w głowie powtarzając słowa, które zamierzał powiedzieć w ten dzień ukochanej.

 

„Kocham cię, czy zostaniesz ze mną już na zawsze?”

 

Im dłużej to robił, tym bardziej nie skupiał się już na miłości — czy też jej braku — jakim ją darzył, a na sobie. Gdy spoglądał w odbijającą go taflę, coraz bardziej myślał nad tym, że brakuje mu rozrywek, jakimi wcześniej się cieszył — kobiety w zdecydowanie zbyt wyzywających strojach, czy inne sprawy z nimi związane, które były dla ciała i umysłu uciechą oraz rozluźnieniem, nie dawały młodzieńczemu umysłowi spokoju.

 

Kiedy patrzył się na twarz swego anioła, na Jej wąską talię i długie, zgrabne nogi, przez chwilę zapominał o innych — może czasami nawet i o sobie. Jednak gdy zostawał sam, pragnienie wolności powracało. Mocniejsze z każdym dniem.

 

Kwestią czasu zdawało się, to kiedy powróci do dawnego życia.

 

Odrzucał jednak brudne myśli za każdym razem, gdy słyszał, jak obcasy kobiety zaczynały stukać w korytarzu. Tak było i teraz gdy szybko odszedł od lustra i ze złotym pierścionkiem o dość sporym diamencie w ręce, pomaszerował w stronę swej ukochanej. Zanim zdążyła ściągnąć buty, klęknął na kolano, wyciągając przed siebie dłonie z zaręczynowym podarunkiem, który — tak, jak myślał — przyjęła z wielką radością.

 

Była ona prawie tak samo wielka, jak nienawiść, która zatliła się w sercu zranionej kobiety, kiedy zobaczyła swego lubego kilka dni po tym wydarzeniu w ich wspólnym łóżku z inną kobietą — wtedy, gdy całował usta i dotykał ciała znajomej tylko z widoku, młodej dziewczyny.

 

Nie powinna wracać wcześniej do domu. Tak byłoby lepiej dla całego miasteczka, bowiem — jak już wcześniej zostało powiedziane — aniołem była, ale tylko z pozoru i do czasu. Do momentu, kiedy pozostałby jej wierny.

 

Jednak któż by mógł się spodziewać tego, że aż tak daleko było jej do świętości?

 

Wiedźma, czy też czarownica — jak inaczej można by nazwać kobietę, która podpisała pakt z samym najwyższym i najważniejszym Panem Piekieł? — niezwłocznie obmyśliła plan zemsty, od razu wprowadzając go w swoje życie.

 

Gdy tylko znalazła kochankę swego, byłego już, lubego na ulicy, zaprosiła ją do swojego domu i gdy tylko napoiła szczurzą krwią oraz ukrytymi w niej larwami wywlokła na podwórko, podrzynając gardło.

Na tarasie wyłożonym srebrną kostką namalowała szkarłatną cieczą, która wypływała wartko z ciała kobiety, pentagram, a dokładniej trzy pentagramy, mając nadzieję, że wzmocni w ten sposób działanie swojego diabelskiego czaru.

 

Kilka razy wołała diabły, demony i rozkazywała im, aby osiadły w miasteczku. Nie zamierzała w końcu zaprzestać swej zemsty na zdradzającym jej narzeczonym — a że mężczyzna był synem burmistrza, stwierdziła w szale, iż całe miasto jest winne jej nieszczęścia.

 

Spojrzała szybko na swój zaokrąglony brzuch, o którym miała powiedzieć niewiernemu ukochanemu w dzień zdrady i czekała.

 

Czekała i dalej czekała, jednak nic się nie stało.

 

Nie otworzył się żaden piekielny krąg ani niebieski ogień nie pochłonął miasta.

 

Wiedziała, że Pan Piekieł ją wysłucha i spełni tę prośbę. Wszakże czuła, że nie nastąpi to tak szybko, jak na początku myślała. Nie mogła jednak już więcej czekać.

 

Wyciągnęła więc ze starej szopy mocną linę, która na pewno dałaby radę ją udźwignąć, i przewiesiła przez gałąź. Przez tą samą zresztą, na której niewierny młodzieniec powiesił dla niej huśtawkę.

 

I tak jak za młodu kochała się huśtać, i teraz zawisła nad ziemią, bujając się z wiatrem, który od czasu do czasu natrafiał na wątłe, niewinne, można byłoby pomyśleć, ciało. "

 

– … i wtedy zapanowała ciemność – powiedziała przejętym tonem kobieta, spoglądając na twarze dzieci. – Mówi się, że na początku dochodziło do licznych, makabrycznych morderstw, których nigdy nie wyjaśniono. Podobno ciało samego Narcyza zostało obdarte ze skóry i niczym posąg ustawione na fontannie, na głównym placu, aby każdy mógł je zobaczyć. – Staruszka uniosła ręce do góry, wskazując przez okno na wyłożone brukową kostką miejsce. – Później pojawiła się jasność, która była tak oślepiająca, że ludzie nie mogli wychodzić z domów. Niektórzy starsi zwykli mówić, że to anioły przybyły do miasta, aby wypędzić z niego złe moce.

 

– Babciu to głupie i niemożliwe – stwierdził rudowłosy chłopak, wpatrując się w pokrytą zmarszczkami twarz.

 

– Nie przerywaj, Amadiel – uciszyła go dziewczynka, która rozemocjonowana siedziała obok siwowłosej.

 

Już od dawna pragnęła usłyszeć historię o tym, dlaczego ich miasto zostało tak dziwnie nazwane. Była zdenerwowana faktem, że matka nigdy jej na to nie pozwalała. W końcu miała już całe trzynaście lat.

 

– Dziękuję, kochanie – zaśmiała się z roztargnieniem w głosie kobieta i podrapała się po głowie, jakby musiała sobie przypomnieć ciąg dalszy opowiadania. – Więc kończąc… Burmistrz, który przeżył masakrę, mówił o demonach, które mieszkają w piekle i aniołach, które oczywiście znajdują się według naszego wierzenia w niebie. Połączył więc oba te miejsca. Piekło... – przerwała, nachylając się do wnucząt – i niebo. Tak powstała nazwa Hellven.

 

– Rozumiem, czyli… – zaczęła dziewczynka, jednak jej brat znów postanowił wtrącić się w jej kwestię, tym razem ziewaniem.

 

– I tego zabraniała nam mówić mama? – zapytał powątpiewającym głosem. – To nie było nawet trochę straszne. Właśnie… mama. Nie ma jej już od kilku godzin, więc to ja rozkazuje, Amy. Idziemy spać – zwrócił się do młodszej siostry.

 

Chociaż próbował sobie wmówić, że historia go nie ruszyła, było całkiem inaczej. Nie chciał sam wchodzić do ciemnego pokoju, dlatego miał zamiar zabrać ze sobą swoje rodzeństwo.

 

Chłopak wzdrygnął się jeszcze, jakby czując na sobie oddech czegoś nadprzyrodzonego. Miał wrażenie, że ta historia wybudziła coś, czego nie powinna budzić.

 

Nie wiedział, że miał rację – chociaż nie do końca. Ktoś inny To obudził. Ktoś inny przelał pierwszą od dawna krew i bynajmniej nie miało to nic wspólnego z tą, która nagle odrobinę wypłynęła z szafy na drewnianą podłogę, zostawiając po sobie czerwone plamy, ani z tym odrobinę zbyt szerokim, nieludzkim uśmiechem staruszki, która wpatrywała się w plecy odchodzących dzieci.

 

… no, może trochę.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Vespera 2 miesiące temu
    A i to opowiadanie całkiem spoko, widzę jest wena i pomysły ^^
  • Visen Ve 2 miesiące temu
    Są, są 🙈 tylko niestety czasu mniej 😂
  • Liv12365 2 miesiące temu
    Spodobało mi się nawiązanie do huśtawki, tutaj Ci muszę przyznać - grartki. :P
    Ogółem całość utrzymana w dość mrocznym tonie, co bardzo dobrze się wpasowuje w wydarzenia - przynajmniej w prologu.
    Parę rzeczy bym zmieniła, ale to bardziej kwestia preferencji niż błędu.

    Pozdrowionka

    Wilczyca :p
  • Visen Ve 2 miesiące temu
    Uuuu, mam cię i tutaj <3 Cieszę się, że się spodobało... i nie ma nawet narzekania na zaimki, dobrze dla mnie :P
  • Visen Ve 2 miesiące temu
    Uuuu, mam cię i tutaj <3 Cieszę się, że się spodobało... i nie ma nawet narzekania na zaimki, dobrze dla mnie :P
  • Liv12365 2 miesiące temu
    Visen Ve No trzeba przyznać, że z zaimkami coraz lepiej Ci idzie, ale pilnuj cały czas ;p
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Widzę, że się nie poddałaś z tą historią. Bardzo mnie to cieszy!
    Wprowadzenie dobre, odpowiednio nakreśla nastrój. Sposób ukazania tego z perspektywy historii opowiadanej wnukom przez babcię bardzo mi się podoba, ostateczne wątpliwości chłopca też wychodzą bardzo wiarygodnie - raczej każde dziecko po usłyszeniu czegoś takiego miałoby w głowie widmo, że mooooże coś w tym jest... ;) A jak to takie historie mają do siebie, raczej będzie dane mu się o tym wkrótce przekonać.
    Zakradło się kilka błędów, ale nie chce mi się wypisywać, nie zepsuły one odbioru historii. Do poprawy w wolnym czasie, jak mi się kiedyś będzie chciało to może napiszę. Więc się nie przejmuj tym na zapas~
    Pozdro!
  • Visen Ve 2 miesiące temu
    Dziękuję bardzo! Ostatnio w wolnych chwilach na nowo siadam do pisania i cieszę się, że ludziom się podoba❤️

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania