Poprzednie częściPiętno Hellven (opis + prolog)
Pokaż listęUkryj listę

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Piętno Hellven (Pierwsza Krew - wprowadzenie)

Jego ubrania były obdarte, a dawny, piwny brzuch zniknął, pozostawiając na swoim miejscu gołą skórę, nieestetycznie przylegającą do kości. Allen Tried w swoim szaleństwie od dawna żył wyłącznie o wodzie. Dziękował bogom, że jego ukochana córka nie widzi go w takim stanie – zawsze dbała o niego bardziej niż o siebie, szczególnie gdy widziała, że się przepracowuje.

 

,,Już nikt mnie takim nie zobaczy…"

 

Od kiedy pamiętał, był nazywany ekscentrycznym malarzem, który nie do końca ma równo pod sufitem, ale zawsze zbywał niemiłe odzywki ludzi, uważając, że przesadzają. Teraz był jednak pewien, że ludzie posądziliby go o wariactwo i niejednemu z nich przyszłoby na myśl wysłanie go do psychiatryka – najlepiej gdzieś daleko, żeby i ich nie ogarnęło to szaleństwo. Mężczyzna wiedział, że jedynie pokaźny majątek ocieplał jego wizerunek w tym społeczeństwie, w którym liczyła się pozorna bogobojność i normalność, którymi on nigdy się nie przejmował. Nawet jeżeli naprawdę był sympatycznym człowiekiem, nikt poza Eve i jego dawno nieżywą żoną tego nie wiedział.

 

Nikt nigdy nie przychodził do niego w odwiedziny, przynajmniej do czasu – czego teraz żałował. Mimo tego, że dla większości ludzi wydawał się być dziwacznym introwertykiem, który nikogo nie potrzebował, pragnął przyjaźni i kontaktu z kimkolwiek. I zaślepiony tym pragnieniem, kilkanaście miesięcy temu otworzył się na pewną trójkę.

 

Za późno zdał sobie sprawę, że to właśnie najbardziej pazerni i zepsuci ludzie w tej małej, przeklętej mieścinie Hellven z własnej woli zasiedli na miękkich fotelach w salonie, podając się za przyjaciół, tylko po to, aby wykorzystać jego dobroć. Tak potrzebował ludzi i ich zrozumienia, że za późno zauważył, jak za jego plecami zacierali swoje brudne łapska na samą myśl o tym, co posiada, i że mogliby zrobić wszystko, aby to przejąć. Zdecydowanie za późno.

 

Stracił wszystko, miał stracić jeszcze więcej.

 

Dlatego też właśnie teraz zmywał krew z rąk i z zachwytem patrzył na dzieła, nad którymi pracował od wielu miesięcy w samotności. Czwarty, ostatni obraz, był najpiękniejszy.

 

– Moja ukochana Eve, najdroższa córko… abyśmy się nie spotkali po drugiej stronie. Chcę wierzyć, że chociaż ty będziesz na wieczność bawić się pośród aniołów – zawołał, wspominając ostatni uśmiech dziewczyny, który posłała mu, zanim pojechał na spotkanie z nabywcami w galerii sztuki, a której już potem więcej nie zobaczył.

 

Zapach benzyny już od kilku minut unosił się w pokoju, kiedy w końcu wyciągnął zapałkę z pudełka. Jeden ruch, jedna iskra i będzie po wszystkim.

 

To było jego pożegnanie.

To była część jego paktu.

To będzie jego zemsta.

 

***

 

Za biurkiem, na skórzanym fotelu, siedziała kobieta o owalnej, rumianej twarzy. Wielkie, błękitne oczy i wyeksponowane kości policzkowe intensywnie przyciągały uwagę dwóch z trzech mężczyzn. Przyszli tu, aby otrzymać spadek po zmarłym już malarzu. Byli w końcu jego jedynymi przyjaciółmi i jedynymi spadkobiercami, od kiedy jego córka uciekła z domu.

 

Po Hellven szerzyła się plotka, że Allen właśnie przez zaginioną Eve popełnił samobójstwo. Byli pewni, że nie były to puste słowa, w końcu opuściła go jedyna osoba, na której mu naprawdę zależało od tragicznej śmierci jego żony. Niekoniecznie jednak przejmowali się ani jednym, ani drugim.

 

– Panowie Herric, Gebrant i Jerin. – Uniosła wzrok znad dokumentu, poprawiając okulary i podała im papier, na którym widniał spis bogactw Trieda. Już zaraz będą ich. – To już wszystko, teraz musicie tylko podpisać testament.

 

– Panienko, nigdy wcześniej cię tu nie widziałem. Nie jesteś z Hellven, prawda? – zapytał z zadziornym uśmiechem Gabriel Herric, podczas gdy reszta zajęła się formalnościami. Chwycił dłoń urzędniczki, na co ta nieznacznie się skrzywiła. – Nie wiem, czy powinienem to podpisywać, bo jesteś tak diabelsko piękna, że kto wie, czy nie jest to pakt, którym uwięzisz moje serce na wieki w płomieniach.

 

Mark Jerin, który jako jedyny nie był zainteresowany kobietą, prychnął pod nosem z wyraźnym rozbawieniem. Gabriel jego zdaniem zdecydowanie nie umiał się zachować, a jego teksty wydawały się najmłodszemu co najmniej idiotyczne – nie miał pojęcia, jakim cudem jakakolwiek dałaby się na to złapać – chociaż sam znał niejedną kochankę Herrica. Za to niespełna trzydziestoletni Rodrig Gebrant zirytował się słowami znajomego. To on chciał poderwać blondynkę, jednak miał zamiar to zrobić po całym tym przedstawieniu – wmawiał sobie, że ma w sobie sporo dobrego smaku i nie zamierzał robić czegoś takiego nad dokumentami spadkowymi.

 

,,Litości."

 

– Wie pan, podobno każdy urzędnik jest wysłannikiem diabła.

 

Wyciągnęła dłoń z jego uścisku, odpowiadając nie niemiło, ale wystarczająco dosadnie i z nutą kpiny. Próbowała w zarodku zdusić te nieudolne jej zdaniem podryw. Delikatnie się uśmiechnęła. Chciała jak najszybciej stąd wyjść.

 

– Proszę się opanować, panie Herric, jest to co najmniej niestosowne. W końcu jesteście tutaj, aby podpisać testament.

 

Gdy mężczyźni oddali dokument, kobieta umieściła go w teczce i wstała z krzesła, po czym delikatnie skinęła głową w ich kierunku. Już od kiedy weszła do tego pomieszczenia, pragnęła z niego wyjść. Ci ludzie przyprawiali ją o bóle głowy już od samego początku.

 

– Czyli gdybym powiedział to pani gdzieś indziej, zgodziłabyś się ze mną umówić? – powiedział Gabriel z nadzieję w głosie. Zdecydowanie nie był przyzwyczajony do tego, aby jakakolwiek przedstawicielka płci pięknej, która go zainteresowała, mu odmówiła.

 

– Zmarł nasz przyjaciel. – Rodrig szybko postanowił jednak opanować sytuację. Chwycił go za ramię i pociągnął do tyłu. – Pomyśl, jak biedny Allen musiał cierpieć po zaginięciu Eve, że aż popełnił samobójstwo. Chciałbym chociaż móc się z nim pożegnać…

 

Oczywiście nie było mu żal Trieda. Majątek tego szaleńca należał teraz do niego i to było najważniejsze. Tylko jeden zapis w testamencie nie pasował ani jemu, ani reszcie jego partnerów w interesach – każdy z nich dostał po dość makabrycznym obrazie Allena. Tworzył je od kilku miesięcy, zamknięty w swojej piwnicy. Nie były one może jakoś cenne, jednak o ile by ich nie przyjęli, albo by się ich pozbyli, mieli stracić wszystko, co im przepisał – dlatego postanowili je zabrać. Stały więc oparte o ścianę gabinetu i czekały na przewiezienie do nowych domów.

 

– W takim razie przekażę mu to, że za nim tęsknicie i go pozdrawiacie – powiedziała kobieta, ponownie poprawiając okulary i podeszła do solidnych, mahoniowych drzwi. Jedną ręką przycisnęła teczkę do piersi, które zasłaniała nienagannie wyprasowana, czarna koszula, a drugą nacisnęła klamkę. – Żegnajcie.

 

Dopiero gdy blondynka wyszła z pomieszczenia, dotarło do nich to, co powiedziała. Popatrzyli na siebie porozumiewawczo i szybko otwarli drzwi, chcąc dowiedzieć się, o co dokładnie chodziło, jednak nie było jej już na korytarzu.

 

,,Zniknęła?"

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Liv12365 2 miesiące temu
    Ładny początek - czuć klimat. Zobaczymy co będzie dalej. Błędów większych nie wyłapałam, co oznacza, że albo ich nie ma albo są tak drobne, że nie rzucają się w oczy. :3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania