Piszę, żebz wracać do siebie... słowo po słowie....
Piszę, żeby wracać do siebie... słowo po słowie....
Piszę, bo po długim czasie cisza przestała dla mnie być pusta
i zaczęła być bezpieczna.
Bo właśnie w niej najłatwiej usłyszeć to, co naprawdę moje.
Nie od razu.
Nie jednym zdaniem.
Czasem tylko jednym słowem, zapisanym ostrożnie, niepewnie,
jakby na próbę.
Przez długi czas żyłam w ogromnym napięciu.
W stresie, który zabierał oddech, uwagę, energię.
Mówiłam językiem, który nie był mój,
dopasowanym, wygładzonym, ostrożnym.
Takim, który nie zadawał pytań
i nie domagał się prawdy.
Gdzieś po drodze zgubiłam siebie.
Nie nagle.
Raczej powoli, cicho, niemal niezauważalnie.
Pisanie jak powrot do życia.
Jak powrot do domu, którego już nie mam....
Każde zdanie jest dziś krokiem.
Nie zawsze pewnym.
Nie zawsze prostym.
Czasem się cofam, czasem wykreślam,
czasem zostawiam coś niedopowiedziane.
I to też jest w porządku.
Chcę tu też zostawić ciche dziękuję dla jednej osoby.
Dla kogoś, kto dziś dał mi impuls, odwagę, delikatne "spróbuj".
Myślałam o pisaniu od dawna,
ale bardzo się bałam tego pierwszego kroku,
tego, co się we mnie odezwie.
To dzięki temu wsparciu dziś naprawdę zaczęłam.
Piszę, bo wracam do siebie po dużym stresie
i uczę się znowy oddychać swoim tempem.
Bez pośpiechu.
Bez przymusu.
Z nadzieją, że dam radę
nawet jeśli nie od razu wiem, jak.
Piszę, żeby sprawdzić, co czuję naprawdę,
a nie tylko to, co wypada czuć,
żeby przypomnieć sobie,
że mam prawo do własnego rytmu,
własnego głosu,
własnej ciszy.
Słowo po słowie wracam do siebie.
Bez presji.
Bez planu na wielką opowieść.
Na razie wystarczy, że jestem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania