Placek - kartki z pamiętnika

Cześć Pamiętniku!

 

Gdy do ciebie pisze Julka, to zawsze musi być numer dnia i miesiąc. Jak nie zapomnę, to też tak będę robił. Dziś jest czwartek. W czwartki spotykam się z kolegami i jemy śniadanie w restauracji. Niestety z nieba ciągle płynie woda. Sprawdziłem dotyklanie. Marcin na taki deszcz mówi, że „leje jak z cebra”. Co to jest ceber, to nie mam pojęcia. Może takie specjalne chmury? Moje okno było zamknięte, no to zawołałem, aby ktoś otworzył mi drzwi. Czekałem i czekałem aż dziesięć sekund. Przyszła Justyna. Chyba wiedziała, że nigdzie nie pójdę, ponieważ patrzyła na mnie i dziwnie się uśmiechała.

Zrobiłem dwa kroki, zamoczyłem łapkę w kałuży i gdy poczułem że z wąsów spadają mi krople wody, natychmiast zawróciłem do domu. Mówię ci, nie ma nic gorszego, gdy mokre futerko klei się do skóry. Wczoraj, albo kiedyś dawniej, też na mnie napadało dużo deszczu i Julka powiedziała, że wyglądam jak zmokła kura. Nigdy nie widziałem kury, nawet takiej niezmokłej. Ale bardzo współczuję, bo zmokłe kury na pewno nie mają nawet schroniska.

Aha! O rybnej restauracji, do której chodzę raz w tygodniu, jeszcze nie wiesz. Kiedyś, zanim wprowadziłem się do domu przy ulicy Malinowej, mieszkałem w schronisku obok tej restauracji. To schronisko to takie stare połamane krzesło za śmietnikiem. Był tam ciągle przeciąg, ale przynajmniej nie mokłem w czasie deszczu.

Od czasu do czasu miałem tam pycha jedzonko. Zwłaszcza wtedy, gdy w restauracji pracował Jasiek. Najbardziej smakują mi łososie i kawior. Oczywiście dzieliłem się jedzeniem z kolegami, którzy też mieli swoje schroniska za restauracją. Czasem wpadał do nas Bosman. Taki fajny gość! Bosman długo pracował na statku, teraz jest na emeryturze i niedawno okazało się, że mieszka z panem Józefem niedaleko ode mnie. Bosman nauczył mnie chodzić po drzewach, polować w terenie i rozpoznawać ryby po ich smaku.

Tak w ogóle, to mieliśmy tam bardzo urozmaicone wyżywienie. Na przykład w środy i piątki przynosiła nam obiady babcia Marianna. Przyznaję, że dobrze gotowała. Wszystko świeżutkie, pachnące, tylko strasznie dużo warzyw. Od czasu do czasu lubię zjeść trochę marchewki, ale bez przesady.

Wyobraź sobie, że kiedyś Jasiek zachorował, a Bosman wyjechał z panem Józefem na wczasy. Nastały bardzo chude dni. Nic tylko marchewka, dynia i pietruszka. Ale kiedy babcia Marianna przyniosła (chyba przez pomyłkę) zupę fasolową i rozbolały nas brzuchy, to powiedzieliśmy: „Dość”. Najpierw trochę zdrzemnęliśmy się. Potem Rudy poszedł na polowanie, ponieważ jest najstarszy i na tym najbardziej się zna. Ja i Łaciaty postanowiliśmy zrobić transparent. Taki w proteście. No wiesz, żeby babcia Marianna zmieniła nam jadłospis. Łaciaty zaproponował, aby napisać: „Wolimy pieczone płotki od gotowanej karotki!” Nie przepadam za płotkami. Są przecież lepsze ryby. Zaproponowałem inne hasło: „ Wolimy łososie od fasoli w sosie”. Łaciaty prychnął, wyszczerzył zęby i warknął prawie tak, jak ten rasowy kundel z bloku obok sklepu mięsnego.

- Nie bądź taki bezczelny! Skąd babcia weźmie łososia? Wystarczy, że przyniesie nam płotki.

Popatrzyłem mu groźnie w oczy i odpowiedziałem:

- Ale przecież nie zaszkodzi poprosić o coś lepszego. Najwyżej tego nie dostaniemy. Może babcia nie wie, że łososie nam lepiej smakują?

Na to on pacnął mnie łapą w ucho. Oddałem mu też w ucho i trochę go podrapałem, ponieważ nieopatrznie wysunąłem pazury. No dobra! Nie będę kłamał. Wysunąłem pazury z premedytacją. Po co zaczynał ze mną tę sprzeczkę? Wtedy Łaciaty ugryzł mnie w ogon. Tak odrobinę. Bardzo mnie tym zdenerwował. No i się zaczęło. Ganialiśmy się po całym podwórku. Zapomnieliśmy nawet o transparentach. Byłem już tak zmęczony, że nieopatrznie wpadłem do kontenera ze śmieciami. Myłem się potem chyba trzy godziny. W końcu zasnąłem. Śniły mi się sardynki, łosoś i kawior. Nagle jakiś głos zawołał „kici kici”. Otworzyłem oczy i już miałem uciekać, ale poznałem, że to Jasiek. Przyniósł mi do schroniska rybę.

Pamiętniku! Może mi powiesz, skąd ludzie wiedzą, ze trzeba do nas mówić „kici kici”?

Teraz się zdrzemnę. Zmęczyłem się trochę. Do jutra!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Adela 2 miesiące temu
    Kartek z tego pamiętnika jest więcej. Placek - kot, który został przygarnięty przez rodzinę w dość specyficznych okolicznościach.
    To jest próbka tekstu.
    Z góry dziękuję za wszystkie komentarze.
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Adela↔Fajny tekst:)↔Tak kotkowo napisany🐈↔Na kocim luzie🐈↔Można sobie wyobrazić:)
    Pozdrawiam:)🐈↔%
  • Adela 2 miesiące temu
    Dekaosie, bardzo dziękuję. :) Pozdrawiam wzajemnie.
  • Domenico Perché 2 miesiące temu
    Pisz dalej
  • Adela 2 miesiące temu
    Domenico, dziękuję.
  • zsrrknight 2 miesiące temu
    Bardzo sympatycznie i napisane porządnie
  • Adela 2 miesiące temu
    zsrrknight, dzięki.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania