Poprzednie częściPlaneta. I

Planeta. II

Część druga - jeszcze większe niedowierzanie i szok

 

T minus szesnaście lat

Gabinet Owalny

– Drodzy Amerykanie. – Prezydent patrzący w oko kamery zastanawiał się, czy nie jest ostatnim człowiekiem w tym gabinecie. – Czeka nas niesamowita epoka w historii ludzkości. NASA wykryła planetę ze śladami inteligentnego życia, która za kilkanaście lat znajdzie się w zasięgu naszych pojazdów kosmicznych. Nie powinna stanowić dla nas bezpośredniego zagrożenia. Ameryka i inne kraje pracują nad największym w historii programem, który pozwoli tam dotrzeć jak największej ilości ludzi. Nasza gospodarka została przestawiona na produkcję porównywalną z wysiłkiem w czasie drugiej wojny światowej. Jestem pewien, że doskonale sobie poradzimy, pokazując innym, jak wykonać pracę w imieniu całej ludzkości. Niech nas Bóg błogosławi i ma w swojej opiece.

Transmisja została zakończona, a prezydent spojrzał pytająco na swoich doradców.

– Był pan bardzo wiarygodny. – Zaczął niepewnie jeden z nich, zerkając na tablet w ręku. – Są już pierwsze pozytywne komentarze ze strony niektórych kongresmenów. Pozostali są zaskoczeni i oburzeni, ale ogólnie wykazują zrozumienie dla całej sytuacji.

– Nigdy mi tego nie wybaczą. Co z giełdą?

– Nasze blokady działają. Inwestorzy chcieli spekulować, ale na razie ich powstrzymaliśmy.

– To dopiero początek. Co z ustawą o przejęciu firm technologicznych?

– Demokraci ją ciągle blokują.

– Darmozjady jedne.

 

T minus piętnaście lat jedenaście miesięcy

Biuro HP w Krzemowej Dolinie

– Zaczyna brakować nam ludzi. – Zaczął wyjaśniać jeden z managerów. – Nikt nie chce składać komputerów ani siedzieć cały dzień w biurze. Sytuacja jest przejściowa. Słyszałem, że policja zaczęła w końcu zajmować się demonstrantami. W Waszyngtonie było wczoraj tysiące rannych. To powinno odstraszyć kolejnych.

– Nie, John. Wszystko przekręcasz. Przyznaj się w końcu. Przegrałeś. – Ostre jak nóż słowa spowodowały, że w niewielkim pomieszczeniu na czterdziestym drugim piętrze zapadła głucha cisza.

– Co ty, u diabła, pieprzysz? – Mężczyzna przy drzwiach nerwowo poluzował niebieski krawat i niepewnie spojrzał na szefa, który tylko wzruszył ramionami.

– Panie Merrnick, firma znowu nie przyniosła spodziewanych zysków. Trzeci kwartał z rzędu. – Głos zabrał wysoki przedstawiciel działu kadr. – Akcjonariusze się mocno niepokoją i konieczne są bardzo trudne decyzje.

– Zysk był największy od pięciu lat, a mój dział był rentowny jeszcze w zeszłym miesiącu. Trend się zaraz odwróci. Wiem, że mam rację. Ludzie poprotestują i zaraz zapomną o całej sprawie.

– Bardzo mi przykro. Mark odprowadzi pana do wyjścia.

– A moje rzeczy?

– Czekają na dole.

W pokoju znów zapadła cisza. Sześć par oczu zaczęło intensywnie wpatrywać się w błyszczące ekrany laptopów, gruby, brązowy blat stołu konferencyjnego, jasne, pastelowe ściany i niebieskie, pogodne niebo za oknem. Wszyscy bardzo starannie unikali wzroku współpracowników. Atmosfera w salce gęstniała z każdą chwilą, nikt się jednak nie odzywał, bo ludzie bali się, że ktoś zwróci na nich swoją uwagę, a wtedy może ich spotkać dokładnie to samo.

CEO całego działu rozglądał się nerwowo, rozpaczliwie poszukując jakiejkolwiek pomocy, w końcu jednak zrozumiał, że przegrał z kretesem. Gdy było to całkiem jasne, mężczyzna wstał, lekko się chwiejąc, i ostentacyjnie powoli wyszedł, starannie zamykając za sobą drzwi, rzucił wściekłym wzrokiem na wyraźnie zmieszanego Marka i z godnością przeszedł do windy, unikając kontaktu ze wszystkimi wokół.

Ochroniarz, który równie dobrze znał ludzi na piętrze, zgarbił się i nacisnął przycisk parteru, a na dole nakazał gestem, żeby stanęli przy blacie w recepcji, i wypowiedział tylko trzy słowa:

– Przepustka, panie Merrnick.

John przez chwilę ściskał plastikową kartę z kolorowymi kółkami, potem ją oddał i wziął papierowe pudło, w które włożono zdjęcie jego tragicznie zmarłej żony, kilka dyplomów i książek. Mężczyzna powoli ruszył, nie oglądając się za siebie, i stanął, chcąc zadzwonić, ale przypomniał sobie, że nie ma już telefonu i skierował się w stronę najbliższej stacji metra, położonej dwie przecznice dalej.

– Fuck. – Po chwili postawił wszystko na murku i usiadł ze spuszczoną głową, kątem oka widząc tłumy turystów, artystów i młodych ludzi, kłębiących się przed marketem po drugiej stronie ulicy. – Fuck, fuck, fuck.

Był piątek dwie minuty przed piątą, a on jeszcze godzinę temu całkiem poważnie myślał, że będzie świętować kolejny udany tydzień na TGIF-ie.

Coś w nim ostatecznie pękło. To wyglądało jak zły sen i przypomniało zwolnienia z poprzednich firm, tym razem jednak cięć nie można było wytłumaczyć tylko i wyłącznie ciężką sytuacją gospodarczą. Cios przyszedł z najmniej spodziewanej strony. Zrozumiał, że to naprawdę koniec i nie ma co tego roztrząsać. W tej chwili liczyło się tylko to, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu.

 

T minus piętnaście lat dziewięć miesięcy

Internet

„Rada muzułmańska ogłasza fatwę, nakazującą ignorowanie syjonistycznego rządu USA, narzucającego wymyślone zasady tylko po to, żeby zniewolić całą społeczność na świecie i dyktować własne ceny ropy”

 

T minus piętnaście lat dziesięć miesięcy dwadzieścia dni

Pentagon

– Oddział pierwszy wejdzie przez główne wejście, dwójka i trójka mają zabezpieczyć pobliskie ujęcia wody i linie energetyczne. – Jeden z podpułkowników popatrzył na mapę dużego zakładu produkującego nowoczesne układy scalone.

– Przecież to jakieś szaleństwo. Mogliśmy to zrobić jeszcze przed wystąpieniem prezydenta.

– Podobno politycy się nie dogadali. Albo był jakiś przeciek. Wchodzimy jutro rano.

– Ale teraz jest już za późno. Tam będzie cała masa ochrony. Poleje się krew.

– Nie mamy wyboru.

– Czy ktoś wie dlaczego mamy używać plakietek ICE?

– To wymysł któregoś z idiotów z rządu.

 

T minus piętnaście lat dziesięć miesięcy dziesięć dni

Pentagon

– Panie prezydencie, przyjmuję pełną odpowiedzialność. Jestem gotów stanąć przed sądem wojskowym i ponieść wszelkie konsekwencje. – Generał Hummel wyprężył się na baczność i utkwił wzrok w ścianie.

– Spocznij, żołnierzu. To nie czas na uciekanie w regulaminy i paragrafy. Wszyscy zrobili co mogli i straty były niemożliwe do uniknięcia. Jaki jest bilans?

– Piętnaście ofiar śmiertelnych. – Doświadczony wojskowy zacisnął zęby, nie mogąc skomentować słów przełożonego. – Sami cywile. I trzystu pięćdziesięciu żołnierzy w szpitalu, sir. Zatrzymaliśmy około pięćset osób. Są trzymani pod strażą na mocy aktu o stanie nadzwyczajnym.

– Na razie niech wszyscy myślą, że szukamy nielegalnych imigrantów. Macie kontynuować działania.

– Tak jest.

 

T minus piętnaście lat dziesięć miesięcy

Budynek giełdy nowojorskiej

– Mam dziesięć ton miedzi i trzysta kila złota.

– Po ile?

– Trzydzieści procent więcej. Nie wiem, czy możemy to zrobić. Za duże ryzyko.

– Bierz. – Starszy analityk na giełdzie surowców otarł spocone czoło i zaczął się zastanawiać, kiedy skończy się to szaleństwo.

Od komunikatu prezydenta wielkie mocarstwa skupywały większość surowców na rynku, a firmy prywatne i fundusze inwestycyjne gotowe były zapłacić właściwie każdą cenę za resztę. Rynek zwariował. Wszędzie podpisywano codzienne aneksy do długotrwałych kontraktów i umów i obniżano wszelkie standardy. Problemu nie stanowiło nawet handlowanie krwawymi diamentami wydobywanymi przez dzieci.

 

T minus piętnaście lat dziewięć miesięcy

Budynek rządowy w Waszyngtonie

– Tak wygląda jedna z głównych ulic z Beverly Hills nagrana wczoraj przez agenta w cywilu. – Jeden z sekretarzy stanu włączył wideo na telewizorze na ścianie, a zgromadzeni członkowie rządu zobaczyli tłum, w tym mężczyznę z twarzą Jezusa z Rio, siedzącego w pozycji lotosu, i kobietę w sukience od Bossa, z pudełkiem po Passion Diamond i kuponami zniżkowymi, których nikt nie chciał. – Ludzie masowo prostytuują się. Całą wartość straciły towary luksusowe. Coraz większe znaczenie ma wymiana w barterze.

– To doskonała okazja, żeby pozbyć się całego długu – zauważył ktoś z sali.

– Problem w tym, że dolar nie ma swojej wartości. Grozi nam zamknięcie całego rządu i wszystkich instytucji federalnych.

– Nie zgadzam się, John. Najważniejsze teraz jest to, że stracimy wyborców. Masowo zapisują się do „Human live matters” i żądają secesji.

– Na razie musimy wyrzucić motłoch z miejsc turystycznych.

– Czy mamy jakiś konkretny plan?

– Wykorzystamy roboty Optimus. Zrzucimy to na błąd systemu, a potem rzucimy na rynek trochę darmowych rzeczy. Jedzenie, telewizory, konsole, i tak dalej.

– Nikogo to nie obchodzi.

– Tym lepiej.

 

T minus piętnaście lat osiem miesięcy

Internet

„Minęły cztery miesiące, odkąd miliony ludzi wpadły w szał i panikę. Rośnie ilość samobójstw, kradzieży i gwałtów i ogromna rzesza pracowników sabotujących wypełnianie codziennych obowiązków. Wywołało to zdecydowaną reakcję wojska, próbującego dopilnować ciągłości procesów w kwestiach tak ważnych jak produkcja i transport żywności.

Wszędzie widać dantejskie sceny. Nadzieję stracili nawet milionerzy. Dopiero teraz większość z nich zrozumiała, że nie wszystko da się kupić za pieniądze. Widać to zwłaszcza na przykładzie jednego z nich, który ostatnio rozbił kilkanaście drogich aut.

Prawdziwy renesans przeżywają różne religie. Chrześcijaństwo, buddyzm i islam praktycznie każdego tygodnia biją nowe rekordy, przyjmując i nawracając kolejnych wiernych. Pojawiają się nowe przepowiednie o końcu świata. Żydzi mówią już o sześciu milionach zabitych i porównują to do pogromu i holokaustu z ostatniej wojny światowej.

Mimo niesprzyjających warunków naukowcy nadal pracują nad wysłaniem na Ziemię II najbardziej inteligentnych i najzdrowszych osobników. Gorączkowo sprawdzane są różne teorie i masowo produkowane narzędzia, którymi mają się posługiwać”

 

T minus piętnaście lat trzy miesiące

Siedziba WHO

– W przeciągu ostatniego roku na całym roku zmarło siedem milionów ludzi, głównie z powodu głodu, ale również w wyniku walk. Do tego dochodzą problemy ze zdrowiem psychicznym. Obserwujemy nowo poznany zespół Czernienki, przy którym jednostki wpadają w szał robienia zakupów i intensywnego życia, którego nie wytrzymuje ich organizm. Rozpoznane i opisane są różne odmiany, widocznie głównie u osób w wieku produkcyjnym. Do tego dochodzi inna jednostka choroba, niestety nie do końca całkiem jasna. Jednostki nią dotknięte doskonale ukrywają swoje zamiary i odchodzą we śnie, najwyraźniej doprowadzając do zatrzymania akcji serca.

– Jakie są prognozy?

– Kraje rozwijające się coraz bardziej zamykają granice przed inspektorami. Na pewno dzieją się tam dantejskie sceny, a my nie możemy nic z tym zrobić. W Europie i USA sytuacja jest zupełnie inna. Spodziewamy się wzrostu problemów i dziesięciu milionów zgonów rocznie. To wariant optymistyczny.

 

T minus piętnaście lat

Pentagon

– Tamta Ziemia wyraźnie hamuje. – Jeden z analityków wyświetlił kolejny slajd prezentacji. – Porusza się na wydłużonej orbicie eliptycznej wokół Słońca. Przy największym zbliżeniu będziemy mieli do niej drogę jak dwa razy do księżyca.

– Kiedy możemy wysłać pierwsze statki w kosmos? – Szef połączonych sztabów od razu przeszedł do rzeczy.

– Na razie problemem jest brak paliwa i tlenu.

– Interesują mnie tylko rozwiązania. Kiedy i dlaczego tak długo i drogo?

– Szkielet pierwszego transportowca możemy dokończyć w przecież trzech lat. Teraz to musi być nasz priorytet.

– Nie zgadzam się – odezwał się milczący dotąd milioner, wciąż bezpośredni doradca prezydenta i konsultant przy Białym Domu. – Wpierw trzeba wyprodukować tlen z wody na księżycu i Marsie.

– Wyprawa na Marsa jest niezależna.

– Pierwotnie nie mieliśmy Y, tylko planowaliśmy wykorzystanie całej floty statków, które przewoziłyby ludzi i wyprodukowane zapasy pomiędzy orbitą i resztą Układu Słonecznego. Zablokowano to zaraz przed orędziem prezydenta.

– Odłóżmy to na razie na później. Czy można wysłać sondy?

– Pierwsza powinna wylecieć za trzy miesiące.

– Dobrze. Na dzisiaj jest jeszcze jeden punkt do omówienia. Ludzie, którzy się znajdą na Ziemi II, będą potrzebować całej struktury dowodzenia, wojskowej i cywilnej. Zespół analiz na podstawie szeregu kryteriów wytypował kandydatury generała Rufoha i doktora Davida Luthenhofa.

– Zgadzam się. Potrzebujemy jeszcze co najmniej trzech z podobnym doświadczeniem. Proszę ich znaleźć i przekazać ich akta na moje biurko.

 

T minus czternaście lat dwanaście miesięcy

Internet

„Znany miliarder zaczął regularnie transportować materiały z Tiangong 3 na nowo budowany statek Y”

 

T minus czternaście lat dziewięć miesięcy

Le Matin

„We Francji imigranci przejęli władzę, tworząc w Saint-Denis księstwo muzułmańskie. Jest to o tyle wymowne, bo wszystko dzieje się w pobliżu miejsca, skąd rycerze wyruszali na wyprawy krzyżowe. To jeden z wielu przykładów z ostatnich dni, gdy upadek struktur państwowych ośmielił ludzi do tego stopnia, żeby zaczęli ustanawiać swoje własne prawa.

Nie będziemy mogli tego dalej komentować dla państwa. Chcielibyśmy podziękować za wiele lat współpracy i z przykrością poinformować, że niemożliwe jest utrzymanie ciągłości wersji drukowanej i elektronicznej naszej gazety”

 

T minus trzynaście lat

Biały Dom

– Panie prezydencie, CIA donosi, że Wietnamczycy wykonali egzekucję ponad dwustu pracowników przymusowych. Ich łożyska podobno nie przeszły testów jakości. Ludzi stracono, ale cały czas nie wiemy, czy winne było materiały, wykonanie czy może korupcja, którą chciano w ten sposób ukryć.

Mężczyzna za biurkiem nic nie odpowiedział, tylko zaczął wyglądać za okno, potem strzepnął niewidoczne pyłki z garnituru, odwrócił się i zaczął mówić:

– Codziennie słyszę raporty o ubóstwie, nierówności, wykorzystywaniu i zabitych, w demonstracjach czy na skutek głodu. Nibiru wpływa na nas, czy tego chcemy czy nie. Będzie coraz gorzej i obaj to wiemy.

– Panie prezydencie, to godzi w podstawowe prawa człowieka.

– Trzeba odłożyć na bok wszelkie zasady moralne. Słyszałem, że mamy ten sam problem. Część ludzi, dotąd oddanych sprawie, zaczęła porzucać stanowiska albo celowo wprowadzać błędy.

– Oporni są skazywani w trybie przyspieszonym.

– I co z tego? Czy ma to sens? Trafiają do więzienia albo są zabijani. Potrzebujemy ich. Każdego trzeba przekonać do współpracy. – Prezydent zamilkł na chwilę. – Konieczne może być użycie wszelkich dostępnych środków.

– Tortury? Pigułka gwałtu?

– Ja tego nie powiedziałem.

– Rozumiem.

– Co z nowym raportem klimatycznym? Kiedy go dostarczycie?

– Ostatnie prognozy mówią o podwyższeniu temperatury o całe cztery stopnie.

– Popraw mnie, ale przez lata straszono nas dwoma stopniami, które miały być wartością graniczną.

– Zgadza się.

– Czy grozi nam katastrofa?

– Panie prezydencie, wszędzie próbujemy wydobywać potrzebne minerały, swoje dodają też procesy przemysłowe i starty wielu rakiet.

– Nie odpowiadasz na pytanie.

– Nie muszę. Zna pan odpowiedź.

 

T minus dwanaście lat

Niemcy

„Bundestag przegłosował właśnie stan wyjątkowy. Zakupy produktów innych niż żywność będą możliwe tylko po okazaniu specjalnego pozwolenia. Zabronione będą zgromadzenia ponad pięciu ludzi, dodatkowo od dwudziestej do szóstej rano osoby poruszające się po ulicach zostaną zatrzymane przez policję i wojsko”

 

T minus jedenaście lat

Internet

„Zabrali nam wodę i czyste powietrze. Niszczą całą planetę. Politycy i milionerzy chcą wysłać na Ziemię II całe swoje rodziny, pozostawiając normalnych ludzi na pastwę losu. Pierwszy statek jest już prawie gotowy, teraz będą zmuszać przymusowych robotników do budowy kolejnych”

 

T minus dziesięć lat

Cape Canaveral

– Pogoda? – Kierownik centrum kontroli zaczął wywoływać kolejne stanowiska.

– Go.

– Silniki?

– Go.

– Ładunek?

– Go.

– Telemetria.

– Go.

– Zanotować gotowość w dzienniku misji. – Jake zdjął z szyi klucz i włożył go do szczeliny na konsoli. – Odpalenie za trzy, dwa, jeden, już.

Mężczyzna przekręcił klucz, co zainicjowało uruchomienie całej procedury startowej. Trwało to kilka sekund i po chwili ludzie w centrum kontroli mogli zobaczyć na ekranie wznoszącą się rakietę, która miała wynieść nie tylko sondę, ale również jeden ze zbiorników paliwa do transportowca numer jeden.

– Gwiazdka, jak atmosfera i pogoda na Ziemi II?

– Wciąż bez zmian. Przynajmniej na razie.

 

T minus dziewięć lat

Houston

– Silnik hamujący. Trzy, dwa, jeden. Stop. – Miasto obcych na ekranach w centrum kontroli misji zaczęło zbliżać się w coraz wolniejszym tempie, podczas gdy komputer relacjonował to tym samym monotonnym, wypranym z emocji tonem.

Ludzie widzieli wszystko z różnych kątów z kamer z orbity i z perspektywy samego lądownika i zaczęli wiwatować, zupełnie jakby działo się w tej chwili, a nie kilka sekund wcześniej wcześniej.

– Trzysta, dwieście, sto, pięćdziesiąt, touchdown. – Lądownik wylądował bez żadnych problemów i emocje na sali sięgnęły zenitu, niemal zagłuszając głos komputera. – Wyłączenie silnika i odrzucenie osłony. Otwarcie pokrywy.

Po chwili ze środka wyjechał łazik, zbierający i analizujący próbki różnego rodzaju. W centrum zrobiło się nagle cicho. Naukowcy patrzyli z zainteresowaniem i zachwytem i od razu zaczęli analizować pierwsze wyniki, potwierdzając wcześniejsze obserwacje.

Wielu z nich wygrało różne zakłady. To działo się nie tylko w Houston. Z rąk do rąk przeszły ogromne pieniądze i liczne butelki szampana.

Ludzie cieszyli się głównie z tego, że sonda nie została zniszczona przez jakiś system obronny. Bardzo dużym sukcesem okazało się również potwierdzenie skuteczności komunikacji laserowej, znacznie lepszej i szybszej niż systemy radiowe z misji Apollo.

 

T minus osiem lat dziewięć miesięcy

Biały Dom

– No co tam Bob? – Prezydent uśmiechnął do sekretarza przydzielonego do monitorowania postępów projektu Ziemia II.

– Cisza i spokój, panie prezydencie.

– To chyba dobrze, że ET nie chce nas zaatakować.

– Planeta nadal wygląda na wymarłą. Sondy nie znalazły żadnego śladu życia, poza roślinami, bakteriami i drobnymi owadami, które wszystko zapylają.

– Czyli obcy nie kryją się pod żadnym kamieniem?

– Sprawdziliśmy jeden procent powierzchni i cały czas prowadzimy obserwacje z orbity. Nie widzimy nic większego od pszczoły, problem w tym, że nie wiemy co kryje się w płaszczu i jądrze planety.

– A te ich owady? Czy mogą być groźne?

– Sonda ma sprowadzić próbki mniej więcej za dziesięć miesięcy.

– Oglądałem kiedyś taki film, jak tysiące maleńkich organizmów zaczęło się powielać i łączyć, tworząc wściekłego obcego. Wiesz, o czym mówię?

– I właśnie dlatego całość zbadamy na Tiangong 3.

– Swoją drogą to dziwne, że na Ziemi II nie pojawiło się nic większego. Bardzo dziwne. A tak w ogóle jak stoimy z harmonogramem?

– Kolejna sonda powinna wystartować za cztery miesiące.

– Myszy?

– Zgadza się. A potem koty i psy.

– A Chińczycy?

– Mieli trzy misje, ale wywiad twierdzi, że nie chcą podzielić się wynikami.

– Jak z żywnością i nasionami dla kolonistów?

– Anomalie pogodowe są coraz większe, ale jak na razie idziemy zgodnie z planem.

 

T minus osiem lat trzy miesiące

Jedna z wielu telekonferencji pomiędzy jednym z uniwersytetów i Białym Domem

– Zadanie pierwsze to rekonesans i przygotowanie upraw. Możliwe, że nasze rośliny są niekompatybilne i zostaną wyparte przez lokalną faunę i florę. Jeżeli tak będzie, to priorytetem musi pozostać przystosowanie naszych organizmów do obcej żywności. Dlatego tak ważne jest też zadanie drugie, czyli opracowanie leków i szczepionek na lokalne pasożyty. I wreszcie zadanie trzecie to przygotowanie schronienia i warunków niezbędnych do rozmnażania się, również dla zwierząt hodowlanych.

– Nie przesadza pan z tymi zagrożeniami? Teraz, jak mamy próbki i wszystko wiadomo?

– Panie prezydencie, na pewno nie wszystko. To nie jest książka czy film. – Doktor Luthenhof był niezwykle poważny. – Tam wszystko musi się udać. W normalnym życiu to tak nie działa. Próbujemy włożyć wszystkie jajka do jednego koszyka. Lepiej, żebyśmy się pomylili niż żeby się okazało, że coś jest mocno nie tak.

– Ale mamy ruiny i konstrukcje podobne do naszych. Warunki nie muszą być wcale katastrofalne.

– Lepiej dmuchać na zimne niż potem niemile się zaskoczyć.

– Zapytam wprost. – Jeden z doradców prezydenta spojrzał z powagą na naukowca. – Czy uważa pan, że jest to misja samobójcza?

– Istnieje taka możliwość, o ile odpowiednio się nie przygotujemy. Naukowcy pracują nad reaktorami nowej generacji i tysiącami sposobów na stworzenie gigantycznych szklarni. Każdego dnia odnotowujemy nowy przełom. To ogromny postęp i jestem przekonany, że to istotnie zwiększa nasze szanse.

– Czy wierzy pan w Boga?

– Nie wiem, co to ma do rzeczy. – Naukowiec poruszył się nerwowo i poluzował kołnierzyk.

– Doktorze, wszyscy doskonale wiemy, że jest pan zagorzałym ateistą. Widzimy teraz coś, co przeczy naszemu zrozumieniu wszechświata. A może to jest arka, którą zesłał nam najwyższy?

– Nie mnie toczyć spory teologiczne.

– Ale próbuje pan podważyć fakt, że skoro ktoś lub coś zadało sobie tyle trudu, tworząc taką planetę, to nie pomyślało o rzeczach podstawowych.

– Nie bardzo rozumiem, skąd te ataki.

– Musimy wziąć pod uwagę każdy aspekt całej sprawy.

– Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga, ale nie jest powiedziane, że inne podobne organizmy nie mogły powstać w podobny sposób.

– To bluźnierstwo.

– Tylko trzeźwa ocena faktów. Nie powinniśmy się stawiać ponad wszystkimi gatunkami we wszechświecie.

– Myślę, że chyba właśnie skończyliśmy, panie doktorze.

 

T minus osiem lat dwa miesiące

Jeden z kościołów w Krakowie

– Biskupi wskazują, że powinniśmy wspierać naród wybrany w dążeniu do tego, żeby potomkowie Adama i Ewy udali się do Edenu zamiast bezbożnych. Mówienie o czymś innym jest grzechem ciężkim i objawem antysemityzmu. – Kapłan znacząco spojrzał na zgromadzonych i zawiesił głos.

W kościele zapadła głucha cisza. Z jednej z ławek podniósł się starszy mężczyzna, który zaczął kierować się do wyjścia. Za nim podążyli kolejni.

 

T minus osiem lat

Biały Dom

– Zbudujemy pięć dużych obozów i kilka mniejszych. Wybierzemy różne strefy klimatyczne. Ludzie postawią namioty z własną atmosferą, a na zewnątrz będą chodzić w lekkich strojach i maskach filtrujących.

– Po co to wszystko?

– Chcemy powoli przystosowywać się do nowej atmosfery. W kolejnych latach koloniści zaczną korzystać z coraz słabszych filtrów. Każdemu pobierzemy regularnie krew, sprawdzimy też wszystkie reakcje organizmu.

– Ale wszystko może wyjść z czasem, chociażby mutacje genetyczne. I namioty nie muszą być szczelne.

– Tak. I to jest pewien problem. Dlatego w tajemnicy planujemy dwa niewielkie zespoły, które przez lata mają korzystać z całkowicie zamkniętego ekosystemu.

– Będą obcymi do końca życia?

– To bardzo możliwe. Jedyny problem jest związany z tym, że mogą mieć problemy wynikające z długotrwałego zamknięcia.

– Nie można tego uniknąć?

– Projekt Biosfera II pokazał, że nie. Być może teraz będziemy musieli zastosować bardziej radykalne środki. Rozważane jest wszczepienie tym ludziom niewielkich ładunków wybuchowych z kontrolą lokalizacji albo umieszczenie ich na orbicie w statkach, które nie będą miały możliwości wylądowania.

– No to wtedy nie będą mogli zareagować, gdyby reszta potrzebowała pomocy.

– Dostaną do dyspozycji drony. To one wykonają całą pracę.

– Totalne odczłowieczenie.

– W takim systemie łatwiej podejmować trudne decyzje. Widać to po pilotach dronów.

– No dobrze, a jacy ludzie w ogóle znajdą się na Ziemi II?

– Nie rozumiem pytania, panie prezydencie.

– Wysyłacie tam inżynierów, techników, fizyków i tak dalej. A na przykład artyści?

– Mniej więcej pięć procent.

– Filozofowie? Nauczyciele?

– Trzy procent.

– Wszyscy będą musieli pracować dla dobra kolonii?

– No tak.

– To jak ci artyści mają tam tworzyć? Kiedy znajdą na to czas?

 

T minus siedem lat

Kapitol

– Obserwujemy coraz więcej ciężkich chorób psychicznych. Ludzie uciekają w swój świat wewnętrzny. Nie widzą żadnej przyszłości i atakują punkty rozdające żywność albo niszczą całe otoczenie, w tym infrastrukturę krytyczną. – Jeden z lekarzy spojrzał zmęczonym wzrokiem na członków rządu. – Jest też niepohamowana agresja, zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn. Nie można utrzymać ich w ryzach, bo nie boją się nawet kary śmierci.

– Wiem jak to zabrzmi, ale co z dyscyplinowaniem karami cielesnymi?

– Ośrodki bólu przestają z czasem reagować. Tym ludziom wszystko jest obojętne. Zachowują się zupełnie jak więźniowie z karą dożywocia.

– Chodzące zombi.

– Można tak to ująć.

 

T minus sześć lat

Oxford

– Da się zauważyć podobieństwo próbek z Ziemi II i wykopalisk z okresu kredy. – Jeden z paleontologów spojrzał na ekran. – U nas doszło do gwałtownego wyginięcia gatunków, u nich najwyraźniej wszystko przebiegło trochę inaczej. Jak dotąd nie zauważyliśmy śladów upadku meteorytu, ale na ich znalezienie trzeba wykopalisk i dziesiątków lat badań. Jedna z teorii, która wyjaśnia cały proces, mówi o obecności dużego promieniowania, które musi pojawiać się, gdy planeta przekracza jakiś obszar kosmosu. Według naszych obliczeń jeden cykl drogi Ziemi II wymaga co najmniej dwóch tysięcy lat.

– Jaki jest szacowany poziom promieniowania? Czy jest dla nas niebezpieczne?

– Zagraża naszemu DNA. Według wstępnych szacunków mamy co najmniej trzy wieki na zabezpieczenie się i znalezienie bezpiecznego schronienia.

 

T minus pięć lat

Jedna z wielkich farm na wschodzie USA

– To dla nas ogromny zaszczyt, panie prezydencie. Głosowaliśmy na pana w ostatnich wyborach.

– Czy przetrwają? – Zmęczony mężczyzna zignorował słowa pochwały i pokazał na młode byczki, źrebaki, kucyki i jałówki.

– Przez cały czas będą w stanie śpiączki. Testowaliśmy wszystko na wirówkach i śmiertelność wynosiła tylko dwa procenty.

– Do czego to doszło. – Prezydent pokręcił głową. – Żeby w kosmos wysyłać krowy i konie. To będzie najdroższa wołowina w całej historii.

 

T minus trzy lata

Biały Dom

– Panie prezydencie, obudził się Wezuwiusz, obserwujemy też coraz większą aktywność w Yellowstone.

– Czy to są te katastrofalne zmiany klimatyczne?

– Naukowcy nie są całkowicie zgodni, ale coraz bardziej mówią o kolejnych tsunami.

– Co to wszystko dla nas oznacza?

– Częściowo to co w filmach z Hollywood.

– Jak to wpłynie na nasze działania?

– Symulacje wskazują na zmniejszenie transportu lotniczego co najmniej o trzydzieści procent. Air Force One powinien być odporny, ale tylko do pewnego stopnia. Dlatego mamy przygotowanych dziesiątki silników i części zamiennych w całym kraju.

 

T minus dwa lata dziewięć miesięcy

Kalifornia, jedna z baz wojskowych

– Z czym przychodzisz do mnie, synu?

– Pobłogosław mi ojcze, bo zgrzeszyłem. – Młody mężczyzna nie chciał patrzeć na kapłana, tylko zaczął spowiadać się z tego, co narosło przez ostatnie lata. – Pobiłem kilku ludzi, jednego niemal na śmierć. Próbowali mi zabrać jedzenie i wodę. Innym razem źle poinformowałem parę, która chciała trafić do jedynego otwartego sklepu w okolicy. Pojechali tam, gdzie na pewno ich napadnięto.

– Tego nie możesz wiedzieć, synu. Kontynuuj.

– Kłamałem i kradłem. Próbowałem zapewnić dobre życie żonie i synowi. A teraz chcę ich opuścić.

– Bóg nieraz wymaga od nas poświęceń.

– Próbowałem to załatwić, ale zwodzili mnie i w końcu dostałem odpowiedź odmowną. Mówią, że Patryk jest zbyt młody i delikatny, a Laura ma złe geny.

– Przychodzi do mnie teraz wielu pilotów. Nie wiedzą, czy lepiej zostać ze swoimi rodzinami i spróbować zapewnić im lepszy byt, czy działać dla dobra gatunku ludzkiego.

– Ale ja tego nie chcę! – Niemal krzyknął, aż spojrzeli na niego żołnierze przy innych konfesjonałach, a on przeprosił ręką i rzucił w przestrzeń tylko jedno słowo, nie adresując tego do nikogo konkretnego. – Sorry.

– Ja ci nie powiem, czy lepiej pozostać tu na pewną śmierć i poniekąd popełnić samobójstwo, czy próbować wydłużyć życie i żyć z tym brzemieniem. Pamiętaj synu, że nawet pan Jezus miał swoje cierpienie. I nie obawiaj się, że misja nie uda się bez ciebie. Wszystko zostało oparte na redundancji.

– Nie pomaga ksiądz.

 

T minus dwa lata siedem miesięcy

Pentagon

– Musimy mieć wdrożony plan awaryjny i część ludzi wziąć z zaskoczenia. Odsetek wycofania wśród naukowców to już piętnaście procent. Wszyscy boją się nieznanego.

– Co proponujecie?

– Będziemy jeździć wieczorami i strzelać strzałkami usypiającymi.

– W stosunku do wszystkich?

– Tylko niektórych.

 

T minus dwa lata sześć miesięcy

Biały Dom

– Poprosiłem o to spotkanie panowie, bo mamy coraz więcej przypadków samobójstw wśród wyszkolonego personelu. – Zmęczony prezydent spojrzał na szefa NASA i generałów nadzorujących cały proces kolonizacji.

– Pracujemy non-stop, żeby ludzie zachowali dobry stan psychiczny. Zapewniamy pomoc najlepszych psychologów…

– Co wy mi tu za głupoty gadacie! Jakiś biurokrata rozdziela siłą całe rodziny! To ma się zaraz skończyć!

– Ale panie prezydencie…

– Jeszcze nie skończyłem! Wysyłacie tam tylko ludzi w sile wieku! To przecież zupełnie bez sensu! To tylko kilka dni podróży!

– Za późno na jakiekolwiek zmiany.

– Jeśli stracicie więcej pilotów i naukowców, to cała misja jest zagrożona! Musicie znaleźć te dodatkowe miejsca!

– Nie ma takiej możliwości.

Prezydent nic nie odpowiedział, tylko wstał i zaczął się przechadzać, nad czymś się zastanawiając:

– Są zapasowe statki. I można ich stłoczyć.

– Systemy są obliczone na konkretne obciążenie.

– Nie rozumiecie. – Prezydent popatrzył na nich uważnie. – Trzeba im dać jakąś nadzieję, a nie obcinać od razu. Jeśli nie zechcą podjąć ryzyka i pozostaną na Ziemi, to będzie ich sprawa. Ale, do jasnej cholery, z niewolnika nie ma pracownika.

 

T minus rok

Szwajcaria

Mały Wolfii patrzył na swoich rodziców, zupełnie nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje. Jego życie było jak dotąd uporządkowane i skupiało się wokół domu, podwórka z piaskownicą i przedszkola. Wszystko zmieniło się ostatniej nocy. Rodzice położyli go do łóżeczka, potem jednak mama obudziła i powiedziała, żeby wybrał trzy najbardziej ulubione zabawki.

– Synku, jedziemy teraz na wycieczkę – mówiła, próbując ukryć łzy.

Widział, że tata spakował ich walizki i pożegnał się z nimi, mówiąc, że bardzo ich kocha, potem mama go ubrała, wzięła na ręce i zeszła schodami na dół. Było zimno i w końcu znaleźli się na lotnisku. Bał się, że jest tu tyle ludzi, ale ufał, że rodzice wiedzą co robić. Na koniec położyli się z mamą na podłodze, przykryci jakimś obcym niebieskim kocem, który bardzo nieprzyjemnie pachniał.

 

Warszawa

W centrum handlowym Arkadia od dawna nic nie było normalne.

Zaczęło się do tego, że całość została zarekwirowana przez wojsko i przeznaczona na schronienie setki ludzi ewakuowanych z zalanych terenów. Wszystkie sklepy zamieniono na noclegownie, w korytarzach postanowiono prowizoryczne jadłodajnie, a z ruchomych schodów pozwieszano płachty materiału, który zaczął pełnić rolę przepierzeń i namiotów.

Wszystko się podzieliło i niesnaski były widoczne, gdy z garażu podziemnego w otoczeniu wojska przynoszono podstawowe artykuły pierwszej potrzeby.

Śmieszne – pomyślała jedna z galerianek. – Biją się o wodę, a nie patrzą na iphony i inne dobra z najwyższej półki.

To była prawda. Przez pierwsze dni panowała tu atmosfera radosnej, nieograniczonej grabieży. Nikt niczego nie pilnował, a wojskowi tylko wzruszali ramionami. Potem wyłączono dużą część serwerów i wtedy wszystko szlag trafił.

Cała elektronika była teraz warta tyle co przycisk do papieru, nie tylko zresztą ona. Znaczenie straciły przeróżne luksusowe produkty, a sytuacji nie poprawiały plotki o końcu świata, które rozchodziły się z prędkością pożaru. Ludzie zamienili się w przerażone i rozjuszone zwierzęta, walczące o każdy kęs jedzenia czy kilka dodatkowych godzin życia.

 

Paryż

Eo! Eo! Eo!

W jednej z nielicznych remiz strażackich, które przetrwały, zaczęła się krzątanina, gdy tylko nadeszło zgłoszenie.

– Płonie Luwr. Co najmniej w kilku miejscach. – Dowódca odczytał z ekranu, ale szef zmiany pokręcił głową:

– Nie mamy jak tam dojechać. W obecnym stanie to musi być robota wojska.

– Chyba przyjezdnych, a nie rodowitych Francuzów. Trzeba ratować co tylko się da.

– Niby jak? Przejedziemy ludzi na ulicach?

 

Bunkier pod Białym Domem

– Lotnisko w Zurychu właśnie przestało istnieć. Dziesięć tysięcy ludzi zginęło w trzęsieniu ziemi i ogromnym pożarze. Straty w Paryżu i innych większych miastach. I będzie jeszcze gorzej. To prawdziwa apokalipsa.

– Żyjący będą zazdrości umarłym.

– Tak. CIA i FBI codziennie donoszą, że nawet najbardziej lojalni pracownicy nie chcą więcej pracować. Każdego dnia tracimy coraz więcej ludzi. Wczoraj w Houston policja zabiła dwóch techników, a tłum dosłownie rzucił się na funkcjonariuszy.

– Naukowcy zawsze mówili, że Ziemia przeżywa co jakiś czas reset – mruknął prezydent. – Teraz to jasne.

– Będziemy musieli na stałe przenieść się do Air Force One.

– Wstrzymajmy się tak długo jak to możliwe.

– Nie ma już czasu. Od tej chwili samolot musi stale krążyć w powietrzu. Paliwo, wodę i żywność będziemy dostarczać ze specjalnych cystern.

– Jak oceniamy wytrzymałość sprzętu?

– Trzydzieści procent możliwych awarii. Cały czas utrzymujemy w gotowości zapasowe maszyny.

– Co ze statkami?

– Produkcja idzie bez przeszkód dwadzieścia cztery na siedem. Cały czas przygotowujemy też kolonistów.

 

T minus dwanaście miesięcy

Biały Dom

– Panie prezydencie, nowe trzęsienie ziemi w Chinach i Japonii. Stracono części do dziesięciu statków i trzysta pięćdziesiąt zbiorników na paliwo.

– Czy uda się to nadrobić?

– Wszyscy i tak pracują na sto pięćdziesiąt procent mocy. Będziemy musieli zmniejszyć margines bezpieczeństwa. To może mieć swoje konsekwencje.

 

T minus trzydzieści dni

Cape Canaveral

– Hełm zapięty, sprawdzam szczelność. Jedna atmosfera.

– Podaję środek.

Doktor Mylińska nawet nie poczuła, gdy zaczęła zasypiać. Plaster na ręce miał za zadanie dostarczyć koktajl środków i wprowadzić ją w stan śpiączki farmakologicznej. Kobieta została potem przeniesiona do grona, a grono umieszczone w module, który rakieta miała wynieść na orbitę okołoziemską. Zgodnie z planem lot i przygotowania na Ziemi II powinna trwać do dwóch tygodni, zaś ona obudzić się, gdy znajdą się już na powierzchni.

Pomysł nie był zupełnie nowy. NASA podpatrzyła go u niektórych producentów, którzy przygotowywali podobne samoloty, na etapie projektowania zwane pieszczotliwie bydłowozami. Tam używano wyłącznie masek z gazem usypiającym.

 

T minus dwadzieścia dziewięć dni

Air Force One

– Jak wygląda aktualny harmonogram?

– Rakiety startują co dwie godziny. Tak jest w wielu miejscach, u nas i w Chinach.

– Ile przycumowało?

– Trzydzieści procent.

– Czy silniki główne zadziałają?

– To się jeszcze okaże.

– Ile statków przetrwało start?

– Czterysta dziewięćdziesiąt. Dokładnie dziewięćdziesiąt pięć procent.

– A ludzi?

– Dwadzieścia tysięcy czterysta czterdzieści dusz. W drugim rzucie jesteśmy w stanie wysłać trzy, może cztery tysiące. Potem jeszcze dwadzieścia tysięcy.

– Jakieś problemy?

– Trzydzieści przypadków wtargnięcia na pokład. Winni zastrzeleni na miejscu. Do tego pożar dwóch jednostek. Prawdopodobnie sabotaż albo spięcie w instalacji.

– Błędy się zawsze zdarzają.

– Dokładnie.

Następne częściPlaneta. III Planeta. IV

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania