Poprzednie częściPlaneta. I

Planeta. IV

Część IV - odkrycie

Czas misji dwie godziny

Jeden z obozów na powierzchni planety, kilkanaście kilometrów dalej, odprawa na prowizorycznym stanowisku dowodzenia

– Sytuacja bieżąca. Zaczniemy od pana, doktorze.

– Dwadzieścia jeden stopni. Według obserwacji z orbity w nocy około piętnastu. – Szef pionu naukowego pokazywał dane ludziom siedzącym wokół stołu. – Klimat wygląda na umiarkowany, bez anomalii, chociaż ciężko to jednoznacznie stwierdzić z uwagi na małą ilość próbek. Dwa reaktory zostały załadowane i uruchomione. Powinniśmy mieć wystarczającą ilość energii i ciepła na całe tygodnie. Przenośne szklarnie są rozkładane. Najbliższa woda dwa kilometry stąd wciąż jest zdatna do picia. I monitorujemy florę i faunę. To tyle.

– Martinez. – Dowódca wskazał na szefa zajmującego się stroną wojskową.

– Perymetr zabezpieczony, warty wystawione. Udało się przygotować dziesięć namiotów. Mamy już dwa śmigłowce i dziesięć dronów na chodzie, w tym dwa używane przez zespół naukowy. Czekamy na amunicję do działek.

– Co z harmonogramem ekspedycji? Czy coś się zmieniło?

– Planujemy zacząć od miasta. – Szef naukowców wskazał ręką na ruiny na horyzoncie. – Będziemy...

– Kontakt! Kierunek jeden dwa zero! – Jeden z operatorów za ich plecami bezceremonialnie mu przerwał.

– Konkrety, chorąży. – Generał Rufoh odwrócił się i spojrzał na mężczyznę, który cały czas walczył z klawiaturą i myszką.

– Obiekt pojawił się dwie sekundy temu, sir. Zdjęcia z drona za trzy minuty. Nie wiemy, co to jest, ale AI klasyfikuje go jako statek na powierzchni. Wielkość king size. Proszę zobaczyć.

– Doktorze?

– Musimy go zbadać.

– Czy system mógł się pomylić?

– Nie potrafię teraz odpowiedzieć. Trzeba założyć wszystko. To może być obiekt stacjonarny albo wróg. Wcześniej pewnie się dobrze maskował. Pytanie, czy jest ich więcej, i czy ogrzewają i napędzają całą planetę. – Luthenhof zaczął się wyginać, czując swędzenie na karku, i próbował poprawiać uwierające go elementy stroju, do którego nie mógł się przyzwyczaić. – Cholera jasna.

– Musimy zorganizować ekspedycję. Wyznaczy pan jednego członka naukowego. Zbiórka za pół godziny przy skoczku. Chorąży, trzeba wysłać tam więcej dronów.

– Tak jest.

 

Czas misji dwie i pół godziny

Obóz

– I co doktorku? Ładny ptaszek? – Jeden z trzech żołnierzy siedzących w otwartych drzwiach ładowni uśmiechnął się do naukowca, który nie wiedział, jak zareagować na maszynę z ogromnym wirnikiem i przedziałem, który spokojnie mógł pomieścić aż dziesięć ludzi.

– Wygląda, jakbyśmy lecieli na wojnę. – Profesor Luthenhof pokazał na działka Gatlinga, zamontowane po obu stronach, i niewielkie skrzydełka z baterią rakiet. – Zupełnie jak na filmach z Afganistanu.

– To fakt, że się trochę nauczyliśmy od ruskich. Pan wsiada i nie komentuje. – Komandos pokazał na wolne miejsce na ławeczkę na końcu przedziału. – Proponuję założyć słuchawki i podłączyć się do wszystkich kamer.

Z przodu helikoptera otworzyły się drzwiczki. Obok pilota usiadł dowódca zwiadu, po chwili uruchomiono silnik i potężna maszyna wzniosła się w powietrze.

 

Czas misji trzy godziny

Powierzchnia planety obok wraku statku obcych

– Jezu, jakie to bydle jest wielkie. – Dowódca grupy spojrzał na pilota w ogromnych okularach przeciwsłonecznych w stylu retro. – Zróbmy kółko, Ferro. Obejrzymy go z każdej strony.

– Rozkaz.

– Wrzeciono o długości dwudziestu kilometrów i średnicy pięciu zawsze jest wielkie. – Profesor Luthenhof zaczął klikać na tablecie w ręku, oznaczając jeden z elementów obrazu, i przesyłając go na ekrany z przodu. – Proponuję wejść przez te drzwi.

– Wygląda jak hangar. O Jezu. – Dowódca grupy zawahał się, widząc na powiększeniu znajomy kształt. – To jeden z naszych.

– Faktycznie.

– Ferro, wylądujemy dwieście metrów do wejścia. Wznieś się, ale nie odlatuj za daleko. Masz zabezpieczać perymetr.

– Rozkaz.

– I wyślij kolejne drony. Niech nadal mapują całą okolicę. Gorman, zostajesz przy działku. Reszta na zewnątrz. Przygotować się. Trzy sekundy.

Wyglądało to zupełnie jak zrzut desantu na terytorium wroga. Ludzie wypięli się i czekali w napięciu. Śmigłowiec gwałtownie opuścił nos i zaczął schodzić ślizgiem bojowym, hamując ostro niemal przy gruncie, a oni wyskakiwali na jedną stronę, od razu ustawiając się w kółko.

– Hick, Vasquez, z przodu. – Dowódca grupy wydawał szybko rozkazy. – Hudson, na tył. Idziemy, panie profesorze.

Ruszyli w stronę drzwi wejściowych do ładowni, podziwiając ogrom całej konstrukcji.

– Ten materiał wygląda na stal. – Luthenhof patrzył z fascynacją na metal, który wyglądał zupełnie inaczej niż budzące grozę pojazdy w różnych serialach i filmach. – Ciekawe, czy mają gdzieś pole siłowe.

– Co tu się mogło stało?

– Wiem tyle co pan. – Naukowiec wzruszył ramionami. – Obstawiam, że jeden z naszych rozbił się i wywołał reakcję obcych. Być może ich przypadkowo trafił. Zamiana energii kinetycznej w coś innego.

– I rozbił się akurat tutaj?

– Pan popatrzy na jego numer seryjny. Wędrowiec jeden powinien być sto kilometrów stąd. Telemetrię utraciliśmy już na orbicie. Raczej nastąpiło coś takiego jak teleportacja.

– I dopiero teraz ten bydlak odsłonił się przed nami? – Dowódca zakręcił ręką, pokazując na statek obcych.

– Może zabrakło mu energii?

– Proszę rozejrzeć się wokół. Nie brakuje tu cudów techniki i wątpię, żeby o energię chodziło. Widzą to nawet takie trepy jak ja.

– Pewne prawa fizyki są niepodważalne.

– No właśnie. To bydle na pewno nie waży sto kilogramów. Wróćmy do pytania, czy ma coś wspólnego ze stanem całej planety. I dlaczego się nie zapada.

– To jest statek. Planety raczej nie używają czegoś takiego.

– Proszę popatrzeć na tylną część kadłuba. To wrak, który mógł być zamieniony na elektrownię stacjonarną. Najważniejsze teraz jest to, czy bateryjka się wyczerpała. Bo jak tak, to mamy ogromny problem.

– Ten problem ma w środku za dwa kilometry. – Ktoś spróbował puścić na sufit snop światła, ale ten zbyt słaby, żeby wychwycić coś konkretnego.

– Dokładnie tysiąc dziewięć metrów, Hick. Lepiej popatrzcie na to, co jest w tamtym rogu. – Vasquez pokazał na ekran na opasce na ręce. – To obraz z drona. Wygląda zupełnie jak pojazd z misji Apollo.

– Może obcy znaleźli Snopiego? – Luthenhof powiedział to bardzo cicho.

– Czyli?

– Moduł Apollo 10, który wysłano w głęboki kosmos. Na pewno trzeba to zbadać.

– Na razie sprawdźmy, czy ktoś tu przeżył. – Dowódca oddziału pokazał na ziemski statek oddalony jakieś pięćdziesiąt metrów. – Potem musimy zmapować środek i wycofać się.

– Powinniśmy kontynuować.

– Trzeba przeanalizować materiały. Obejrzyjmy naszego ptaszka w środku. To rozkaz.

Jednostka z bliska wyglądała niestety bardzo źle. Obchodzili ją, świecąc do środka latarkami.

– Mocno oberwał – rzucił ktoś pokazując na poszarpane pokrywy na grzbiecie. – Lekko zgnieciona kabina, ale tylko z jednej strony.

– Pewnie puściły łożyska turbiny.

– Silnik musiał eksplodować. Wejdźmy przez ładownię. Może ktoś przeżył. – W końcu jeden z żołnierzy spróbował rozewrzeć łomem wygięte drzwi bocznego włazu, co wywołało ogromny hałas.

– Halo! Jest tu kto?! Tu jestem! – rozległo się ze środka jednostki.

– To chyba pilot. Rozdzielmy się. Wy dwóch do przedziału bagażowego, my do kabiny.

Obóz na powierzchni planety

– Marinez, co z ocalałymi? – Generał patrzył na dowódcę oddziału na ekranie.

– Wycinamy dowódcę. Drugi pilot nie żyje, podobnie trzech naukowców. I jest jeszcze coś… brakuje jednej kapsuły.

– Wypadła?

– Raczej nie.

– Macie nazwisko?

– Mylińska, specjalistka od języków.

– Może ktoś się pomylił w manifeście albo babka zapłaciła, żeby nie lecieć.

– Teraz ciężko to sprawdzić.

– Daj mi doktora.

– Tak jest. – Obraz na ekranie zmienił się i po chwili generał mógł zobaczyć Davida Luthenhofa.

– Co może pan powiedzieć o statku obcych?

– Wygląda trochę jak Battlestar Galactica, ale nie ma hangarów z boku. Ładownia, gdzie znaleźliśmy nasz moduł, ma długość prawie dwa kilometrów. Znajduje się w niej prawie pięćset innych jednostek, w tym jeszcze jedna ziemska. Jak dotąd udało nam się znaleźć dwie śluzy do środka. Proponuję wysłać grupy zwiadowcze po pięć osób w każdej z nich, w tym para naukowców.

– Jak ich wybierzemy?

– Wysyłam listę. I jeszcze jedno.

– Co?

– Nie powinniśmy być agresywni. Ostentacyjne pokazywanie dużej ilości sprzętu albo wysadzanie czegoś w powietrze może być bardzo źle odebrane. Jesteśmy tutaj tylko gośćmi.

– W kwestiach militarnych ostatnie słowo ma wojsko.

– To była tylko oficjalna sugestia pionu naukowego.

 

Kilka godzin później

Grupa pierwsza

– Widzimy śluzę. Podchodzimy. – Jeden z członków uzbrojonego aż po zęby oddziału podbiegł i rozejrzał się czujnie, podczas gdy jego koledzy go ubezpieczali. – Struktura metalu jest jednolita. Z boku widać dźwignię. Zaczynam ją ciągnąć do siebie. Wchodzimy do środka. Widzimy ślady stóp. Podobne do ludzkich. I… – jego głos zamilkł, gdy kamera z hełmu pokazała mały metalowy śmietnik z napisem „Trash bin”.

– Richard, odezwij się.

– Nie mam słów, żeby to wyrazić. Baza, czy widzicie to co ja?

– Tak jest. Potwierdzam.

– Proponuję wysłać drony. Nie chcę niczego zadeptać ani przestawić.

 

Obóz na Ziemi II

– Autoryzuję eksplorację z użyciem autonomicznych maszyn latających. – Generał wyraził zgodę i odwrócił się do doktora, który wciąż patrzył z szeroko otwartymi ustami na jedną klatkę. – Jak to możliwe?

– Istnieje szereg dowodów, że mieliśmy na Ziemi wysoko rozwinięte cywilizacje techniczne i te nie przetrwały. Teraz mamy potwierdzenie, co z nimi się stało.

– Czy ja dobrze słyszę? Ludzie odlecieli na tej planecie?

– Tak. Albo z niej przylecieli. To chyba jedyne sensowne wytłumaczenie.

– I dopuścili do degradacji gatunku na powierzchni Ziemi?

– Nie widzę innej możliwości. To znaczy jest jeszcze jedna, ale możemy ją chyba wykluczyć.

– W świetle ostatnich dowodów musimy dopuścić wszystkie możliwości.

– Może to być historia z filmu „Kula”.

– Czyli?

– Podróż w czasie. Ten statek jest z przeszłości czy raczej dalekiej przyszłości.

– To niedorzeczne.

– Wiele rzeczy, które teraz napotkamy, początkowo może nie mieć sensu. Jak byłem mały, to oglądałem „Ziemię 2”. Dobrzy naukowcy i chciwe korporacje. Kolejna planeta do zamieszkania i tubylcy, którzy okazali się zupełnie inni niż wszyscy myśleli.

– Nie pamiętam czegoś takiego.

– Nic dziwnego. Mądre seriale i filmy szybko schodzą z anteny. Mieliśmy „Kosmos 1999” i inne superprodukcje. Stawiano tam bardzo śmiałe tezy naukowe, a nie próbowano wychowywać niezgodnie z zasadami biologii i zdrowego rozsądku.

– Widzę, że znowu pan zaczyna. Ziemia jest daleko. Nie ma co do tego wracać.

– Takie są fakty. Przez lata mieliśmy tylko rozwój wsteczny. A człowiek może wylecieć z Ziemi, ale Ziemia nigdy z niego nie wyleci.

– Naprawdę nie chcę słuchać tych głupot.

– Panie generale, raport. – Do obu mężczyzn podszedł kolejny.

– Co my tu mamy, chorąży?

– Wszystkie obozy zgłosiły łącznie czternaście tysięcy czterysta ludzi.

– Normalnie jak w Biblii. To wszystko?

– Jeden statek odłączył się od całości. Podejrzewamy, że zamiast kolonistów przylecieli nim budowniczy transportowca.

– Czyli pasażerowie na gapę. Musimy ich wyłapać. Mogli dopuścić się masowego morderstwa. Proszę wyznaczyć grupę uderzeniową. Sami doświadczeni ludzie, bo mamy do czynienia z wysoko wykwalifikowanymi inżynierami.

– Tak jest. I mamy jeszcze ślady trzech miast. Sejsmografy wskazują na ogromne struktury pod powierzchnią gruntu. Wydają się prowadzić aż do samego jądra planety.

– Czyli nie grozi nam zamarznięcie na powierzchni.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania