Płaszcz

Płaszcz

Nieprzemakalny płaszcz leżał na mnie idealnie. Chronił też idealnie. Cały deszcz lejący się z nieba od trzech dni, spływał po mnie jak po kaczce. Do momentu, kiedy ktoś mi nie ukradł płaszcza zuchwale. Z pomocą chloroformu wszystko jest możliwe. Skurczybyki złodziejskie.

 

Obudziłem na zielonym trawniku mokry jak zmokła kura, co w przysłowiu jest zmokła właśnie. Na szczęście już w promieniach rozgrzewającego słońca. Z trawnika przeniosłem się na ławkę. W okolicznościach codziennych przeniósłbym się do domu, ale okoliczności nie były codzienne – do domu miałem trzysta sześćdziesiąt kilometrów. Pociąg mający mnie do niego zawieźć, dzięki płaszczowemu złodziejowi uzbrojonemu w chloroform, przespałem. Następny miałem za dwadzieścia cztery godziny. Tylko że za dwadzieścia cztery godziny mój pociągowy bilet już będzie nieważny.

 

– A kit tam – pomyślałem – idę na autobus międzymiastowy.

 

Minąłem Neptuna z widłami, co czasem sika wodą. Od zawsze się głowiłem, dlaczego gościa nie zdejmą z afisza. Sika publicznie, wymachuje rolniczymi narzędziami, jakby się z Powstania Styczniowego urwał i to wszystko robi na golasa. Upadek obyczajów w tym Gdańsku, powinni go zamknąć i profilaktycznie przebadać pod kątem zdrowotności umysłowej.

 

– Do Łodzi jeden normalny poproszę – rzuciłem do pani w kasie na autobusowym dworcu. Całkiem ładna… – pomyślałem patrząc na kasjerkę – …musiała być w młodości. Kiedy próbowałem kupić bilet, na pewno już myślała o zasłużonej emeryturze. Ona myślała, ciekawe czy ZUS myślał tym, żeby ją jej wypłacić? Tyle zagadek w tym kraju.

 

Biletu nie kupiłem. Z prostego powodu – razem z płaszczem, okazało się, rąbnęli mi portfel z kasą. I biletem na pociąg. Na dodatek dopadał mnie głód. Metody na niego nie miałem, kasy brak oznaczał niemożność zaopatrzenia się w produkty spożywcze. I na dodatek jeszcze nie wyschnąłem do końca. Czułem wtedy prawdziwy, niewysłowiony, egzystencjalny ból.

 

Do domu udało mi się dotrzeć okazją. Czarnym merolem klasy S. Z facetem opowiadającym mi o tym, że prawo jazdy mu zabrali już trzy razy. Pierwszy raz za jazdę pod wpływem, drugi raz za jazdę pod jeszcze większym wpływem, za trzecim razem za staranowanie ciężarówką przydrożnego baru.

 

– Pisali o tym w gazetach nawet – opowiadał i nawet gazetę pokazał, w której to wszystko było opisane.

 

Przeczytałem nagłówek opisującego tą akcję artykułu. Brzmiał:

 

POSEŁ NA SEJM TARANUJE PRZYDROŻNY BAR CIĘŻARÓWKĄ.

 

– Tak się niszczy drobne biznesy – pomyślałem.

 

Epilog

 

To była wycieczka obfitująca w przygody. Wspominam ją często. Głównie byłego posła w merolu, utracony portfel oraz utracony płaszcz, przez który to wszystko się stało. Nie wiem, co widział w płaszczu mój łupieżca, ten płaszcz był stary i znoszony. W jakimś lumpeksie go kupiłem za trzy złote. Wiem za to, jaką powziąłem naukę z tamtych zdarzeń. Czegokolwiek bym nie robił, nie będę robił tego pod żadnym płaszczykiem. Bo jeszcze mi go ukradną.

 

Koniec

 

.................

Kategoria: wycieczki niezapomniane

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania