Plażowa Impreza Pracowników i Pracowniczek Dosłownej Fabryki Snów

"Plażowa Impreza Pracowników i Pracowniczek Dosłownej Fabryki Snów"

 

gatunek: sny/fantastyka/czas wolny/podróże

 

Lata 2011-2013.

 

Nad pięknym, ciepłym, słonecznym morzem, przy rozległej plaży, znajdowało się miasto zamieszkiwane przez sto kilkadziesiąt tysięcy osób. W środku jednego dnia, przyjechało tu pięć dziewięcioosobowych busów, wyglądających tak, jak by zostały przeniesione w czasie prosto z lat sześćdziesiątych. Zatrzymały się na parkingu, oddzielonym od plaży pasem lasu, szerokim na około pół kilometra.

 

Wyszedł z nich barwny, tańczący, grający, śpiewający oraz śmiejący się korowód pracowników i pracowniczek dosłownej fabryki snów. Postacie te były istotami wyglądającymi bardzo podobnie do ludzi. Miały po dwadzieścia kilka do pięćdziesięciu kilku lat. Przeszły przez las, a wtedy znalazły się na miękkiej, jasnobeżowej plaży.

 

Zaczęła się duża impreza zamknięta, pełna muzyki z gatunków: new wave i italo disco. Wśród rzeczy, skonstruowanych przez ludzi, czy też przez istoty bardzo podobne do ludzi, można było znaleźć między innymi: leżaki, parasole, krzesła, stoły, grille, ławki, hamak, huśtawki, boisko do koszykówki, boisko do siatkówki plażowej, przebieralnie, łazienki, klubokawiarnię, sklepik spożywczy i coś w rodzaju małego parku rozrywki, ograniczonego do kilku atrakcji, zajmujących niewiele przestrzeni.

 

— Więc ponownie znaleźliśmy się w miejscu tak bardzo pięknym i przyjemnym, że aż ciężko w to uwierzyć? — spytał jeden z mężczyzn.

— Wygląda na to, że tak. Myślę, że właśnie zaczyna się kolejna niezwykła przygoda, zawierająca niejedną przebojową akcję! — zastanawiała się jedna z kobiet, mając nadzieję, że ta podróż będzie bardzo rozrywkowa.

— Ha ha ha ha ha! — nagle zaśmiał się mężczyzna.

— Ha ha ha ha ha! — powtórzyli wszyscy pozostali.

 

Jeden z mężczyzn, mający około dwadzieścia dziewięć lat, przeszedł obok baru, znajdującego się w budynku mającym kształt prostopadłościanu. Zauważył, że w cieniu obiektu skrywało się stadko ślimaków o płaskich, jasnobeżowych muszlach. Dodatkowo, w kilku miejscach w pobliżu budynku rosła trawa plażowa.

 

Następnie postanowił pójść na brzeg i posiedzieć w płytkiej wodzie, sięgającej mu po pępek. Tymczasem, dookoła tętniło wesołe życie: dziesiątki radosnych osób korzystały z wielu różnych, plażowych atrakcji. Jedni pływali, inni grali w siatkówkę plażową, kolejni leżeli na leżakach bądź siedzieli w namiotach, a jeszcze inni tańczyli.

 

Po prawie bezchmurnym niebie przemieścił się świecący rydwan, śpiewający pieśń jakby operową, ale jednocześnie wypuszczający ze swojego wnętrza muzykę w stylu rock and roll. Wszyscy, znajdujący się wtedy na plaży, zobaczyli i usłyszeli ów fantazyjny, latający dziw, przemierzający tajemniczy, magiczny nieboskłon, przyozdobiony kilkoma gwiazdkami, świecącymi na różne kolory.

 

— Ha ha ha! Co to było? Czy to sen? — zastanawiały się istoty człekokształtne.

 

Znajdująca się w środkowej części plaży grupka czterech postaci, składająca się z dwóch mężczyzn i dwóch kobiet, podeszła do brzegu, usiadła na piasku i zamoczyła w wodzie nogi, mniej więcej po kolana. Po horyzoncie przespacerowało się pięć tajemniczych, ciemnozielonych, dwunożnych, zmodyfikowanych genetycznie ichtiozaurów, poobwieszanych wodorostami koloru limonkowego oraz oliwkowego.

 

Tymczasem przy jednym z płotów, nieopodal których gęsto rosła trawa plażowa, stały ogrodowe stoły i ławki. Siedziały przy nich istoty człekokształtne, jedzące granatowo-brązowe torty, przyozdobione motywem niebieskich, żółtych, białych i pomarańczowych galaktyk. Podszedł do nich dwudziestokilkulatek, co chwilę opowiadający jakąś zabawną historyjkę, a wtedy biesiadnicy poczęstowali go kompotem truskawkowym.

 

Następnie, wesoły mężczyzna został zawołany przez swoją rówieśniczkę, która była jedną z jego koleżanek. Zaproponowała mu ona, aby zerknął na niecodzienną rzecz, którą właśnie znalazła na niedużym trawniku, rosnącym nieopodal klubokawiarni. Podszedł i zobaczył cztery ślimaki z łapkami jaszczurek oraz skrzydłami ważek. Stworki nagle wyskoczyły w różne strony, zaczynając machać skrzydełkami, a wtedy pofrunęły tam, gdzie poniósł je ciepły, letni wiatr. A zaniósł je za horyzont, gdzie ukryty był tropikalny archipelag z błękitnymi lagunami. Nagle, jeden z busów ożył i z parkingu przybiegł na tylnych kołach na plażę, zaskakując wszystkie postacie.

 

— To sen! Musicie się obudzić! — oznajmił samochód.

— Co? Nie! Jak to? — wszyscy obecni pytali zdziwieni.

— Zobaczcie! Wszędzie dookoła dzieją się dziwne, niedorzeczne rzeczy! Skoro pojazdy chodzą i gadają, to musi być sen!

— No tak! Rzeczywiście! Ha ha ha!

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Dekaos Dondi rok temu
    Piotrek P.1988↔E tam... zaraz przebudzenie. Żadne takie😉. To nie przystoi w takim czarownym magicznym świecie, gdzie nawet lśniące magią rydwany, śpiewają piosenki operowe i nie tylko, gdy inni jedzą granatowe torty z motywami pysznych galaktyk. I w ogóle jak zwykle, dziwy na dziwami, pośród dziwów wszelakich.
    To na pewno było przebudzenie w czasie snu, by zacząć następny sen we śnie:)↔Pozdrawiam😉
  • Dekaos Dondi, trafny i przebojowy komentarz 🤯🥳😀. Ten motyw w Twoim komentarzu jest również bardzo ciekawy i inspirujący: "To na pewno było przebudzenie w czasie snu, by zacząć następny sen we śnie:)". Czytając ten fragment, wyobraziłem sobie tajemnicze miejsca, podobne do tych, które niekiedy pojawiały się w niektórych z moich najwcześniejszych opowiadań, czyli w latach 2004-2010. 🌄

    Dziękuję i pozdrawiam 😄🥳🎊

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania