Płomień księżyca

Wyszłyśmy na zewnątrz, wszystkie od razu zasłoniłyśmy oczy. Dawno nie było takiego mocnego słońca. Niebo było prawie bezchmurne, gdzieniegdzie była widoczna pojedyncza biała chmura. Jest to rzadki widok. Pogoda zazwyczaj jest brzydka, ciągle jest pochmurno lub cały dzień pada deszcz. Pomimo to rośliny w ogrodzie rosną całkiem ładne.

Widzę, jak reszta dziewczyn się uśmiecha. Mnie też się od razu poprawia humor. Dzisiejszy dzień zapowiada się całkiem przyjemnie. Gdzieś w oddali słychać jakiegoś ptaka, który śpiewa.

Kierujemy się do bramy, która prowadzi do ogrodu. Po drodze spotykamy Wiktora.

- Jak skończycie ogród macie nanieść drewno do komórki głównej sali.

- Tak jest.

- Poszli już, dalej do roboty - machnęła na nas ręką, byśmy szli dalej.

Ogród jest całkiem spory, ma jakieś trzydzieści metrów długości i osiem szerokości. Rośnie w nim parę drzew owocowych. Oprócz nich hodujemy tutaj pomidory, ogórki, cukinie, dynie, fasole i inne warzywa. Przez ogród można także dojść do części, gdzie hodowane są zwierzęta. Głównie są to świnie i kury. Kiedyś była jeszcze krowa.

Rozmawiamy, śmiejemy się i tak szybko nam mija czas, że już kończymy robić ogród. Wchodząc na główny plac widzimy, że większość wilczyc kieruje się już na obiad. Idąc do pomieszczenia z drewnem, Oliwia zostaje klepnięty w tyłek przez jednego z grupy trzech wilkołaków

- Wieczorem widzę cię u mnie w pokoju na dwieście siedem, ale masz się umyć. Cuchniesz jak obora.

- Oczywiście - mówi Oliwia, nie patrząc mu w oczy.

To jest codziennością, że służymy im przez cały dzień, ale także w nocy zaspokajając ich seksualnie.

- Ta jest całkiem miła - odzywa się szeptem Weronika - kiedyś dała mi resztki mięsa po obiedzie jak byłem u niej na noc.

- Ta gorszego niż Maciek to chyba nie ma - mówi szeptem Ola.

- Racja - mówię szeptem.

Pamiętam, gdy po wyjściu od niego miałam podbite oko, skopane żebra i poobcierane nadgarstki od sznura. To było na samym początku, gdy miałam ducha walki. Walczyłam o godność mojego ciała, ale potem ktoś mi uświadomił, że to nie ma sensu, oni i tak dostaną to, czego chcą, lecz nigdy nie zdobędą mojej duszy. Za każdym razem powtarzam te słowa jak mantrę, jak zaklęcie które mnie chroni.

Wchodzimy do pomieszczenia z drewnem i każda ładuje do swojego kosza drewno, a potem zanosi do komórki głównej sali. To zadanie zajmuje nam jakieś dwie godziny.

Idziemy znowu do Jakuba, aby dowiedzieć się, czy czekają na nas jeszcze jakieś zadania. Wchodząc na korytarz drugiego piętra, widzimy głównego betę, który wychodzi od Jakuba.

- Bądź pozdrowiony - mówimy równo, uderzając się pięścią w klatkę piersiową.

Ten nas mija, nawet nie patrząc. Można by go określić jako nadętego bufona, ale potrafi wzbudzić respekt w wilkołakach. Z wyglądu nic go nie wyróżnia oprócz wysokiego wzrostu. Ma brązowe włosy i oczy. Nigdy nie ma zarostu, jego twarz jest zawsze gładko ogolona. Na swoje ubrania zawsze narzuca pelerynę z rodzinnym herbem. Jest to drzewo dębu wyszywane złotą nicią na granatowym tle. Raz z dziewczynami z mojej grupy się śmiałyśmy, że jego dzieci będą miały małe pelerynki z żołędziami i minie sporo czasu nim wyrośnie im dąb. Gdyby ktoś nas wtedy słyszał, to miałybyśmy duże problemy za naśmiewanie się z wilka. Główny beta nie ma jeszcze swojej mate. Z tego, co usłyszałyśmy od różnych osób, które tutaj mieszkają, to jest on służbistą i nie potrzeba mu kobiety do opieki.

Pukamy do szelmy i wchodzimy do środka.

- Czy mamy jeszcze jakieś zadania na dziś - jak zawsze to Hanna odzywa się pierwsza.

- Nie, na dzisiaj to wszystko, macie wolne.

Wszystkie się uśmiechamy i szybko opuszczamy pokój opiekunki. Kierujemy się szybko do naszego pomieszczenia. Dzielimy je z jeszcze jedną grupą dziewczyn. Natalia, Karolina, Lena, Marta i Maria. One jako jedyne mają stałe i tylko jedno zadanie - sprzątanie pokoi wilków. Kolejne trzy grupy dziewczyn mają razem pokój zaraz obok naszego. A obok ich pokoju znajduje się gabinet Szelmy.

W pokoju nie mamy za wiele rzeczy, poniszczone łóżka, dziurawe i pożółkłe materace, jeżeli już jakiś mamy. Za nakrycie mamy stare koce. W kącie pomieszczenia znajduje się mała sterta książek, z czego w większości wypadają strony. Większość rzeczy, jakie mamy trzymane są w pudełkach pod łóżkiem. To wszystko, co mamy w pokoju. Posiadamy jedną wspólną łazienkę, która łączy nasze dwa pokoje. Są niewielkie dwa prysznice i dwie toalety. Czasami mijają dwie godziny, nim wszystkie skorzystamy, dlatego staramy się trzymać zasady - nie więcej niż dziesięć minut. Z racji tego, że już nie musimy nic robić, zaczynamy jako pierwsze korzystać z łazienki.

Gdy już jesteśmy ogarnięte, Hanna prowadzi lekcje z czytania. Pojawia się pozostała grupa dziewczyn z naszym dzisiejszym posiłkiem: stary chleb, woda, dwa nadgniłe jabłka i resztki pomidorów. Wszystkie dzielimy się po równo jedzeniem. Po skończonej "kolacji" jeżeli można tak nazwać jeden posiłek, kontynuujemy jeszcze naukę. Gdy zbliża się godzina dwudziesta druga większość dziewczyn opuszcza nasz pokój i udaje się do pokoi wilkołaków. Całe szczęście, że ja nie muszę tam dzisiaj iść. Kładę się do łóżka i dość szybko zasypiam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Akwadar 2 dni temu
    Ło żesz, zapowiada się strasznie
  • Pobóg Welebor 2 dni temu
    Tak, liczę na sex & przemoc 🤪
  • Dekaos Dondi wczoraj o 11:33
    Charlotte44↔Ciekawie. Tak trochę baśniowo jakby i tajemniczo. Jednak mi trochę, puenty jakiejś na końcu zabrakło.
    Np: Gdy zbliża się godzina dwudziesta druga, większość dziewczyn, postanawia iść do pokoi wilkołaków.
    Lecz gdy wychodzą, okazuje się, że ogród znikł, a na jego miejscu, jest... cmentarz...
    Pozdrawiam🤪:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania