Płomień nieświadomości
Znajdowałam się pośrodku... niczego. Wszechogarniającej pustki, bez jakiejkolwiek linii horyzontu.
Rozejrzałam się na boki, uniosłam głowę, spojrzałam pod nogi. Wszędzie widziałam to samo. Czerń, po prostu czerń.
Cisza nie wypełniała przestrzeni. Po prostu nią była. Mącił ją jedynie mój niespokojny, urywany oddech. Zupełnie jakbym dopiero co przed czymś uciekała. Ale przed czym?
Czułam, że coś jest nie tak, lecz nie potrafiłam tego do końca określić. Jakby... czegoś mi brakowało. Może zgubiłam coś po drodze? Kłopot w tym, że nawet nie pamiętałam, jak się tutaj znalazłam.
W dłoniach trzymałam zapaloną świeczkę. Płomień nie drgał ani o milimetr. Wcale mnie to nie zdziwiło. Nawet najmniejszy ruch powierza nie miał tutaj prawa wstępu.
W końcu to do mnie dotarło. Ja... wciąż śniłam, choć już niezbyt głęboko. Znajdowałam się na granicy między snem, a jawą, zdana tylko na siebie.
Zrozumiałam coś, co od początku tkwiło w mojej podświadomości. Wiedziałam już, jak wyswobodzić się z tego dziwnego stanu.
Wystarczyło zdmuchnąć świeczkę...
L. A. T.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania